Wieza cisnien


| No i jak się ktoś zainteresował to pstryka, czyta i już wie :-)

   Zależy co chce wiedzieć. Bo jak kogoś interesuje zasada działania albo
kolekcje zdjęć to klawo, tylko że mnie zaintrygowało to, że wg Ciebie nadal
się je stawia. W Europie nowoczesne stacje hydroforowe już dawno
wyeliminowały konieczność stosowania wież ciśnień więc ciekaw jestem
dlaczego w USA nie.



A jaka jest zaleta "nowoczesnej sieci hydroforowej" nad wieza
cisnien? W mojej miejscowosci wieza cisnien zasila 50 tysiecy ludzi.
Ile i jakich hydroforow by trzeba na 50 tysiecy ludzi i jak koszta
by wygladaly? No i co bedzie jak na przykald prad dupnie? Hydrofoory
bedzie sei zasilac maszyna parowa?...

A.L.


     

  I to podobno inzynier...

Auto-Bit Nr 36/472 4-10 wrzesnia 2001. Strona 4:

Z telefonicznego dyżuru
Andrzej Godula Odpowiada.

cyt:
(...) Na czym polega zasada dzialania turbiny elektrycznej?
A.G.: Jak sama nazwa wskazuje, turbina elektryczna, w przeciwienstwie
do innych, jest zasilana energia elektryczna. (...)

koniec cytatu

A mnie caly czas glomby ucza na politechnice, ze turbina to
urzadzenie, ktore odbiera energie goracych gazow i przekazuje ja w
postaci momentu obrotowego na wal. No ale coz...

inna sprawa, ze cos takiego juz widywalem. tyle, ze tym razem wyszlo
to z ust (podobno) inzyniera, a wiec kogos, kto powinien miec pojecie
o tym, ze to co opisuje to sprezarka elektryczna.
Byc moze myle sie i slowa Pana Goduli zostalyu przekrecone przez
"redaktora" pracujacego w tym nieszczesnym pisemku...



        A mnie uczono, ze turbina parowa to taka maszyna, ktora jest
napedzana para, gazowa - napedzana gazem (w domysle: innym niz para),
wiec elektryczna turbina to musi byc taka, co to ja prad napedza.
        Dopiero moc turbiny, np. parowej, moze byc przekazywana do
pradnicy wytwarzajacej prad. Ale to juz jest zespol urzadzen turbina
(np. parowa)-pradnica i okreslenie tego mianem turbiny elektrycznej jest
nieuprawnionym skrotem myslowym.


  Threads - film BBC 1984

W Afryce równiez sa cele strategiczne albo moglyby sie pojawic w trakcie
wojny.
Szansa na ujrzenie tam uderzenia atomowego jest mniejsza ale jeszcze
mniejsze sa szanse
na jego przezycie. Te kraje nie sa przygotowane do wojny a najpredzej
rozpadna sie jak domki z kart.



Paradoksalnie najbardziej prymitywne społeczeństwa będą
miały największą szansę na przeżycie. W Afryce rzeczywiście
w wyniku ograniczonych uderzeń jądrowych upadnie cienka
skórka państwa ale tym silniej zaczną działać struktury
plemienne. I Afryka jako całość przeżyje - zwłaszcza że z
natury rzeczy zima nuklearna będzie tam najlżej odczuwalna.

W tym wątku ścierają się jak widzę zdania optymistów i
pesymistów. Ja szczerze mówiąc jestem bardziej pesymistą.
Przede wszystkim rzeczy które obecnie tworzymy są (prócz
śmieci) niezwykle krótko żyjące. Już za 100 lat tak naprawdę
z trudem znalazłoby się działającą elektronikę czy choćby
generator elektryczny. Wiedza i nauka która wokół nas krąży
jest  hermetyczna. Wzory chemiczne i fizyczne nie wystarczą
do przezycia gdy potrzebna będzie maualna zręczność
upolowania i oprawienia zwierzyny, hodowli czy uprawy roślin
bez chemii.

Tak naprawdę nadzieję dają poznane już relatywnie proste
maszyny - jak np. silnik parowy czy  zasady wytwarzania
elektryczności. Chociaż... Wiedza która zaginęła na setki
lat po upadku Rzymu nie daje takiej pewności.


  Chyba najstarsze koparki świata
juz w xvIII wieku byly czynione rozne proby zmechanizowania robot ziemnych
zastosowanie maszyny parowej umozliwilo konstruowanie maszyn glownie wielkonaczyniowych do poglebiania kanalow i basenow porotwych
jednakze dopiero maszyna Otisa dala podstawe do rozwoju tych maszyn ktore do dzisiejszego dnia nie zmienily swoich podstawowych zasad dzialania koparki najpierw budowano na podwoziu szynowym i z niepelnym obrotem
pierwsza koparke na gasienicach wybudowano w 1910 roku jeszcze z niepelnym obrotem.pierwsza koparka powstala w stanch zjednoczonych
byla to koparka napedzana silnikiem parowym.
pierwsza koparke hydrauliczna wyprodukowala firma demag w roku 1952...

     

  Steampunk ftw !
Pozwolę sobie na mały OT, nie gniewajcie się

I ja uległem steampunkowej magi... Wprawdzie moja machina nie ma nic wspólnego z komputerem, nawet z elektrycznością ale też jest na parę i powstawała w tym samym czasie co modyfikacja w tym temacie.

Pokłony dla autora za trud i włożoną prace - komp bardzo mi sie podoba, gratuluję!

Tutaj kilka fotek mej pierwszej machiny(dla nie wtejemniczonych jest to maszyna parowa, w zasadzie model, o mocy znikomej lecz w pełni działający):









Jeszcze filmik z kolejnych prób:
http://pl.youtube.com/watch?v=mO86b2jyHB8

( film z pierwszego uruchomienia http://pl.youtube.com/wat...related&search= )

Chcecie widzieć więcej to pytajcie!

Pozdrawiam serdecznie inż.konstruktor

  Technologia w Starym Świecie
Zacznijmy od tego, że nie przypominam sobie opisu zaklęcia, którego zastosowanie pozwoliłoby na poznawanie konstruktorskich sekretów, więc możemy spokojnie założyć, że magia może być tu niewystarczająca


A ja nie przypominam sobie, żeby lista czarów była zamknięta. Jakiś zdolny złoty mag, bez zacięcia bojowego może się przeciez trafić.
Najprościej przeprowadzić kopiowanie rozkładając na części silnik, a potem powielać to co się tam zobaczyło w środku (i tu mamy możliwość eksperymentowania z wytrzymałością kolejnych części - można przy tym stosować magię). No bo czego złoty czarodziej nie da rady zrobić z metalem?
Podejrzewam, że tym, co stoi na przeszkodzie imperialnym inżynierom przy rekonstrukcji czołgu parowego jest brak odpowiednich teorii fizycznych, które pozwalałby zrozumieć zasadę działania maszyny

  Zgodność WFRP IIed z WFB
Lektura musi być pasjonująca żyrokopter według zasad battle to lekka konstrukcja w walce używająca działa parowego (odprowadzającego część gorącej pary z napędu), poprostu gwizdek. swoją siłą może postraszyć gobliny i szczury. Technika to pole do popisu dla kowali runów. to oni nadają moc maszynom poprzez wkuwanie run.

Odnośnie samowystawczalności podstawki to nie jest to dla mnie wystarczający argument. Bo z takim myśleniem należałoby odