kredyt hipoteczny

mam zamiar wziac kredyt hipoteczny na zakup mieszkania.jakie polecacie
banki.co sadzicie o mniej znanych bankach typu SANTANDER, GETINBANK. maja
najkorzystniejsze oprocentowanie ale funkcjonuja zaledwie od 2-3lat w Polsce



1. Stara zasada: bierz kredyt w walucie, której zarabiasz.
2. Nie daj się nabrać na promocje w stylu: przez pierwszy rok mniejsza prowizja
3. Koszt kredytu=1.opłata za rozpatrzenie wniosku + 2,opłata za przyznanie
kredytu + 3.koszt ubezpieczenia do czasu ustanowienia hipoteki + 4.rodzaj
oprocentowania (wibor, libor, euribor) + 5.marża banku.
w zależności od liczby rat większe znaczenie mają koszty jednorazowe
(początkowe 1-3) lub koszty stałe (4-5).
Nie patrz na bank tylko na koszty (oczywiście, jeśli dla danego banku masz
zdolność)


     

  KLATKA 4
http://www.budimex-nieruchomosci.pl/www ... i/20090108

Dobry i łatwy kredyt dostępny w biurze Budimeksu Nieruchomości2009-01-08

Budimex Nieruchomości Sp. z o. o. podpisał umowę współpracy w zakresie pośrednictwa w udzielaniu kredytów hipotecznych z trzema wiodącymi bankami. Są to: PKO BP, Multibank oraz Nordea Bank Polska. Banki te przygotowały ofertę kredytu hipotecznego na zakup mieszkań specjalnie dla klientów Budimeksu Nieruchomości. W każdym przypadku jest to nowoczesny produkt finansowy, którego szczegóły i preferencyjne warunki klienci mogą omówić z doradcą kredytowym spółki. Pomoże on potencjalnemu nabywcy w uzyskaniu kredytu i przeprowadzi przez procedury bankowe.

W ramach oferty Budimeksu Nieruchomości zapewnia: atrakcyjne oprocentowanie (warunki korzystniejsze niż u doradcy w banku); indywidualny plan spłaty rat kredytowych; długi okres kredytowania (do 45 lat); finansowanie do 100% wartości nieruchomości oraz możliwość wyboru waluty kredytu, m.in.: złoty polski, euro, dolar amerykański, frank szwajcarski. Zasady przyznawania kredytu są przejrzyste, a procedury proste i krótkie.

  kredyt hipoteczny


| mam zamiar wziac kredyt hipoteczny na zakup mieszkania.jakie polecacie
| banki.co sadzicie o mniej znanych bankach typu SANTANDER, GETINBANK. maja
| najkorzystniejsze oprocentowanie ale funkcjonuja zaledwie od 2-3lat w Polsce

1. Stara zasada: bierz kredyt w walucie, której zarabiasz.



hehe, i nie kupuj samochodow na f i w ogole porady babci anielki. gdzie
takich rad udzielaja? masz w umowie o prace wpisana korelacje pomiedzy
wysokoscia pensji a wysokoscia stop procentowych i inflacja? watpie.

przyklad: 2 lata temu chf na poziomie 3.1-3.2 teraz na poziomie 2.4-2.5
czyli przewalutowanie/splata daje Ci (nawet biorac pod uwage spread
banku) jakies 15-20% tansze mieszkanie ;, oczywicie zawsze mozna wziasc
kredyt w dolku i miec mieszkanie 20% drozsze :D, ale inwestujac roznice
w racie pln-chf w fundusz spokojnie mozna sie ryzyka pozbyc lub wyraznie
je zmniejszyc. Poza tym oprocentowanie, wybacz ale w pln jest ze 2x
(bralem przy 1.7%/rok w chf w tym czasie proponowano mi prawie 6% w pln)
wyzsze przy niskich wkladach a to sie przeklada na pare setek (jakies
500-600) raty przy 150-200tys kredytu, ktore szczerze mowiac wole wydac
inaczej.

2. Nie daj się nabrać na promocje w stylu: przez pierwszy rok mniejsza prowizja
3. Koszt kredytu=1.opłata za rozpatrzenie wniosku + 2,opłata za przyznanie
kredytu + 3.koszt ubezpieczenia do czasu ustanowienia hipoteki + 4.rodzaj
oprocentowania (wibor, libor, euribor) + 5.marża banku.
w zależności od liczby rat większe znaczenie mają koszty jednorazowe
(początkowe 1-3) lub koszty stałe (4-5).
Nie patrz na bank tylko na koszty (oczywiście, jeśli dla danego banku masz
zdolność)



dokladnie, podliczajac calosc kosztow chf/pln oddajesz mniej pieniedzy w
walucie w ktorej zarabiasz w przypadku kredytu walutowego, a ryzyko coz,
akceptowalne.

alez sie nam pl.biznes.banki zrobilo ;]

M.


  Wybory 2007 - pieprzyć oficjalne sondaże :)
Umiejętnośc przyznawania się do błędów to wspaniała cecha.

Tutaj wycinek z przesłuchania Alana Greenspana przed Kongresem:

"Henry Waxman: Przez długi czas w Waszyngtonie dominowało podejście, że "rynek zawsze wie najlepiej". Fed miał uprawnienia, by powstrzymać nieodpowiedzialne praktyki kredytowe, które sztucznie pompowały rynek pożyczek hipotecznych. Ale wieloletni szef Fed Alan Greenspan odrzucał apele o interwencję (...). Instytucje nadzoru wspierały złe praktyki, zamiast je eliminować. Ich wiara w nieomylność rynku była niewyczerpana. Zasada "regulacje rządowe są złe, rynek jest nieomylny" - stała się mantrą (...). Podczas swoich rządów w Fed był pan głównym adwokatem deregulacji rynków finansowych. W 1997 roku powiedział pan: "Nie widać żadnej potrzeby rządowych regulacji nowych instrumentów finansowych" (...). Pan miał swoją ideologię. Wiarę, że nieskrępowany rynek jest najlepszym rozwiązaniem. Mógł pan zapobiec nieodpowiedzialnym praktykom na rynku kredytów hipotecznych. Wiele osób to panu doradzało (...). Odkrył pan, że pana poglądy, ideologia okazały się błędne? Że nie sprawdzają się?

Alan Greenspan: Dokładnie tak. I to jest właśnie powód, że byłem tak zdruzgotany. Bo przez 40 lat albo dłużej byłem przekonany, że działają wyjątkowo dobrze (...). Myliliśmy się w bardzo wielu przypadkach".

Ażeby uprzedzić fakty, tutaj jest wypowiedź maestro Gwiazdowskiego na ten temat (cokolwiek nieelegancki język):
http://nettg.pl/Artykuly/Analizy-i-Kome ... arzy,24365

Ta mała dyskusja tutaj jest zabawna. Osobiście nie dążę do udowodnienia, że lepszy jest kapitalizm niż komunizm, albo socjalizm niż liberalizm, albo kiełbasa śląska od parówki, tylko raczej do wskazania, że świat to nie jest bajka dla dzieci gdzie wszystko jest czarno - białe i oczywiste. Świat występuje raczej w odcieniach szarości i poglądy takie jak UPRowski model idealnego państwa powszechnej wolności i szczęsliwości tyle ma wspólnego z rzeczywistością co opowieści o krasnoludkach. Państwo to nie tylko ekonomia to również społeczeństwo i cokolwiek by nie powiedzieć o nauce zajmującej się owym społeczeństwem to oczywiste są tylko dwie rzeczy; w przeciwieństwie do ekonomii nie jest nauką ścisłą i, stety lub nie, odgrywa nie mniejszą niż ekonomia rolę.

     

  Kredyt na mieszkanie


Ustawa o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania

Ustawa przewiduje zwrot 50 proc. odsetek od kredytów hipotecznych, zaciąganych przez rodziny na zakup mieszkania lub domu jednorodzinnego. Sejm przyjął ustawę 13 lipca 2006 r.

Zapisy prawne określają zasady stosowania dopłat do oprocentowania kredytów preferencyjnych. Przy czym ustawa nie dotyczy kredytów walutowych. Dopłaty mogą być stosowane jeżeli kredyt preferencyjny został udzielony na podstawie umowy bankowej i będzie spłacany przez kredytobiorcę wyłącznie w formule rat równych (annuitet) albo rat malejących.

Umowę mogą zawrzeć: oboje małżonków, osoba samotnie wychowującą przynajmniej jedno małoletnie dziecko, ale także osoba, która wychowuje dziecko bez względu na wiek, na które pobierany jest zasiłek pielęgnacyjny. Dopłatę otrzyma również rodzic, którego dziecko uczy się i nie ukończyło 25 roku życia.

Dopłaty będą stosowane na pokrycie kosztów budowy mieszkania, budowy domu jednorodzinnego lub pokrycie wkładu budowlanego w spółdzielni mieszkaniowej (na budowę spółdzielczego mieszkania własnościowego). Powierzchnia użytkowa mieszkania nie powinna przekraczać 75 m kw., a domu jednorodzinnego 100 m kw. Posłowie przyjęli poprawkę Senatu, która umożliwiła przyznanie kredytów i dopłat także na rozbudowę i przebudowę już istniejących mieszkań.

Dofinansowanie do kredytów preferencyjnych będzie udzielane przez 8 lat od dnia pierwszej spłaty odsetek. Źródłem finansowania tej pomocy będzie Fundusz Dopłat w Banku Gospodarstwa Krajowego.

Ustawa realizuje rządową ideę wsparcia rodzin w uzyskaniu własnego mieszkania. Jednocześnie pośrednio stworzy możliwość realizacji nowych inwestycji mieszkaniowych oraz może wpłynąć na odwrócenie, negatywnych trendów demograficznych.

Ustawa została skierowana do prezydenta.

źródło: http://www.kprm.gov.pl/3585_18072.htm

Radzę się zastanowic, czy brac we frankach czy nie lepiej w złotówkach, zwłaszcza, że oprocentowanie razem z prowizją po wejściu ustawy może byc porównywalne a czasem niższe niż we frankach a ryzyko kursowe odpada Tylko musicie popytac czy was ta ustawa obejmie

  Doradca Kredytowy- Łodź
Witam,

Jestem doradcą personalnym w firmie Creative Center. Aktualnie dla jednego z naszych Klientów – firmy Credit House poszukujemy kandydatów na stanowisko: Doradca Kredytowy

Credit House Polska to ogólnopolska firma doradztwa kredytowego specjalizująca się w kredytach hipotecznych. Fachowa wiedza i doświadczenie zdobyte przez zespół Credit House Polska gwarantują potencjalnym klientom wybór najlepszych ofert dostępnych na rynku oraz bezpieczeństwo i pełną informację o realizowanych operacjach finansowych. W związku z dynamicznym rozwojem oddziału w Łodzi poszukujemy kandydatów na wyżej wymienione stanowisko.

Zadaniami osoby zatrudnionej na tym stanowisku będą:

sprzedaż kredytów hipotecznych według procedur bankowych
analiza potrzeb klientów, przygotowywanie ofert kredytowych, opieka nad klientem w trakcie procesu przyznawania kredytu oraz opieka posprzedażowa
pozyskiwanie partnerów biznesowych (deweloperzy, biura nieruchomości) i współpraca z nimi przy kredytowaniu ich klientów

Credit House Polska oferuje:

nienormowany czas pracy – bez konieczności przebywania w biurze
narzędzia pracy (laptop z dostępem do internetu bezprzewodowego, telefon komórkowy dla każdego pracownika)
bardzo atrakcyjny system prowizyjny (konkurencyjny w porównaniu z innymi firmami)
szeroką ofertę produktową ( współpraca z 18 bankami)

Obszar działania jest dowolny, jednak doradca jest przypisany do jednego oddziału.

Nie jest konieczna rezygnacja z dotychczas prowadzonej działalności (z wyjątkiem kredytów hipotecznych).

Współpraca odbywa się na zasadzie własnej działalności gospodarczej.

Idealny kandydat będzie posiadał

wykształcenie minimum średnie
doświadczenie w instytucjach finansowych w zakresie sprzedaży kredytów hipotecznych i współpracy z pośrednikami
kontakty na lokalnym rynku nieruchomości
ogólną wiedzę z dziedziny finansów, bankowości i ekonomii, dotyczącą kredytów hipotecznych

Szczegóły dotyczące tej oferty zostaną przedstawione w trakcie spotkania osobistego.

Jeśli są Państwo zainteresowani proszę o kontakt telefoniczny:

509 310 131 Karolina Milbrandt

  MAMY FINAŁY MISTRZOSTW EUROPY 2012 !!!
Po pierwsze jeśli ktoś nie orientuje sie w sytuacji to niech sie nie wypowiada!



to po co paszcze otwierasz?

A własnie ze sponsoruje, bo dostajemu na organizację 37 miliardów EURO za friko, to na potrzebu organizacji+własny wkład



ok
Polska dostatnie na przygotowanie infrastruktury prawie 40 mld euro dodatkowych środków z Unii Europejskiej. To ok. 150 mld złotych, a więc ok. 15 proc. PKB. Rozłożone na 5 lat daje 3 proc.



to teraz dalej

W sytuacji gdy gospodarka już teraz pędzi pełną parą, dostajemy mega-zastrzyk stymulujący. Poza całą listą korzyści oznacza to niemal pewny wzrost inflacji, zwłaszcza w okresie organizacji samych mistrzostw,



do tego może to spowodować "zawał" w gospodarce. Te pieniądze same sie nie zjawią. nie bedzie to jedna transza!. Poza tym jest to sumaryczna kwota!. zasada w przyznawaniu dotacji jest taka. Wy mówicie na co checie (np. Budowa drogi) dajecie od siebie od 80-60% my dajemy resze.

Nie miej złudzeń trzeba mieć pozostałe 60-80%!!!

robi sie to na kredyt, pod zastaw hipoteczny przyszlej inwestycji. Banki lubią takie akcjie bo państwo nie może zbankrutować wiec kasa będzie.

Dług zostanie. ktoś go spłacic będzie musiał.

poza tym aby te pieniądze dostać, trzeba wystąpić z wnioskami (wiem coś o tym bo sam mam czasem z tym do czynienia) i wykożystać. Wreszcie trzeba to będzie rozliczyć! A nie rozliczy się tego wpisując do raportów końcowych czego kolwiek.

Poniał?
Prościej sie nieda. mam nadzieje że zlapaleś.

Lecha Poznań, po organizacji zostanie stadion na paredziesiąt tysięcy ludzi.Myslisz ze pozniej bedzie stał pusty, uwierz ze są ludzie i to własnie w takiej ilości zeby przyjść na nowoczesny stadion i zobaczyć mecz ulubionego zespołu.



co wy mi kórwa ciągle z tym lechem. To jest poznań. Sponsoring macie w osobie jana K z tego co wem. Czy klub jest dochodowy? nie wiem nie znam rozliczeń ani nie orjentuje się jak wygląda sytuacja finansowa klubu, ale nie słyszałem by jakiś klub w tym kraju był dochodowy.

wątpie też by na stadion w 500 tyś mieście (poznań ile ma mieszkańców w tej chwili) przyszlo nagle 10% społeczeństwa!!! chłopie to nie ta skala!

(cytaty z pulsu biznesu. reszta informacji z pobierznej lektury czasopism i analiz ekonomicznych)

Burdy na stadionach - moze coś się uspokoiło ostatnio. Nie jestem kibolem nie wiem jak to wyglada od zaplecza

  jaki kredyt ??? (nie znam sie)


| Przeczytaj moja pierwsza wypowiedz. Pisalem o kredycie w rach b.
| Rzeczywista to kilkanascie procent - blizej dziesieciu. Z pewnoscia
| szybko odszukasz wlasciwy komunikat.

Ok. Moze inaczej. Ty wyszedles z zalozenia - z samochodem moga byc
problemy, dlatego wybieram najbezpieczniejsze rozwiaznaie ROR,
gotowkowy, samochodowy. Takie rozwiazanie, bo hipoteteycznie moga byc
problemy. Zupelnie nie interesowal cie koszt takiego rozwiazania.



Policz wszystkie koszty.

Ja wyszedlem z drugiej strony, bo tak tez rozumiem pytanie. Kredyt
samochodwy (najtanszy), linia kredytowa w ROR lub karta kredytowa.
gotowkowy odrzucam ze wzgledu na koszt takiego kredytu (mala kwota,
dlugi okres kredytowania).



Najtansza to jest pozyczka hipoteczna w multi ( nazwe na pewno juz
cytowales ). Nieglupi pomysl, jezeli sie juz tam bralo kredyt hipoteczny.

Roznica jest jeszcze jedna. Ale szkoda czasu na dalsza dyskusje. Skoro
jednak masz konto w Multi - to popatrz na oprocentowanie kredytu
samochodowego, potem linii kredytowej, a potem podaj mi ten najtanszy
kredyt gotowkowy o ktorym pisales.



Pisalem o kredycie w RB.

Limit kredytowy w KB to oprocentowanie cos kolo 17,5% (plus oplata za
przyznanie...).



No i ? kilkadziesiat zlotych miesiecznie. Jak spotkasz sie z milym panem z
likwidacji szkod zobaczysz jaka to mala kwota. A statystycznie kazdy
kierowca likwiduje szkode raz na kilka lat - mniej wiecej cztery. Tyle, ze z
ubezpieczalnia mozna sie dogadac, postraszyc, przeczekac, pozwac ... o ile
oczywiscie to ty jestes graczem a nie bank, ktory ma cie w dupie i troszczy
sie tylko o to, zeby dostac swoja reszte kapitalu + ew. zapadle odsetki.

Tak sie akurat sklada, ze bliscy znajomi niedawno brali kredyt na
samochod. I wlasnie wybrali kredyt samochodowy w Multi. Bo wyszlo im
najtaniej. I dla nich ot byl glowny argument, a nie ze cos sie moze
dziac.



No, to zobaczymy jak sie zadzieje. Jak im ktos wjedzie w bok i pognie slupek
boczny i podluznice i za swoje nowe autko dostana od PZU 65 % wartosci
nowego po roku. Bo bank bedzie negocjowal odszkodowanie. Albo jak im sie
dziecko urodzi i trzeba bedzie nakarmic. Albo - jak straca prace i beda
zmuszeni oddac samochod za psie pieniadze.

W instrumentach kredytowych tak naprawde handluje sie ryzykiem. I o ryzyku
wlasnie psze. Kredytowym ( utrata dochodow, przyrost wydatkow ) oraz
plynnosci. Przegoogluj grupe. Zapominanie o ryzykach w mysl zasady "jakos to
bedzie", "mi sie na pewno uda", "kto sie bedzie martwil tym, co bedzie za
kilka lat" skutkuje dokladnie tym samym, co radzenie innym "bo niedawno
znajomi brali kredyt". Wklepuj lepiej te swoje cytaty spamerze ; ((

pzdr
    wkg

PS. Nie dopuszczasz wogole mysli, ze odmienne od Ciebie zdanie ma ktos, kto
w bankach niezbyt znowu daleko od zarzadu zeby zjada od kilkunastu lat ?


  Rząd PO-PSL
Nie ma żadnych pomostówek dla sędziów. Są te same zasady przejścia "na emeryturę", jak w innych branżach, tyle że reguluje to ustawa o ustroju sądów powszechnych: 60 lat dla kobitek, 65 dla chłopów. ewentualnie, w przypadku szczególnych względów, okresy te można skrócić o 5 lat dla każdej płci, np. w przypadku podupadnięcia na zdrowiu. Ale statystyki wskazują, że bardzo mało takich wcześniejszych emerytur jest przydzielanych. Zresztą, droga po nie jest usłana kolcami (ze trzech konsyliów lekarskich potrzeba). Zatem - mogą zabierać i tak nikt tego nie odczuje. A ja jestem zwolennikiem ograniczania przywilejów emerytalnych dla wszystkich, nie wyłączając mojej grupy zawodowej.

Odrębna regulacja emerytur sędziowskich wynika także z tego, iż wysokość "emerytury" jest ustalana procentowo w stosunku do ostatniego wynagrodzenia. To zresztą nie jest tak naprawdę emerytura. Fachowo nazywa się to "stan spoczynku". Uzależnienie wysokości wynagrodzenia w stanie spoczynku od ostatniego wynagrodzenia w czasie pełnienia służby wynika z kolei z faktu, że sędzia nie może nigdzie sobie dorobić. Ewentualnie jako wykładowca. W każdym innym wypadku gdy chce sobie dorobić musi mieć zgodę prezesa sądu okręgowego, który bez podania przyczyn może tej zgody nie udzielić.

Jedynym tak naprawdę przywilejem sędziów jest fakt, że są zwolnieni z płacenia składek na ubezpieczenia społeczne (stąd nie mają emerytury tylko stan spoczynku i odrębną regulację ustawową). To jeden z głupszych pomysłów ustawodawcy polskiego. Ja osobiście uważam, że nie ma żadnych przeciwwskazań dla płacenia przez sędziów składki na ubezpieczenia społeczne.

Skąd się ten przywilej wziął? Po pierwsze jest reliktem realnego socjalizmu (kocham ten zwrot).
Po drugie, wynika z lenistwa i typowego dla polityków kunktatorstwa. Swego czasu "przywilej" ten był wymówką, aby sędziom nie podnosić wynagrodzeń. Dlatego w ten sposób sztucznie je napompowano zwalniając od płacenia składek. Nasz ustawodawca jednak tego nie zmieni. Nie dlatego, że nie chce. Doprowadziłoby to bowiem do tego, że wynagrodzenie przysługujące sędziemu byłoby niższe niż średnia krajowa
Początkujący sędzia zarabia obecnie 3200 zł netto miesięcznie. Po 4 latach wynagrodzenie to dochodzi do 4.000 netto. I w zasadzie potem rośnie już tylko w miarę tzw. wysługi lat. Dla przykładu: asystent radcy prawnego w dużym mieście (niekoniecznie w Warszawie) we w miarę renomowanej kancelarii posiadający "tylko" wykształcenie prawnicze i jakąś tam praktykę zarabia do 5.000 zł netto (podaję za moim przyjacielem, który był ze mną na aplikacji, ale zrezygnował, bo w kancelarii zarabia jako asystent adwokata tyle ile sędzia sądu apelacyjnego, ma 29 lat).

Odebranie tego "przywileju" doprowadziłoby do tego, że zawód sędziowski - już dziś najgorzej opłacany ze wszystkich zawodów prawniczych (mimo gehenny, którą trzeba przejść) - spadłby poziomem, gdzieś do wysokości pensji urzędnika średniego szczebla w urzędzie miejskim w Warszawie).

Żeby było jasne, jestem zwolennikiem drastycznego ograniczenia przywilejów korporacyjnych w zamian za jasny i przejrzysty system wynagradzania. Ale w tym przypadku moje chcenie nie ma znaczenia, bo skończyłoby się międzynarodowym skandalem. Nieudolny rząd Donalda Tuska nie przyznaje się do tego, że w sprawie wynagrodzeń sędziowskich dostał już dwie połajanki z Brukseli (media też o tym milczą, bo kochają Donka).

Anegdota - niestety, z życia wzięta: przychodzi sędzia do sklepu kupić sobie kuchenkę. Nic wielkiego, zwykły Mastercook, 4 palniki i piekarnik elektryczny z zegarem. Cena: 900 zł. Chce na raty. Pani pisze coś w komputerze (wklepuje dane do programu sprawdzającego zdolność kredytową). Odpowiedź: brak zdolności kredytowej Dopiero zaświadczenie o zarobkach żony (która też jest sędzią) ratuje sytuację

Kredyt hipoteczny: owszem, rata w wysokości jednej pensji (słaba wiarygodność kredytowa, mimo że małżonkowie nie mają zadłużenia, poza spłacaną na raty kuchenką)
Ot i smutna prawda o rzeczywistości finansowej sędziego w Polsce.

  Nieruchomości
Zasady finansowania budowy mieszkań i domów

Deweloperom trudniej o kredyty na inwestycje

Deweloperzy muszą brać kredyty na dokończenie budowy mieszkań
Wymagania stawiane kredytobiorcom przez banki są coraz wyższe
Trudno znaleźć bank, który sfinansuje całość planowanej inwestycji
Strach przed udzielaniem kredytów na cele budowlane dotarł do nas ze Stanów Zjednoczonych i nie ma nic wspólnego z sytuacją na naszym rynku.

- W tej chwili coraz trudniej dostać deweloperowi kredyt na budowę domu - mówi Jacek Bielecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Deweloperzy muszą brać kredyty, bo Kowalski wstrzymuje się z kupnem mieszkania, czekając na spadek cen. Jeszcze rok temu banki zabiegały o firmy deweloperskie i namawiały do brania pożyczek. Deweloperzy nie byli jednak tym zainteresowani. Budowali za pieniądze klientów, którzy z góry płacili za całą budowę. Teraz sytuacja całkowicie się zmieniła.

- Banki zaostrzyły kryteria udzielania kredytów deweloperom - przyznaje Hanna Libura, dyrektor departamentu kredytów komercyjnych BRE Bank Hipoteczny.

Osoby fizyczne nie dostają już tak łatwo pieniędzy z banku, nie płacą więc za rozpoczynaną budowę. Deweloperzy muszą za własne pieniądze rozpoczynać inwestycje. Ubiegłoroczne rekordowe zyski i bardzo dobra sytuacja finansowa bardzo często pozwalają im na to. Często jednak muszą się podpierać kredytem i wówczas pojawiają się problemy.

- O ile w ubiegłym roku banki prosiły się, by wziąć kredyt, nawet na kupno działki, to teraz nie ma o tym nawet mowy - mówi Jacek Bielecki.

- Deweloper musi mieć minimum 20 proc. wkładu własnego i taki sam odsetek mieszkań sprzedanych w przedsprzedaży - mówi Hanna Libura.

- Za przygotowanie i rozpatrzenie wniosku deweloper musi zapłacić 1 proc. wartości kredytu, a oprocentowanie wynosi WIBOR + 2,25 proc. - i są to wartości minimalne. Banki hipoteczne muszą podnosić ceny, bo same płacą za pieniądze więcej. Sprzedawane przez nie listy zastawne nie znajdują już tak wielu nabywców. Tym nabywcom trzeba zaoferować wyższe odsetki. Pieniędzy na kredyty dla deweloperów jest więc mniej i jest on droższy.

Dwa lata temu firmy deweloperskie pożyczyły w bankach ok. 3 mld złotych. Teraz ta kwota nie może być dużo większa, bo większość inwestycji dokonywanych było do tej pory z pieniędzy osób zainteresowanych kupnem mieszkania lub domu. Jeszcze niedawno szacowano, że przedsięwzięcia deweloperskie w Polsce były finansowane z kredytów zaciąganych przez firmy zaledwie w 10 proc. W Hiszpanii i Irlandii ten odsetek jest zdecydowanie większy. Budynki powstają tam zwykle z kredytów zaciąganych przez dewelopera w banku i inwestor kupuje już gotowe mieszkanie. Nie wszędzie obowiązuje ten model. W Wielkiej Brytanii, podobnie jak u nas, większość kosztów inwestycji już w fazie budowy ponoszą osoby fizyczne, które zresztą także biorą na ten cel pożyczki.

- Bardzo trudno znaleźć dzisiaj bank, który skredytuje całość inwestycji - mówi Tomasz Kurzyp z firmy ACK Finance.

Ważne!

Deweloper musi mieć min. 20 proc. wkładu własnego i taki sam odsetek mieszkań sprzedanych

http://www.gazetaprawna.pl/?action=show ... .1.0.1.htm

  [Wrocław] Kompleks wielofunkcyjny SKY TOWER
Sky Tower może powstać we Wrocławiu, ale inna
Rozmawiał Maciej Nowaczyk
2008-11-05, ostatnia aktualizacja 2008-11-04 18:58

- Wierzę, że Leszek Czarnecki jest na tyle związany z Wrocławiem, że zrobi wszystko, aby wybudować Sky Tower. Największe biurowce na Manhattanie zostały oddane w czasie Wielkiego Kryzysu - mówi Leszek Michniak, właściciel Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości

Maciej Nowaczyk: - Leszek Czarnecki wstrzymał budowę Sky Tower...

Leszek Michniak, właściciel Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości, największego wrocławskiego biura pośrednictwa nieruchomości: - Można się było spodziewać tej decyzji. Deweloperzy, nawet ci najwięksi, różnie sobie radzą ze światowym kryzysem finansowym. Na dodatek we Wrocławiu, na krótko przed kryzysem w jednym czasie wielu deweloperów rozpoczęło w mieście budowę apartamentowców. Tylu mieszkań rynek nie jest w stanie wchłonąć, tym bardziej w dobie kryzysu. Oprócz kompleksu Sky Tower nie będą realizowane również wieże Angel Wings przy ul. Traugutta, czy choćby Apartamenty Riverview przy ul. Sikorskiego. W czasie kryzysu na największe straty są bowiem najbardziej narażeni ci inwestorzy, którzy realizują ogromne, ryzykowne przedsięwzięcia. A takim na pewno jest Sky Tower przy obecnych funkcjach kompleksu.

To znaczy, że mógłby powstać, ale z inną funkcją?

Na początku planowano tam budowę ogromnej liczby ponad 880 apartamentów. Chwała firmie LC Corp, że już zrezygnowała z 300 mieszkań na rzecz większej powierzchni biurowej. Zwłaszcza, że we Wrocławiu ogromnie brakuje biur najwyższej klasy. Myślę jednak, że Sky Tower musi zostać jeszcze mocniej przeprojektowana. Sugerowałbym zamianę kolejnych mieszkań na biura i oddanie kilku pięter pod pięciogwiazdkowy hotel - to świetna lokalizacja pod tego typu inwestycję. Apartamenty zostawiłbym jedynie na najwyższych piętrach.

Leszek Czarnecki twierdzi, że z apartamentów zrezygnowano nie ze względu na cenę, a przykręcenie przez banki kurka z kredytami hipotecznymi.

To oczywiście odbiło się na Sky Tower. Przede wszystkim jednak 44 tys. za m kw. jest ceną nierealną, i to nie tylko we Wrocławiu, ale i w całej naszej części Europy. Dużo realniejszą kwotą jest 11 tys. za m kw. apartamentów na niższych kondygnacjach. Inni deweloperzy mocno obniżyli ceny, myślę, że w przypadku Sky Tower będzie więc kolejna korekta.

Leszek Czarnecki wstrzymał inwestycję na pół roku. Co może się zmienić w tym czasie?

Nic. Banki będę jeszcze bardziej ostrożne w przyznawaniu kredytów dla klientów i inwestorów. Na odwilż na rynku kredytów hipotecznych musimy poczekać minimum pięć lat.

Wierzy pan, że Sky Tower powstanie?

Jestem optymistą. Wierzę, że Leszek Czarnecki jest na tyle związany z Wrocławiem, że zrobi wszystko, aby wybudować Sky Tower. Oby tylko projekt nie został okrojony, a wysokość wieżowca zmniejszona. To byłaby ogromna strata dla samej inwestycji i miasta. Proszę poza tym pamiętać, że największe biurowce na Manhattanie: Chrysler Building czy Empire State Building zostały oddane w czasie wielkiego kryzysu. Zgodnie z zasadą buduj w kryzysie, sprzedawaj mieszkania w czasie hossy.

Wstrzymanie w ostatnim czasie kilku budów, w tym Sky Tower odbije się na wrocławskim rynku nieruchomości?

Kryzys na rynkach finansowych najmocniej uderza w deweloperów, więc na pewno tak. Możemy być świadkami kilku bankructw. Kilku będzie zmuszonych sprzedawać mieszkania po kosztach. Jednak ci, którzy przetrwają, mogą ogromnie zarobić. Zamrożenie wielu inwestycji spowoduje, że popyt na mieszkania przewyższy podaż i ceny kolejny raz powędrują w górę. Dlatego, jeśli mamy pieniądze lub szansę na kredyt, a szukamy mieszkania, warto je kupić. Nie czekać.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

  Życie na kredyt
Kupno domu, samochodu czy nawet telewizora za gotówkę w dzisiejszych, niecierpliwych czasach wydaje się nierealne. Czy jednak Polacy mają szansę na kredyt w Wielkiej Brytanii? Odpowiedź brzmi tak! Wystarczy spełnić kilka warunków.

Wyjaśnia księgowy – Artur Goldberg z Polskiego Centrum Finansowego w Londynie

Rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, że na naszą zdolność kredytową pracujemy przez całe życie. Transakcje i operacje wykonywane nawet na kilka lat przed ubieganiem się o pożyczkę czasem mają wpływ na decyzję banku o przyznaniu nam (lub nie) kredytu. Nie wszystkie instytucje finansowe kierują się tymi samymi zasadami, jednak zawsze rozważają ryzyko niespłacenia kredytu przez pożyczkobiorcę. Im pożyczana kwota większa, tym bardziej restrykcyjne kontrole nas czekają. Im większe ryzyko niespłacenia pożyczki, tym mniej korzystne warunki kredytu. W przypadku imigrantów do głosu dochodzi jeszcze jeden warunek. Żeby zabezpieczyć się choć w minimalnym stopniu przez klientami, którzy po wzięciu kredytu będą ukrywać się przed jego spłacaniem w ojczystym kraju, wiele banków wymaga przynajmniej rocznego (czasem trzyletniego) pobytu na Wyspach, jako warunku udzielenia pożyczki. Jednak nie jest to regułą, a dobra pensja – jak na całym świecie – otwiera drzwi prawie każdej instytucji finansowej. Prawie – dlatego, jeśli ubiegasz się o kredyt na mieszkanie, samochód czy choćby kanapę w Wielkiej Brytanii, nie zrażaj się pierwszymi niepowodzeniami. Jeśli jedna firma nie zechce udzielić ci kredytu, sprawdź konkurencję. Pamiętaj, że na brytyjskim rynku to firmy walczą o klienta.
Bez hipoteki ani rusz
Kredyt hipoteczny, który na Wyspach nazywa się mortgage. Różne banki mają różne sposoby określania zdolności kredytowej. Czasem jest to wielokrotność rocznych dochodów, czasem zdolność do miesięcznych spłat, a czasem coś jeszcze innego. Dlatego najlepiej wybrać się do kilku banków i poprosić o szacunkową kwotę kredytu (quotation) lub skorzystać z kalkulatorów kredytowych na stronach internetowych banków. Można też wybrać się do doradcy kredytowego (mortgage advisor). Składając aplikację o kredyt, musisz podpisać zgodę na sprawdzenie twojej sytuacji finansowej (credit check). Instytucja zwana Credit Reference Agency udostępni bankowi dane finansowe na twój temat. Na ich podstawie bank ocenia, jakim będziesz pożyczkobiorcą. Powinieneś również określić, za jaką część nieruchomości możesz zapłacić z oszczędności (deposit). Im większe oszczędności, tym większa szansa na otrzymanie dobrej oferty kredytowej.
Są dwa główne sposoby spłacania kredytu: spłata wartości (repayment) oraz spłata odsetek (interest only). W pierwszym przypadku miesięczne raty są wyliczone w taki sposób, by częściowo spłacały wartość kredytu, a częściowo odsetki. Po okresie spłaty (np. 30 lat) cały kredyt wraz z odsetkami jest spłacony. W przypadku kredytu interest only spłaca się tylko odsetki, a po okresie kredytowym pełna kwota kredytu pozostaje nadal do spłacenia. Oczywiście miesięczne raty są niższe, ale to wątpliwa zaleta – po okresie kredytowym trzeba bowiem oddać bankowi pełną pożyczoną kwotę.

Pożyczka na każdy dzień
W dzisiejszych czasach na kredyt można kupić prawie wszystko. Zasady rządzące przyznawaniem pożyczki są podobne, niezależnie od tego, czy w grę wchodzi dom za kilkadziesiąt tysięcy funtów, samochód, czy telewizor za kilkaset funtów. Większość instytucji finansowych wymaga stałego adresu na Wyspach, pobytu przynajmniej rocznego i przeprowadza credit check. Jeśli już raz uda ci się dostać kredyt i będziesz go sumiennie spłacał, nie będziesz mieć żadnych problemów z uzyskaniem kolejnego. Pamiętaj tylko, żeby nie wpaść w pułapkę niekończących się spłat. Ale to już zupełnie inna historia.

  PP - Chwilowa moda czy trwały wzrost?

Programy Partnerskie Powracają
2004-10-21 15:59:39
http://www.biznesnet.pl/a/7404

Wolfgang Laskowski

Od pewnego czasu można zaobserwować znaczne natężenie informacji o Programach Partnerskich oferowanych przez firmy działające w Internecie. Dzięki PP sprzedawcy mają nadzieję zyskać nowych klientów - bez ponoszenia specjalnych kosztów, jedynie za cenę prowizji. Kto na tym zyskuje, a kto traci? Czy renesans zainteresowania PP, które przecież nie są niczym nowym, to chwilowa moda, czy raczej długofalowy trend?

Program Partnerski to ogólnie rzecz ujmując rodzaj umowy między firmami, które sprzedają produkty bądź usługi, a firmami, czy też osobami fizycznymi, które w tej sprzedaży pośredniczą. Pośrednictwo to jest nagradzane określoną prowizją, która waha się w zależności od programu. Pomysł prosty i coraz częściej wykorzystywany, szczególnie, że Internet do tego typu współpracy doskonale się nadaje.

Prowizje w PP są różne, różne też są zasady ich wypłacania. Najczęściej partnerzy otrzymują określony procent od sprzedaży (tzw. jednopoziomowe programy), ale istnieją też programy, gdzie otrzymuje się określone kwoty za pozyskanie dodatkowych osób do danego programu (tzw. dwupoziomowe programy). Przykładem tego ostatniego typu PP jest propozycja Vide.pl, galerii specjalizującej się w elektronicznej sprzedaży reprodukcji dział sztuki. Innym rodzajem rozliczania się w ramach PP jest przyznawanie specjalnych punktów, które mogą być następnie wymieniane na usługi bądź pieniądze. Takie rozwiązanie zastosowały firmy One-2-One, dostawca usług mobilnych, oraz portal Onet.pl, które uruchomiły program umożliwiający pobieranie logo, dzwonków, tapet oraz gier JAVA z prywatnych stron użytkowników serwisu Republika WWW. Za każdorazowe pobranie elementów serwisu użytkownik otrzymuje punkty (tzw. dukaty), które następnie można wymieniać na gotówkę.

Na początku roku dwa konkurujące ze sobą serwisy finansowe, Bankier.pl i Money.pl, poinformowały o uruchomieniu usług wspomagających ich programy partnerskie. Obydwa programy są podobne i skierowane do serwisów internetowych. Partnerzy mogą pośredniczyć w sprzedaży usług finansowych oferowanych przez Bankier.pl i Money.pl (są to głównie produkty finansowe dystrybuowane drogą elektroniczną, m.in. konta osobiste i firmowe, karty kredytowe, kredyty gotówkowe, hipoteczne czy samochodowe). Oba serwisy finansowe kuszą potencjalnych partnerów perspektywą dodatkowych zysków, osiąganych małym kosztem - oba systemy reklamowane są jako proste i szybkie we wdrożeniu oraz wygodne w rozliczaniu przychodów.

Element prostoty i braku nakładów finansowych ze strony firmy przystępującej do programu jest podkreślany niemal w przypadku każdego PP. Podobnie zachęca do swojej propozycji portal pracy, kariery i edukacji Pracuj.pl. Program serwisu polega na sprzedaży ogłoszeń rekrutacyjnych za pomocą specjalnej aplikacji w Internecie.

Niemal wszystkie firmy zachęcając do przystąpienia do swoich PP akcentują takie korzyści jak dodatkowe źródło dochodów i wzbogacenie zawartości serwisu o nową funkcjonalność, przy minimalnych nakładach - bardzo często sprawę załatwia tzw. link partnerski powiązany z cookies, dzięki którym partner powiązany jest z pozyskanym przez siebie klientem.

Programy Partnerskie mogą być ciekawym sposobem na dodatkowe źródło dochodów oraz na zwiększenie atrakcyjności swojego serwisu. Niewątpliwie PP to rozwiązanie, które może przynieść niezaprzeczalne korzyści obu stronom. Przystępując jednak do PP trzeba pamiętać, że jest to zwykła umowa handlowa i jak każda umowa, musi być wnikliwie przeczytana przed podpisaniem. Szczególnie starannie należy sprawdzić sposób w jaki uczestnikowi programu naliczana jest prowizja - istnieje ryzyko, że partner nie otrzyma swoich pieniędzy. Dlatego warto wybierać propozycje tych firm, które w ramach swoich PP oferują różne narzędzia administracyjne, dzięki którym można na bieżąco monitorować ilość pozyskanych klientów, wysokość sprzedaży i uzyskanej prowizji. Czasami też warto zastanowić się, czy samodzielna sprzedaż konkretnych usług nie jest rozwiązaniem lepszym, niż sprzedaż za czyimś pośrednictwem, co przecież zawsze łączy się z niższym zyskiem.

Ponowne zainteresowanie PP można odczytywać w różnoraki sposób, między innymi, jako wynik ożywienia gospodarczego i aktywizacji pewnych obszarów działań biznesowych. O tym, czy jest to chwilowe, czy nie, pewnie przekonamy się po jakimś czasie.



  Koalicjanci spierają się o pieniądze
PAP
SKĄD KASA NA POMOC BEZROBOTNYM W SPŁACIE HIPOTEKI?
W koalicji rysuje się kolejny spór: PO upiera się, by pieniądze na pomoc dla bezrobotnych w spłacie kredytów mieszkaniowych pochodziły z Funduszu Pracy, natomiast PSL nie chce oddać pieniędzy z kasy podległej swej minister Jolancie Fedak - i żąda, by płacił Krajowy Fundusz Mieszkaniowy.
We wtorek szef klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej Zbigniew Chlebowski ponownie zapewnił, że pieniądze na pomoc bezrobotnym w spłacie kredytów na mieszkanie zgodnie z projektem rządowym mają pochodzić z Funduszu Pracy.

Chlebowski zapowiedział, że projekt ustawy o rządowej pomocy bezrobotnym przy spłacie kredytów hipotecznych, nad którym pracuje minister Michał Boni, ma być gotowy w ciągu najbliższych dni.

W lutym minister Michał Boni zaproponował rozwiązanie, w myśl którego osoby, które mają kredyty hipoteczne zaciągnięte na zakup mieszkania, a wskutek kryzysu gospodarczego straciły pracę, przez rok korzystałyby z pomocy państwa w spłacie zadłużenia wobec banku.

Wysokość pomocy zależałaby od indywidualnej sytuacji kredytobiorcy. Rządowa dopłata z Funduszu Pracy ma mieć charakter pożyczki - trzeba ją będzie zwrócić, ale dopiero po dwóch latach i to rozłożoną na 5 do 10 lat. Nie będzie oprocentowana ani obłożona dodatkowymi opłatami - informował pod koniec lutego na antenie TVN CNBC Biznes minister Michał Boni.

Minister pracy Jolanta Fedak zwracała uwagę, że pieniądze z Funduszu Pracy nie mogą być przeznaczone na pomoc w spłacie kredytów hipotecznych bez zmiany przepisów. We wtorek Chlebowski potwierdził, że pomoc będzie pochodzić z Funduszu Pracy. - Za projekt odpowiada minister (Michał) Boni. Wydaje się, że ostateczna wersja będzie taka, o której mówi minister Boni. Tym bardziej, że Krajowy Fundusz Mieszkaniowy nie dysponuje takimi pieniędzmi, jakie posiada Fundusz Pracy - powiedział Chlebowski.

Z kolei poseł PSL Janusz Piechociński powiedział (także we wtorek), że ludowcy będą przekonywać, by to z Krajowego Funduszu Mieszkaniowego (KFM) pochodziła pomoc dla "osób, które ze względu na trudną sytuację nie mogą spłacać kredytów zaciągniętych na mieszkanie".

Wyjaśniając swój pomysł, Piechociński powiedział, że kredytobiorca, który stracił możliwość spłacania swojego zadłużenia, zwracałby się do banku z prośbą o odroczenie na rok spłacania kapitału. Natomiast bank występowałby w jego imieniu do KFM, aby przez ten rok to on spłacał odsetki od kredytu. Taka pomoc byłaby nieoprocentowana i nieobciążona dodatkowymi opłatami.

Fundusze, fundusze...

Fundusz Pracy działa od 1 stycznia 1990 r. Jest państwowym funduszem celowym, którego głównym zadaniem jest promocja zatrudnienia, aktywizacja zawodowa i łagodzenie skutków bezrobocia. Ze środków Funduszu Pracy finansowane są m.in. zasiłki dla bezrobotnych, stypendia za okres nauki, dodatki aktywizacyjne, świadczenia integracyjne, pomoc prawna zatrudnionym za granicą.

Krajowy Fundusz Mieszkaniowy został utworzony w Banku Gospodarstwa Krajowego. Jego celem jest zapewnienie dostępu do mieszkań osobom o średnich dochodach poprzez finansowanie inwestycji realizowanych przez Towarzystwa Budownictwa Społecznego i spółdzielnie mieszkaniowe. Mieszkania finansowane ze środków KFM są przyznawane na wynajem lub przydzielane na zasadach spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu. Lokator nie może wykupić ich na własność.

Fundusz Pracy jest tworzony głównie ze składek obciążających płace osób pracujących. Natomiast Krajowy Fundusz Mieszkaniowy jest tworzony głównie ze środków budżetu państwa, określonych corocznie w ustawie budżetowej.

  Kolejne problemy ekonomiczne Rosji

Wyraziłeś dokładnie taką opinię, jakiej można się było po tobie spodziewać,
czyli mądrą inaczej.



Być może, być może - ja w końcu nie jestem finansistą - specjalistą od
wyciskania dutków z frajerów i nie posługuję się tym hermetycznym slangiem,
który sygnalizowałby każdemu wtajemniczonemu, że co najwyżej prezentuję
dyskusyjny i nowatorski punkt widzenia, ale broń Boże - nie że bredzę w
malignie.

Na początek będzie wykład z teorii giełdy. Na giełdzie "zysk" i "strata" to są
pojęcia wirtualne. Stają się realnymi dopiero w chwili finansowej realizacji
transakcji - zamiany walorów na pieniądze. Tak długo jak masz jeden z drugim
akcję, to psińco zarobiłeś, i figę z makiem straciłeś.



Zapominasz o takim drobiazgu, jak szeroko rozumiana zdolność kredytowa
opierająca się m. in. na tych wirtualnych aktywach. Oraz możliwość kreacji
pieniądza przez banki w oparciu o takie (szybko waporyzujące, jak się
okazuje) aktywa. Ja nawet nie pisnąłem słówka o zyskach i stratach, jak to
wy ich tam u siebie nazywacie? leszczy czy jeleni - całej tej godnej
pogrady guru finansjery rzeszy drobnych ciułaczy. Pisałem jedynie o
przelewaniu jak najbardziej realnych zasobów banku centralnego FR do banków
komercyjnych celem pokrycia strat z tytułu odparowania owych wirtualnych
aktywów. Oraz o konieczności zapewnienia potężnego wsparcia w gotówce
wielkim przedsiębiorstwom surowcowym, które nagle stanęły wobec braku
płynności finansowej. A to już oznacza problemy z realizacją inwestycji,
dostaw i bieżących zobowiązań finansowych.

Rosyjska giełda jest, co do wartości, giełdą bardzo małą, z kapitalizacją w
peaku mierzoną na około 1,1 biliona $.



Istotność jej kapitalizacji mierzy się nie tyle gołą kwotą, co np.
stosunkiem do PKB Rosji. Co do zasady jednak zgoda, że giełda w Rosji
"pokrywa" jedynie część gospodarki - za to tę najistotniejszą z punktu
widzenia sprawności systemu finansowego oraz stabilności gospodarki. Co
więcej - w Rosji znacznie mniej przedsiębiorstw niż w Stanach jest ściśle
uzależnionych od kondycji kredytujących je banków, a więc teoretycznie
gospodarka powinna być mniej wrażliwa na ten kryzys. Jednak problem w tym,
że społeczeństwo rosyjskie w ogromnym stopniu jest uzależnione od
importowanych dóbr konsumpcyjnych, za które trzeba mieć czym płacić. A
spadek wartości rubla i niska cena ropy fataln ie tu korelują.

zawierała kilka liczb, procentów, i innych takich - większość z was tego nie
była w stanie zrozumieć.



Te niewczesne inwektywy nie biorą się czasem ze zszarpanych nerwów? Co ten
kryzys robi z takimi giełdowymi klonikami - normalnie zero odporności
psychicznej, straszne... :)

indeks był NAJBARDZIEJ wyśrubowany, w ciągu względnie krotkiego okresu wzrósł
blisko DWUDZIESTOKROTNIE. Nawet po spadkach, dalej jest bodaj najbardziej



Tyle, że ten wirtualny pieniądz spekulacyjny (stąd te wzrosty, przynajmniej
w lwiej części) był w Rosji traktowany jako twarda waluta i na nim opierały
się plany rozwoju gospodarki, choć przyznaję, że uznanie mogła budzić
rezerwa, z jaką planował rozwój sam rząd Rosji - ale i to może się okazać
zbyt optymistyczne (przypomnę - cena ropy - 70$ za baryłkę. Pytanie tylko,
czy nie przeszacowano popytu).

sekund, i sprawdził instrumentalnie na jakim poziomie powinien być dziś RTS
gdyby nie jakieś dziwactwa i spekula, to by mu szczęka spadła. To jest około
1000 punktów :-... Tymczasem, pod koniec maja tego roku wynosił ... 2400



Tak, tak. Ale tego rodzaju prognoza opierała się na jakiej cenie ropy?
Sprzed 8 lat?

punktów :-Gruzja ma się nijak do tego, że RTS sypie się na mordę od końca
maja 2008, na wykresie trendu długookresowego sierpnia '08 właściwie można nie
zauważyć.



No, to bardzo w takim razie dziwne, że FR zdecydowała się na działania
mogące wywołać jeszcze większe spadki na rosyjskiej giełdzie (wojna z
Gruzją -ucieczka zagranicznego kapitału), skoro już w maju było wiadomo,
że sprawy idą coraz gorzej.

rosyjska gospodarka, lecz miliony takich frajerów. Z całego świata.



Wiekszość tych frajerów nie kupowała akcji naftowych samodzielnie, lecz
poprzez fundusze. Których specjaliści z entuzjazmem zalecali "wskoczenie na
falę" itd. Nie ma co - prawdziwi fachowcy... I kto tu się urwał z choinki?
Ja na spadkach nie straciłem ani centa - zwinąłem się dużo wcześniej z tego
rozentuzjazmowanego domu wariatów, jakim był do niedawna nasz rynek
kapitałowy, choć wciąż nieco niepokoi mnie moje długoterminowe obciążenie
kredytowe, na szczęście zabezpieczone w Polsce, gdzie atrakcyjne
nieruchomości jeszcze nie tanieją, przynajmniej na razie. Ci sami fachowcy
dzisiaj z namaszczeniem tłumaczą nam, że "tych dziwacznych instrumentów
nikt tak naprawdę nie rozumiał, ale miały świetne oceny ratingowe", czy
"bańka rosła i każdy widział, że musi pęknąć". No fakt - ja widziałem, choć
nie przypuszczałem, że pójdzie o rynek hipoteczny, bardziej bym stawiał na
fundusze emerytalne - ten kryzys dopiero przed USA...

Druga sprawa to to, że próbujecie, młotki, jako jakąś "stratę" traktować
interwencje federalne, każdego rodzaju. Pojęcia nie masz o co w tym chodzi
też, ale to jakoś nigdy nie przeszkadzało ci to w zabieraniu głosu.



Doprawdy? Te interwencje będą bardzo konkretną stratą dla "młotków", którym
podniesie się podatki żeby zrównoważyć budżety. Bo w ostatecznym
rozrachunku wydatki rządów są finansowane z tego i tylko z tego źródła. Do
tego nawet nie ma pewności, że te mld i tak się nie zmarnują.

W tej chwili rosyjski rząd i bank centralny stosuje dokładnie te same metody,
co jego odpowiedniki na świecie, tyle tylko że z racji ich specyfiki, są to
działania o wiele płytsze i mniej paniczne. Jak do tej pory, rosyjski bank



Ta specyfika, to ograniczone możliwości kreacji pieniądza (inflacja!) przy
bardzo płyciutkiej kieszeni podatników w Rosji. Dlatego też rząd FR reaguje
z niejaką powściągliwością. Bo wiekszość podatków ściągał z tych, którym
musi teraz pomagać. Normalnie zaklęty krąg :). Muszą przynajmniej z
Chodorkowskiego wycisnąć, gdzie schował te miliardy...

pojecia, "rekinie finansjery". W tym, w duzej części wobligacjach, niestety
amerykańskich :-



No, nie ja tu robię za rekina finansjery, nie ja... Przydałoby ci się nieco
pokory, bo życie bywa złośliwe i lubi zweryfikować to i owo ;)

biednych frajerów (może sam na BRICu popłynąłeś, stąd takie emocjonalne bzdury
wypluwasz ?).



Nienie, patrz wyżej :). Nie wiem, ile akurat ty straciłeś, ale sądząc po
tych nerwach, to chyba sporo :P

Jedyny tak naprawdę _zauważalny_ w Rosji problem, to jest niska płynność
części banków komercyjnych, co jest o tyle groźne, że może uderzyć w zaufanie
społeczeństwa.  



I w finansowanie przemysłu wydobywczego oraz importu konsumpycjnego.

układ z Saudami. Dlatego Iran, wcześniej czy później, oberwie od USA, o ile
jego giełda paliwowa serio zacznie robić poważne obroty.



Nie w tym sezonie i to nie z powodu sytuacji w USA, ale z powodu małego
popytu na ropę i spadku ceny.

działań i intencji USA i UE jako tożsamych wskazuje że już kompletnie puściła
ci cienka nitka którą byłeś do choinki uwiązany.




To co się dzieje w USA nie ma NIC współnego z problemami rynku rosyjskiego czy



Rynek rosyjski ma swoje problemy POZA kryzysem światowym spowodowanym przez
subprime'y w Stanach. Ale kryzys amerykański nie tylko może, ale wręcz już
oddziałuje na sytuację w gospodarce Rosji, choćby poprzez ceny ropy.

dostaje baty za pazerność i niewydolność amerykańskiej finansjery. Efekt



A tu zgoda - ale co, świat ślepy był? Chińczyki jakoś nie dostają batów,
widocznie potrafili się zabezpieczyć MIMO ścisłej współpracy gospodarczej z
USA.

rynkach finansowych. Niemcy i Francja już dawno na spotkaniach G8 naciskały na
amerykański rząd żeby wzmógł kontrolę nad własną finansjerą, bo tam już
wszystkim poodbijało.



Według konserwatywnych ekonomistów problemem nie jest niedobór
interwencjonizmu, ale jego nadmiar - czysty rynek już dawno powiedziałby
"sprawdzam" i zmiażdżył szalone zapędy banków hipotecznych. Ale one czuły
się pewnie, bo były żyrowane zapewnieniami rządu o potrzebie podtrzymania
boomu w budownictwie itd. Ja osobiście nie wierzę, że przysłowiowy
Greenspan nie wiedział, co się święci - dlatego przypuszczam, że to była
celowa akcja, może tylko "nieco" się na niej przewieźli.

Ale ty zamiast sie zastanowić jak własny portfel przed tym ratować, wolisz
chrzanić bzdury nt. kondycji rosyjskiej gospodarki. Nią się nie martw, martw



Mój portfel zależy w dużej mierze od polityki Rosji w naszym regionie, od
tego, czy będzie ją realizować jak w Gruzji, czy nie. Obecnie, dzięki
taniejącej ropie i problemom wewnętrznym Rosji, uniemożliwiającym jej
prowadzenie agresywnych działań wobec sąsiadów, ma się on lepiej, niż
mógłbym przypuszczać. A ponieważ moje zobowiązania z tytułu zadłużenia nie
przekraczają 30% bieżącego dochodu, to mogę się na razie cieszyć w miarę
szerokim marginesem bezpieczeństwa.

się bardziej tym że polskie fundusze emerytalne popłynęły na giełdach, a nawet
inwestycjach superbezpiecznych - za ostatnie 2 lata nie spodziewaj się ze
swojego OFE stopy zwrotu wyższej niż ustawowa.



A tego to nawet nie musisz pisać - sytuacja OFE jest tak czy inaczej
beznadziejna i kompletnie na nie nie liczę - traktuję II filar podobnie jak
I - jako bandycki ...

więcej »


  Kolejne problemy ekonomiczne Rosji

Być może, być może - ja w końcu nie jestem finansistą - specjalistą od
wyciskania dutków z frajerów i nie posługuję się tym hermetycznym slangiem,
który sygnalizowałby każdemu wtajemniczonemu, że co najwyżej prezentuję
dyskusyjny i nowatorski punkt widzenia, ale broń Boże - nie że bredzę w
malignie.



Mylisz finansistę z pośrednikiem finansowym najwyraźniej, ale to pewnie też
powód tej "kiepskiej znajomości slangu".

Zapominasz o takim drobiazgu, jak szeroko rozumiana zdolność kredytowa
opierająca się m. in. na tych wirtualnych aktywach.



Nie ja zapominam, tylko ty piszesz o czymś co nie istnieje w cywilizowanym
systemie finansowym, ponieważ "zdolność kredytowa" nie opiera się o zasoby
aktywów, lecz o generowanie wolnych przepływów finansowych pozwalających
pokryć bieżace zobowiązani akredytowe, z zapewnieniem stosownego bufora
bezpieczeństwa. Jednym słowem, mylisz bankowość z lichwą.

Oraz możliwość kreacji
pieniądza przez banki w oparciu o takie (szybko waporyzujące, jak się
okazuje) aktywa.



A tu z kolei dotykasz trochę rzeczywistości, ale przez przypadek. Opisujesz
właśnie amerykański rynek kredytów hipotecznych, na których stworzono w
trakcie Wielkiego Kryzysu mechanizm umożliwiający w teorii zmniejszenie
poziomu rezerwy poprzez dywersyfikację ryzyka kredytowego - zbierano je,
mówiąc kolokwialnie, w paczki by ruchy na rynku w Filadelfii dały się
rekompensować ruchami na rynku w NY. Dzięki zmniejszeniu poziomu rezerwy -
można było udzielić większej ilości kredytów, powtarzając mechanizm.

Ja nawet nie pisnąłem słówka o zyskach i stratach, jak to
wy ich tam u siebie nazywacie? leszczy czy jeleni - całej tej godnej
pogrady guru finansjery rzeszy drobnych ciułaczy. Pisałem jedynie o
przelewaniu jak najbardziej realnych zasobów banku centralnego FR do banków
komercyjnych celem pokrycia strat z tytułu odparowania owych wirtualnych
aktywów. Oraz o konieczności zapewnienia potężnego wsparcia w gotówce
wielkim przedsiębiorstwom surowcowym, które nagle stanęły wobec braku
płynności finansowej. A to już oznacza problemy z realizacją inwestycji,
dostaw i bieżących zobowiązań finansowych.



"My ich u siebie" to nijak nie nazywamy, bo to nie moja branża, i nie mój
sektor :-
Cały czas nie wiesz specjalnie o czym gadasz. Informuję cię zatem, że
pieniądze w systemie bankowym nie pochodzą z ich aktualnej wartości akcyjnej,
lecz ze środków pozyskanych z rynku poprzez działalność operacyjną, plus z
kwot _emisji_ akcji. Bank centralny dokonując _DEPOZYTÓW_, bo tym są
te "przelewy", upłynnia banki (zaznaczmy : KILKA banków komercyjnych z
KILKUDZIESIĘCIU rosyjskich) które w sposób szczególny odczuły wycofywanie
pieniędzy w nich ulokowanych, by mogły dalej prowadzić w sposób płynny i
bezpieczny działalność kredytową, by dalej osiągały zyski, by dalej działały,
i zapewniały należyte finansowanie przedsięwzięciom ekonomicznym. Nie tym
które już działają, ale nowym - rosyjski system po kryzysie '97 jest diablenie
szczelny i restrkcyjny, ma względnie wysdokie poziomy rezerw, i wyśrubowane
współczynniki korekcyjne dla owych rezerw. Proste jak konstrukcja cepa. Druga
metoda wspierania banków przez rząd FR to jest np. rozszerzenie tzw. "listy
banków współpracujących", czyli takich które mogą brać udział w przetargach na
emisję obligacji - pierwotnie było do tego dopuszczonych 5 rosyjskich banków o
najwyższych ratingach, w tej chwili o ile pamiętam zwiększono tę liczbę do 25,
dopuszczając banki mniej prestiżowe.

Istotność jej kapitalizacji mierzy się nie tyle gołą kwotą, co np.
stosunkiem do PKB Rosji.



Kompletnie poza kwestią. To wskazuje na łatwość dokonywania na niej transakcji
spekulacyjnych. Wystarczy kilkadziesiąt mld $ żeby na tak małej giełdzie robić
cuda. A kilkadziesiąt mld $ to ma pierwszy z brzegu większy fundusz
inwestycyjny.

Co do zasady jednak zgoda, że giełda w Rosji
"pokrywa" jedynie część gospodarki - za to tę najistotniejszą z punktu
widzenia sprawności systemu finansowego oraz stabilności gospodarki.



Sam to wymyśliłeś?
Rosyjska gospodarka jest wyjątkowo mało "giełdowa", co więcej, giełda nie jest
specjalnie społecznie zauważalna - inwestorami na giełdzie nie są rzesze osób
fizycznych, lecz głównie ludzie bardzo bogaci, fundusze zagraniczne i lokalne,
oraz w sposób minimalny i tylko w zakresie "blue chips" - rosyjski system
emerytalny. Jednym słowem, rosyjska gospodarka giełdy potrzebuje do tego,
żeby "piknie było". Giełda nie jest nawet jakimś strasznie istotnym źródłem
pozyskiwania kapitału, prywatyzacja jeśłi następuje, to głównie bezpośrednio,
owszem, rząd FR już ze trzy razy zapowiadał "wielką prywatyzację", ale widać
że nie ma specjalnie do tego serca...

Co
więcej - w Rosji znacznie mniej przedsiębiorstw niż w Stanach jest ściśle
uzależnionych od kondycji kredytujących je banków, a więc teoretycznie
gospodarka powinna być mniej wrażliwa na ten kryzys. Jednak problem w tym,
że społeczeństwo rosyjskie w ogromnym stopniu jest uzależnione od
importowanych dóbr konsumpcyjnych, za które trzeba mieć czym płacić. A
spadek wartości rubla i niska cena ropy fataln ie tu korelują.



Powtarzam : przykładanie miary kryzysu w USA do tego co sie dzieje w FR ma sie
całkowicie nijak, ponieważ jedynym powodem jakiegokolwiek "kryzysu" w
bankowości FR jest fakt, że na świecie trwa zafundowany przez Amerykanów
ogólny kryzys, co skutkuje, jak zawsze, wycofywaniem się aktywów finansowych z
rynków o wyższym ryzyku. I tyle.
Ty zaś co chwila wymyślasz jakieś nowe niestworzone historie, bo po prostu nie
jesteś w stanie zdiagnozować problem, i podjąć próbę jego analizy. Teraz, dla
odmiany, zacząłeś radośnie gadać o bilansie handlowym, tez niestety niewiele o
tym wiedząc. FR ma nadwyżkę handlową w tej chwili w wysokości dwukrotności
importu (jeśli liczyć import za który muszą płacić dewizowo).

Te niewczesne inwektywy nie biorą się czasem ze zszarpanych nerwów? Co ten
kryzys robi z takimi giełdowymi klonikami - normalnie zero odporności
psychicznej, straszne... :)



To jest nawet zabawne zważywszy że ostatnie kilkanaście dni moczyłem zadek w
ciepłych morzach :-) Jesteś do końca pewny że nie masz też problemów z
innymi "slangami" apropos tych "niewczesnych inwektyw, "tipsi brałn"?

Tyle, że ten wirtualny pieniądz spekulacyjny (stąd te wzrosty, przynajmniej
w lwiej części) był w Rosji traktowany jako twarda waluta i na nim opierały
się plany rozwoju gospodarki, choć przyznaję, że uznanie mogła budzić
rezerwa, z jaką planował rozwój sam rząd Rosji - ale i to może się okazać
zbyt optymistyczne (przypomnę - cena ropy - 70$ za baryłkę. Pytanie tylko,
czy nie przeszacowano popytu).



ROTFL - najlepszy właściwie komentarz ...

Tak, tak. Ale tego rodzaju prognoza opierała się na jakiej cenie ropy?
Sprzed 8 lat?



A co ma cena ropy do analizy fundamentalnej RTS, zdradzisz mi czy sam
przestaniesz udawać że wiesz o czym gadasz?

No, to bardzo w takim razie dziwne, że FR zdecydowała się na działania
mogące wywołać jeszcze większe spadki na rosyjskiej giełdzie (wojna z
Gruzją -ucieczka zagranicznego kapitału), skoro już w maju było wiadomo,
że sprawy idą coraz gorzej.



Popatrz na wykres RTS, apeluję ponownie. On nie gryzie. Może wtedy sam się w
łeb walniesz, bo ja nie mam sumienia.

Wiekszość tych frajerów nie kupowała akcji naftowych samodzielnie, lecz
poprzez fundusze. Których specjaliści z entuzjazmem zalecali "wskoczenie na
falę" itd. Nie ma co - prawdziwi fachowcy... I kto tu się urwał z choinki?
Ja na spadkach nie straciłem ani centa - zwinąłem się dużo wcześniej z tego
rozentuzjazmowanego domu wariatów, jakim był do niedawna nasz rynek
kapitałowy, choć wciąż nieco niepokoi mnie moje długoterminowe obciążenie
kredytowe, na szczęście zabezpieczone w Polsce, gdzie atrakcyjne
nieruchomości jeszcze nie tanieją, przynajmniej na razie. Ci sami fachowcy
dzisiaj z namaszczeniem tłumaczą nam, że "tych dziwacznych instrumentów
nikt tak naprawdę nie rozumiał, ale miały świetne oceny ratingowe", czy
"bańka rosła i każdy widział, że musi pęknąć". No fakt - ja widziałem, choć
nie przypuszczałem, że pójdzie o rynek hipoteczny, bardziej bym stawiał na
fundusze emerytalne - ten kryzys dopiero przed USA...



Zatkało mnie. No nie mogę. Sam na to wpadłeś, i jednocześnie sadzisz takie
głupie kawałki jak cały poprzedni post ... Doktrynalizm zabijający
intelekt ... Ktoś mógłby zrobić z tego habilitację jak nic...
Tylko co to ma do rzeczy :-?

Doprawdy? Te interwencje będą bardzo konkretną stratą dla "młotków", którym
podniesie się podatki żeby zrównoważyć budżety. Bo w ostatecznym
rozrachunku wydatki rządów są finansowane z tego i tylko z tego źródła. Do
tego nawet nie ma pewności, że te mld i tak się nie zmarnują.



O czym ty pierniczysz? Jakie "podniesienie podatków"? I jak z tobą rozmawiać
żeby było grzecznie ? "Bredzisz"? Ładnie?

fizycznych, zdaje się 18% dla osób prawnych, dość niski VAT, i nadwyżkę w
budżecie na poziomie 4% pomimo że transfery do _wszystkich_ funduszy są
wydatkami budżetu.
Ta specyfika, to ograniczone możliwości kreacji pieniądza (inflacja!) przy
bardzo płyciutkiej kieszeni podatników w Rosji. Dlatego też rząd FR reaguje
z niejaką powściągliwością. Bo wiekszość podatków ściągał z tych, którym
musi teraz pomagać. Normalnie zaklęty krąg :). Muszą przynajmniej z
Chodorkowskiego wycisnąć,



...

więcej »


  A oto Polska właśnie
O co walczy Leszek Balcerowicz?

Wojna prezesa

"Balcerowicz musi odej ś Ś" - to znane hasło Andrzeja Leppera powtórzył kilka tygodni temu z sejmowej mównicy Jarosław Kaczy ąski, prezes PiS, za ś jego realizację zapowiedział wła śnie prezydent RP Lech Kaczy ąski. Jednak Leszek Balcerowicz, prezes Narodowego Banku Polskiego, postanowił odej ś Ś z hukiem i wypowiedział wojnę rz ądowi, a prezydenta zacz ął otwarcie krytykowa Ś. W tej wojnie prezes NBP przybiera szaty obro ący wolnego rynku i rz ądów prawa, cho Ś wcze śniej jako minister finansów zarówno ograniczał konkurencję, jak i łamał Konstytucję.

Wniosek posłów PiS o powołanie specjalnej sejmowej komisji śledczej ds. zbadania działalno ści prezesów NBP i nadzoru bankowego w ostatnich 17 latach - to pierwszy efekt tej wojny. Wkrótce możemy by Ś świadkami ujawniania kulis prywatyzacji największych banków i zasad działalno ści bankowych nadzorców krępuj ących wolny rynek w tej branży.

A wszystko zaczęło się do ś Ś niewinnie. Gdy w pi ątek 3 marca tego roku agencja prasowa Reuters opublikowała wywiad z prezydentem Lechem Kaczy ąskim, w którym głowa naszego pa ąstwa ostatecznie zapowiedziała odej ście Leszka Balcerowicza z funkcji szefa banku centralnego, nic nie zapowiadało burzy poł ączonej z gradobiciem.

Prezes pyta - Prezydent milczy

Tym bardziej iż stanowisko prezydenta było znane już wcze śniej, a w wywiadzie prezydent Kaczy ąski dodał jedynie, iż następc ą Balcerowicza będzie kto ś z "niebalcerowiczowskiej" (okre ślenie prezydenta) szkoły ekonomicznej. Także prezes NBP nie zareagował od razu na słowa, które padły w wywiadzie. Jednak we wtorek 7 marca wydał o świadczenie ostro krytykuj ące fragmenty wywiadu prezydenta Kaczy ąskiego po święcone jego osobie. Zaczyna się ono do ś Ś zaskakuj ąco, bo od zaprzeczenia informacji, któr ą nikt nigdy nie podał: "(...) stwierdzam, że nigdy i do nikogo nie zwracałem się o podjęcie jakichkolwiek kroków na rzecz mojego ponownego wyboru na stanowisko prezesa NBP (...)" - napisał prezes Balcerowicz. Następnie przytoczył swoje zasługi dla kraju i złotówki w ci ągu ostatnich 16 lat, a zako ączył też do ś Ś dziwn ą sugesti ą, iż prezydent RP powoła na prezesa NBP osobę, która może spowodowa Ś wzrost inflacji. Zreszt ą swoje o świadczenie zako ączył pytaniami skierowanymi do głowy pa ąstwa, sugeruj ąc, iż oczekuje na nie odpowiedzi, a więc chce dyskusji z prezydentem o kandydatach na swego następcę i ich pogl ądach ekonomicznych. Prezydent na razie milczy, cho Ś za język próbuje poci ągn ą Ś go "Gazeta Wyborcza", publikuj ąc ostatnio listę nazwisk prawdopodobnych kandydatów na fotel prezesa NBP. "NCz!" dowiedział się w prezydenckim pałacu, iż jeszcze nie toczyły się żadne rozmowy o następcy Balcerowicza i prezydent nie ma żadnego kandydata na zwalniane w styczniu przyszłego roku stanowisko prezesa NBP.

- Jest jeszcze sporo czasu do namysłu - usłyszeli śmy w prezydenckim biurze.

Pierwsza potyczka

Jednak o świadczenia prezesa Narodowego Banku Polskiego było, jak się pó źniej okazało, swoist ą zapowiedzi ą wojny, na któr ą Leszek Balcerowicz postanowił wyruszy Ś. Wojny z rz ądem i parlamentarn ą większo ści ą. Na miejsce pierwszego starcia wybrał sprawę włoskiego banku UniCredito.

Przypomnijmy, iż rz ąd nie chce dopu ści Ś do fuzji dwóch polskich banków: Pekao SA i BPH SA należ ących do włoskiego UniCredito. Ministerstwo Skarbu Pa ąstwa uważa, iż Włosi, przejmuj ąc w wyniku fuzji z niemieckim bankiem HVB polski bank BPH, złamali umowę prywatyzacyjn ą z 1999 r. zawart ą, gdy kupowali Pekao. Według tejże umowy Unicredito zobowi ązało się, iż przez 10 lat nie kupi żadnego innego banku w Polsce ani nie zainwestuje w inny polski bank. Włosi jednak stoj ą na odmiennym stanowisku, twierdz ąc, iż umowy z polskim rz ądem nie złamali i d ąż ą do poł ączenia Pekao z BPH. Na przeszkodzie stoi jednak polskie prawo bankowe. Wymaga ono, by każdy, kto przekroczy próg posiadania 10 proc. akcji danego banku (a UniCredito posiada 75 proc. akcji BPH) musi uzyska Ś zgodę Komisji Nadzoru Bankowego na wykonywanie prawa głosu z posiadanych walorów. Do tej pory Włosi nie uzyskali takiej zgody. Komisja nad jej wyrażeniem miała zastanawia Ś się w środę 8 marca, a więc dzie ą po wydaniu krytykuj ącego prezydenta Kaczy ąskiego o świadczenia prezesa NBP.

Nieelegancki Balcerowicz

Na posiedzeniu pierwszy zaatakował szef banku centralnego, będ ący jednocze śnie przewodnicz ącym KNB. Podczas obrad Komisji postanowił przychyli Ś się do wnioski UniCredito i wył ączył ze składu KNB swojego zastępcę, wiceministra finansów Cezarego Mecha. Jako powód podał prawdopodobn ą możliwo ś Ś, iż wiceminister Mech nie będzie bezstronny, gdyż wcze śniej jako członek rz ądu wypowiadał się publicznie co do złamania umowy prywatyzacyjnej przez włoski bank. Wcze śniej głos prezesa Balcerowicza zdecydował także, iż Ministerstwo Skarbu Pa ąstwa nie będzie stron ą w postępowaniu o wydanie włoskiemu bankowi zgody na wykonywanie prawa głosu z akcji BPH. W tej sytuacji Cezary Mech zrezygnował z zasiadania w KNB, czym umożliwił powołanie przez ministra finansów nowej osoby na jego miejsce. Wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska postanowiła porzuci Ś inne obowi ązki i sama uczestniczy Ś w obradach KNB. Posiedzenie Komisji w ko ącu przełożono na 14 marca i wtedy ma zapa ś Ś ostateczna decyzja w sprawie Unicredito. Jednak dwie wcze śniejsze decyzje Balcerowicza wprawiły w nieskrywan ą zło ś Ś zarówno wicepremier Zytę Gilowsk ą, jak i samego premiera Marcinkiewicza. Posłowie PiS, LPR, Samoobrony i PSL zaż ądali debaty sejmowej o działaniach szefa banku centralnego i w miniony pi ątek prezes NBP musiał spowiada Ś się w Sejmie ze swoich działa ą.

Wiceminister skarbu pa ąstwa Paweł Szałamacha, nadzoruj ący w rz ądzie sprawę UniCredito, nie ma w ątpliwo ści:

- Prezes Balcerowicz celowo zaognia konflikt. Nie wiem w jakim celu. Je śli chce fuzji Pekao z BPH, to przecież może doprowadzi Ś do tego w elegancji sposób - powiedział "NCz!".

Szaty obro ący prawa i rynku

I trudno się z tym nie zgodzi Ś. Prezes Leszek Balcerowicz działa w polityce już blisko 17 lat. Nie raz był atakowany i nie raz sam atakował przeciwników politycznych. Zdawał sobie doskonale sprawę, z jak ostr ą reakcj ą rz ądu i większo ści posłów spotkaj ą się jego działania. Doskonale też wie, iż w Komisji Nadzoru Bankowego licz ącej 7 osób rz ąd ma tylko dwóch przedstawicieli, a prezydent jednego, więc sprawa zgody na poł ączenie obu banków UniCredito jest przes ądzona większo ści ą 4 : 3. A nawet je śli padłby remis 3 : 3, to i tak decyduje głos przewodnicz ącego, czyli jego. Wył ączanie wiceministra finansów z obrad było więc zbyteczne, tak samo jak niedopuszczenie jako strony Ministerstwa Skarbu Pa ąstwa. Mimo to prezes Balcerowicz zdecydował się na to, czym wywołał wojnę.

- Nie mogę zgadza Ś się na łamanie prawa. W pa ąstwie praworz ądnym nie licz ą się interesy partyjno-rz ądowe, lecz tylko zasady prawa. Postępowałem w zgodzie z prawem. Czas układów partyjno-rz ądowych i koleże ąskich już się sko ączył! - pouczał posłów z sejmowej mównicy Balcerowicz. Nie omieszkał też przypomina Ś Sejmowi, na czym polega wolny rynek i czym objawiaj ą się jego zasady.

Bankowy Nadzór socjalizmu

Szkopuł jednak w tym, iż w sektorze bankowym dominuje socjalizm, a wolny rynek jest w nim dawkowany w niewielkich ilo ściach, do czego także przyczynił się obecny szef NBP, gdy był jeszcze ministrem finansów i posłem.

- W bankowo ści mamy bardzo mało zasad wolnego rynku. Sektor bankowy był " święt ą krow ą" przez ostatnie 16 lat. Rz ądz ący i ustawodawcy zawsze przedkładali interes banków ponad interes klienta. Kiedy banki z własnej winy wpadały w kłopoty, to parlament przyjmował ustawę o ich restrukturyzacji - bez ogródek przyznaje dr Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. Podaje przy tym przykład z ostatnich dni, gdy Komisja Nadzoru Bankowego z prezesem Balcerowiczem na czele chce utrudni Ś obywatelom branie kredytów hipotecznych w walutach obcych i to pod pozorem ochrony interesów konsumentów.

–- Takie działanie to kolejna próba ograniczenia konkurencji w bankowo ści, bo najwięcej kredytów na zakup mieszkania w obcych walutach udzielaj ą małe banki, które s ą bardziej elastyczne. Duże banki wol ą udziela Ś drogich kredytów w złotówkach. Ograniczenia proponowane przez KNB to ograniczenie wolnego rynku - nie ma w ątpliwo ści Gwiazdowski.

Według niego, ostatnie 15 lat działalno ści Komisji Nadzoru Bankowego to same niepowodzenia i zaprzeczanie zasadom wolnego rynku.

Niekonstytucyjne prawo Balcerowicza

Prezes NBP Leszek Balcerowicz, cho Ś teraz przywdziewa szaty obro ący prawa, to jednak 17 lat temu jako minister finansów i wicepremier nie miał skrupułów złama Ś konstytucji. W grudniu 1989 roku ministerstwo finansów, kierowane przez Balcerowicza, zaprojektowało i przeforsowało w Sejmie ustawę o uregulowaniu stosunków kredytowych, która w sposób odgórny zmieniła tre ś Ś zawartych wcze śniej między klientami a bankami umów kredytowych.

- Ta ustawa była jawnym pogwałceniem Konstytucji, lecz w tym rewolucyjnym zapale nikt sobie głowy praworz ądno ści ą nie zaprz ątał, a poprzez tę bezprawn ą ustawę bardzo wielu rolników, którzy dzi ś stanowi ą żelazn ą gwardię Samoobrony, znalazło się w sytuacji takiej, że nie było w stanie spłaci Ś podwyższonych ustawowo rat kredytów. Jednak wtedy trzeba było ratowa Ś banki nie prawo - stwierdza prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Teraz wojna wywołana przez prezesa Balcerowicza może przenie ś Ś się do Sejmu, a kolejnymi starciami będ ą przesłuchania przed komisj ą śledcz ą, która ma wyja śni Ś kulisy sprzedaży kilku banków i działalno ści NBP, a o której powołaniu już wkrótce ma zdecydowa Ś Sejm. Czy jednak spowoduje to odej ście Balcerowicza, czy tylko przyspieszy jego powrót do polityki?

Dariusz Kos

  SPRZEDAWCY ILUZJI
Sprzedawcy iluzji

Dziennikarka „Wprost” wcieliła się w rolę klientki firm doradztwa finansowego i otrzymała zdumiewające oferty

Ofertę pracy z pensją ponad 10 tys. zł miesięcznie, telewizor, prowizję za zdobycie kolejnych klientów – to wszystko oferowano naszej dziennikarce. Podawała się za klientkę chcącą zainwestować 100 tys. zł. Odwiedziła kilka czołowych firm doradztwa finansowego: Expandera, Open Finance, Money Expert, GoldenEgg i A-Z Finanse. Pracownicy większości z nich namawiali ją do inwestycji, które są mało korzystne. Niektórzy przekonywali kłamstwami, usiłowali ukryć wysokość prowizji, które otrzymują za zdobycie klienta i zarządzanie jego pieniędzmi. To jedynie wyrywkowa kontrola, niemniej daje do myślenia.

Z porad tzw. niezależnych doradców finansowych korzystają setki tysięcy Polaków (tylko w biurach Open Finance składają rocznie około 100 tys. wizyt). Komisja Nadzoru Finansowego, zaniepokojona jakością obsługi klientów i udzielanych im porad, sugeruje wprowadzenie licencji dla doradców finansowych. Ale tworzenie kolejnej korporacji zawodowej nie ma sensu. Proponujemy dużo prostsze rozwiązanie: zobligowanie doradców do nagrywania albo umożliwienia klientom nagrywania rozmów z nimi. Wprowadzona w błąd osoba będzie wówczas mogła dochodzić odszkodowania za poniesione straty w sądzie.

Wciskanie kitu
W Polsce działa kilkanaście większych firm doradztwa finansowego oraz kilka tysięcy indywidualnych doradców. O skali rynku świadczy to, że wartość największej tego typu firmy – Open Finance (własność giełdowego Noble Banku) – szacuje się na miliard złotych. Firma ta zatrudnia 400 doradców i w 2007 r. miała 28,7 mln zł zysku netto przy 146,9 mln zł przychodów. Największym firmom porady dotyczące lokowania oszczędności przynoszą zaledwie około 20 proc. przychodów. Gdy startowały, rozpoczynał się boom mieszkaniowy i swoją potęgę zbudowały na pośrednictwie w sprzedaży kredytów hipotecznych. Sprzedażą jednostek funduszy inwestycyjnych, produktów z gwarancją kapitału i lokat zajmowały się „przy okazji", korzystając z tego, że miały rozbudowaną sieć punktów obsługi klienta. Dziś, kiedy liczba udzielanych kredytów się zmniejsza, firmy doradcze zaczynają szukać źródeł dochodu właśnie w klasycznym poradnictwie finansowym. Sęk w tym, że nie wszyscy ich pracownicy są do tego przygotowani.
Doradcą finansowym może być każdy. Tylko w jednej z pięciu sprawdzonych przez nas firm – Money Expert – wymagano od pracowników wyższego wykształcenia. Nie musi być ono jednak związane z ekonomią (doradzać może grafik, biolog itp.). Jedna trzecia doradców w takich sieciowych firmach ma tylko maturę. Wielu z nich to dorabiający studenci. Doradca Expandera, chcąc skusić naszą dziennikarkę-klientkę do powierzenia firmie 100 tys. zł, proponował jej nawet… pracę doradcy finansowego, choć słowem nie wspomniała ona o zainteresowaniu takim zajęciem.

Autor: Małgorzata Zdziechowska, Aleksander Piński

Jacy są doradcy, takie są ich porady. W Expanderze radzono wpłacić całą kwotę do funduszy akcyjnych już dziś, bowiem „to najlepszy moment, bo giełda jest w dołku, być może nawet na najniższym poziomie". W Open Finance sugerowano, aby wpłacić do funduszy akcyjnych 40 proc. pieniędzy, a pozostałe trzymać na lokacie, obserwować rynek i ewentualnie dokupować akcje. Próby przewidzenia, kiedy giełda będzie rosnąć, a kiedy spadać, są skazane na niepowodzenie (inaczej wszyscy doradcy byliby milionerami i nie pracowaliby tam, gdzie pracują). Doradcy nie powinni się zatem bawić w zgadywanie, czy rynek wzrośnie, czy spadnie i mamić klientów prognozami, ale tłumaczyć, że można jedynie ograniczyć ryzyko poniesienia dużej straty przez podzielenie kwoty do zainwestowania na części i wpłacania ich w regularnych odstępach czasu.
Kolejny nonsens to sugerowanie, że doradcy mogą zagwarantować osiągnięcie zaplanowanej stopy zwrotu z inwestycji. Doradca Money Expert oświadczył na przykład, że klient sam może ustalić minimalną stopę zwrotu, na poziomie – powiedzmy – 15 proc. rocznie. Dodał, że jeśli dany fundusz nie będzie rósł w takim tempie, to on „znajdzie inny, w którym zarobi tyle, ile klient sobie życzy". A to już zwyczajne kłamstwo.

Opłaty ściśle tajne
Polscy doradcy finansowi nie lubią ujawniać wysokości swoich prowizji. Pracownik Expandera na pytanie o wysokość opłaty zawartej w tzw. lokacie strukturyzowanej (czyli takiej, która umożliwia zarabianie na wzrostach indeksów giełdowych i gwarantuje zachowanie kapitału) oświadczył, że „to nie cena produktu jest najważniejsza". Pouczył klientkę, iż próby dociekania, ile wynoszą prowizje zawarte w produkcie, nie mają sensu. „Nie powinna pani zaglądać do środka lokat. To tak jakby pani kupowała telefon, który służy do dzwonienia, i rozkręcała go, żeby sprawdzić, na jakiej zasadzie on działa” – wyjaśniał „ekspert”.
Innym sposobem jest przedstawienie opłaty w taki sposób, by wydawała się niższa, niż jest w rzeczywistości. Pracownik Money Expert przyznał, że opłata za zarządzanie w oferowanym funduszu wynosi 2 proc. rocznie, ale podzielił ją przez liczbę dni w roku, aby wydawała się mniejsza – wyszło „jedynie" 0,002638 proc. dziennie. W Expanderze jako zaletę przedstawiono fakt, że z programów regularnego inwestowania sprzedawanych przez tę firmę praktycznie nie można się wycofać przed upływem czasu, na jaki zostały zawarte. „Wypłacanie przy opłacie rzędu 50 proc. zaoszczędzonej sumy nie opłaca się. Jest to więc czynnik mobilizujący” – zachwalano produkt.

Niezbyt dobrze świadczy też o doradcach zachęcanie do inwestycji za pomocą prezentów. Jedną z pierwszych rzeczy, którą w rozmowie z klientką zrobił pracownik Money Expert, było przedstawienie listy gadżetów, które można otrzymać, powierzywszy tej firmie swoje pieniądze. Za wpłacenie 100 tys. zł – telewizor, za mniejsze wpłaty – odtwarzacz mp3. Marketing ma swoje prawa, ale można się zastanawiać, czy firma, której zależy na interesie klienta, powinna namawiać go do podejmowania poważnych decyzji inwestycyjnych za pomocą takich chwytów. Zwłaszcza że za te „świecidełka" i tak de facto zapłaci klient w postaci prowizji dla firmy doradczej.

Akwizytorzy inaczej
Dlaczego doradcy często ukrywają fakty lub doradzają inwestycje, które są niezbyt korzystne? Wbrew temu, co większość z nich twierdzi, nie są niezależnymi ekspertami, ale swoistymi akwizytorami. Unikają tego słowa, bo większość Polaków kojarzy je z natrętami próbującymi wcisnąć niskiej jakości produkty za wygórowaną cenę. Doradcy działają jednak podobnie: dostają prowizję od każdego produktu, który sprzedadzą, i w ich interesie jest, aby ich sprzedać jak najwięcej. Dlatego doradca z Money Expert proponował naszej dziennikarce, że za każdego klienta (ale nie więcej niż trzech), który trafi do tej firmy z jej polecenia i podpisze umowę programu regularnego oszczędzania, otrzyma ona równowartość miesięcznej składki, którą ten zadeklarował. Samo w sobie nie jest to problemem. Tyle że klienci często nie zdają sobie sprawy z motywacji doradców i oczekują od nich obiektywnych porad. Nie rozwiąże tego problemu wprowadzenie licencji dla doradców. Firmy z branży same częściowo szkolą swoich pracowników, a niektóre wysyłają doradców do Europejskiej Akademii Planowania Finansowego w Warszawie, która przyznaje ogólnoeuropejskie certyfikaty z wiedzy o finansach osobistych. Niestety, liczba doradców, którzy obecnie mają taki certyfikat, nie przekracza kilkudziesięciu osób (na niemal 1,5 tys. osób parających się zajęciem doradcy finansowego). Zresztą nawet najlepiej wykształcony doradca finansowy będzie miał silną motywację do tego, żeby wciskać klientom jak najwięcej produktów finansowych, bo od tego zależy wysokość jego pensji.
Czy jesteśmy skazani na kryptoakwizytorów? Niekoniecznie. W Wielkiej Brytanii również istnieją tzw. niezależni doradcy finansowi (Independent Financial Advisor). Jest to tam zawód zaufania publicznego, statusem podobny do tego, jaki w Polsce mają adwokaci (IFA muszą zdać egzamin na certyfikat w zakresie planowania finansowego). Są opłacani przez klientów za liczbę godzin pracy potrzebnych do przygotowania indywidualnego planu inwestycyjnego (od 50 funtów do 200 funtów za godzinę; pierwsze pół godziny jest gratis). Zaletą takiego rozwiązania jest to, że doradcy mogą zaproponować klientom każdy produkt finansowy dostępny na rynku (polscy doradcy finansowi sprzedają tylko fundusze inwestycyjne i lokaty, których twórcy zgodzili się zapłacić im prowizje). Nie mają też motywacji, aby polecać tylko drogie produkty finansowe. W ich interesie jest, aby klient był zadowolony z usługi i przyszedł po kolejną poradę, bo tylko wtedy zarobią.

Wadą przeszczepienia brytyjskiego rozwiązania na polski grunt byłoby to, że przez ostatnie osiem lat Polacy przyzwyczaili się, że doradztwo finansowe jest „za darmo" (oczywiście jest to fikcja, bo doradcom płacą firmy, których produkty sprzedają, a pieniądze na to biorą z prowizji od naszych inwestycji). Przekonanie klientów teraz, by od razu wyłożyli pieniądze, może być trudne, nawet jeżeli w sumie byłoby to dla nich korzystniejsze.

Hak na niesolidnych
Najlepszym, naszym zdaniem, rozwiązaniem jest pomysł „Wprost". Nagrywanie rozmów doradców finansowych z klientami nie jest kosztowne (na przykład wszystkie banki internetowe rejestrują rozmowy telefoniczne z klientami), ale bardzo poprawia pozycję klienta. Umożliwia bowiem sprawdzenie przebiegu rozmowy z doradcą, co powinno powstrzymać część z nich od namawiania ludzi do inwestowania w drogie, nieopłacalne produkty finansowe. Niezadowolony klient będzie mógł wnieść sprawę do sądu, a sąd zyska możliwość oceny, czy doradca nie popełnił błędu albo zwyczajnie nie oszukał klienta. Perspektywa płacenia wysokich odszkodowań sprawi, że firmy doradztwa będą bardziej skłonne zatrudniać kompetentnych i uczciwych pracowników.*



W dniach 27-29 maja dziennikarka „Wprost", podając się za klientkę chcącą zainwestować 100 tys. zł, odwiedziła kilka biur firm doradztwa finansowego w Warszawie:
Expander – punkt przy Al. Jerozolimskich 181
Open Finance – punkt przy ul. Puławskiej 12a
GoldenEgg – punkt przy al. Jana Pawła II 80 Money Expert – punkt przy al. Jana Pawła II 18
A-Z Finanse – punkt przy ul. Wspólnej 62

Potrzeba jakiegoß komentarza?

  GORĄCA LINIA: pomoc w zwalczaniu oszustw i naduży
Wiadomosci

GORĄCA LINIA – pomoc w zwalczaniu nieprawidłowości, oszustw i nadużyć
Whistle-Blowers Hot Line

Na Zachodzie, już od przeszło dwadzieścia lat istnieje ochrona prawna dla tzw. „whistle-blowers”[1]. W Polsce jednak, jest to zwrot mało znany i praktyka „whistle-blowing” jest wciąż źle kojarzona.

Co to jest „whistle-blower”[2]? Tłumaczenia polskie są różne. Od donosiciela, informatora, demaskatora i denuncjatora nawet do strażnika wartości. Cytując Roberta Patterson[3], „Whistle-blowers są to ludzie, którzy zwracają uwagę na wykroczenia popełniane w przedsiębiorstwie, informując o nich swych przełożonych lub nawet wychodząc poza firmę. Biorąc pod uwagę naturę ludzką, zachowanie takie typowo jest odrzucane jako „donosicielstwo”. Co więcej, może ono być nadużywane przez urażonych pracowników przez zmyślanie zarzutów przeciwko pracodawcy. Trzeba jednak pamiętać, że w istocie donoszenie takie może być czymś pozytywnym, jeżeli jest motywowane wysokimi standardami etycznymi i rozpatrywane w sposób systematyczny i obiektywny. Jak powiedział Martin Luter King Jr.: „Nasze życie zaczyna się kończyć w dniu, w którym zaczynamy przemilczać ważne tematy”.

Działania demaskatorów mogą ujawnić wiele nadużyć, które w przeciwnym razie zostałyby „zmiecione pod dywan”. Gorzej, jeśliby takie nie wykryte nadużycia miałyby później wyjść na jaw z bardzo szkodliwymi skutkami – na przykład obecny kryzys finansowy, gdzie z pewnością nie brakowało przypadków nieprawidłowości, nieuczciwości, oszustw i korupcji, szczególnie w działalności powiązanej z rynkiem nieruchomości i kredytów hipotecznych oraz w ratingach banków i ich pakietów papierów, niby wartościowych.

Klasyczna definicja „whistleblower” brzmi: to pracownik, były pracownik, lub członek organizacji , szczególnie przedsiębiorstwa lub jednostki administracji publicznej, który melduje nieprawidłowości do osób lub jednostek, które mają kompetencje (moc) i gotowość podejmowania działalności poprawczej. Taką nieprawidłowością może być łamanie lub nieprzestrzeganie prawa, regulacji czy zasad, lub zagrażanie interesu publicznego jak na przykład: oszustwa, łamanie praw dotyczących bezpieczeństwa i zdrowia i korupcja.

Jednym z słynnych denuncjatorów był Jeffrey Wigand, który poinformował o tym jak wyższe kierownictwa amerykańskich przedsiębiorstw tytoniowych wiedzieli o tym, że palenie papierosów to nałóg i którzy zgodzili się na to, aby do papierosów dodawano składniki rakotwórcze (sprawa zwana: „Big Tobacco Scandal”)[4]. W Europie, Paul van Buitenen denuncjował nieprawidłowości w Komisji Europejskiej powodując upadek ówczesnej administracji i założenie OLAF (Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych).

Obecnie, takie denuncjacje to sprawa prawie codzienna i skłaniam się do określenia „whistle-blower” jako „strażnika wartości”.

Ochrona prawna dla takich denuncjatorów różni się od kraju do kraju. W Wielkiej Brytanii, ustawa „Public Interest Disclosure Act” z roku 1998 o wyjawianiu w interesie publicznym chroni denuncjatorów od prześladowań i zwolnienia z pracy. W Stanach Zjednoczonych istnieje wiele ustaw, stanowych i federalnych chroniących denuncjatorów, najważniejsze z nich to Whistleblower Protection Act (Ustawa o Ochronie Whistleblowers) z roku 2007, która jest wciąż aktualizowana.

W Polsce istnieje pewna mentalność zamykania ócz na nieprawidłowości, o których wiemy. A jednak anonimowe donosy to dość pospolite wydarzenia. Jednak, kojarzą się one raczej z złośliwością czy chęcią krzywdzenia kogoś. To raczej prasa śledcza donosi nam o wykrytych nieprawidłowościach, oszustwach i korupcji. Ale, moim zdaniem, jeśli mamy skutecznie zwalczać nieprawidłowości, oszustwa i korupcję, to dzisiaj to już nie wystarczy.

Koniecznie musimy, na wzór administracji publicznej i postępowych przedsiębiorstw i organizacji na Zachodzie wprowadzić mechanizmy wspomagające i chroniące tych „strażników wartości”.

W Polsce, wyszukałem tylko jeden przypadek „gorącej linii” specyficznie dla informatorów, mianowicie UKS w Olsztynie, która „PROSI O PODZIELENIE SIĘ Z NAMI SWOIMI UWAGAMI i SPOSTRZEŻENIAMI NA TEMAT NIEPRAWIDŁOWOŚCI WYSTĘPUJĄCYCH W PANI/PANA OTOCZENIU. MOGĄ PAŃSTWO WYSŁAĆ DO NAS ANONIMOWĄ INFORMACJĘ ZA POŚREDNICTWEM POCZTY ELEKTRONICZNEJ”.

Dlatego, powstała wspólna inicjatywa Polskiego Instytutu Kontroli Wewnętrznej – PIKW i Stowarzyszenia Biegłych ds. Przestępstw i Nadużyć - ACFE Polska (Polski Oddział The Association of Certified Fraud Examiners) uruchomienia w październiku 2008 „Gorącej linii” (tzw. HOT LINE), który umożliwi Whistle-Blowers przekazania informacji o znanych im nadużyciach i oszustwach, szczególnie w ich środowisku pracy. Informacje będzie można przekazywać anonimowa na specjalny numer telefonu jak i pisemnie na specjalny adres e-mailowy. Po ocenie przez prawnika i weryfikacji oraz rozmowy z autorem danej informacji, otrzyma on poradę i pomoc jak dalej ma on postępować (na przykład przekazania tej informacji odpowiedniej osobie wewnątrz swojej organizacji), lub do jakiej zewnętrznej osoby, organizacji poza zarządowej lub urzędu powinien on skierować daną informację. Dodatkowo, PIKW i ACFE Polska będą monitorować tą sprawę aż do skutku, zwracając szczególną uwagę na to, czy ten whistle-blower nie ucierpiał z powodu wyjawienia tej informacji.

Uważam, że takie „gorące linie” powinny powstać w każdej większej organizacji, gdyż w pierwszym miejscu kierownictwo danej organizacji powinno samo rektyfikować nieprawidłowości, które powstały u niej. Rozumiem jednak, że nie we wszystkich przypadkach jest to możliwe a sprawa jest zbyt poważna, aby nic nie robić. Oczywiście, rząd RP ma tu też wyraźną odpowiedzialność ułatwienia i chronienia osób dostarczających ważną informację w interesie publicznym. Może nawet i media, przecież mamy już takie programy jak „Sprawa dla reportera”.

Moją inicjatywę „gorącej linii” realizowaną przez PIKW i ACFE Polska należy traktować jako projekt pilotowy. Z pewnością dołączą się do nas inne organizacje, a przyznaję, że taki projekt będzie wymagał dużo pomocy, merytorycznej i finansowej. Sprawa jest jednak zbyt ważna, aby nic nie robić i tylko czekać na to, aby ktoś inny się tym na reszcie zajął.

Edmund J. Saunders, FCIB, CFE, C.Dip.A.F.

Prezes PIKW i ACFE Polska.

--------------------------------------------------------------------------------

1 Ustawa La Follette z roku 1912 była pierwszą ustawą specyficznie chroniącą whistleblowers. Ustawa ta dawała pracownikom federalnym prawo dostarczania informacji bezpośrednio do Kongresy U.S.A.
2 Uwaga - pisownia tego słowa różni się: Amerykanie najczęściej piszą to jako jedno słowo: „whistleblower”; natomiast w języku angielskim poprawna pisownia to albo: whistle-blower lub w dwóch słowach: whistle blower.
3 Robert Patterson: „Kompendium terminów z zakresu rachunkowości po polsku i angielsku”
4 Zrobiona z tego film. Istnieje nawet film angielski z roku 1987 p.t.: The Whistle Blower” z Michael Caine w roli głównej. Patrz: http://www.imdb.com/title/tt0092206/

Prosimy o Państwa uwagi oraz o zgłoszenie chętnych do wzięcia udział w uruchomieniu i prowadzenie tego projektu.

1 komentarze(y)
Dodaj komentarz
przez Tomek o 2008-10-02

Czuję, że Psn Saunders znów trafił w dziesiątkę tym tematem. W USA wprowadzają coraz więcej ustaw chroniących uczciwych,poiżytecznych, dbających,zangażowaqnych "informatorów". Dotychczas, tylko Deloitte wraz z Polskim Instytutem Dyrektorów poruszyli temat windowblowerów (na niedawnej konferencji). Życzę PIKW i ACFE Polska powodzenie w wdrażaniu tego trudnego projektu.

[ Dodano: 2008-10-02, 17:08 ]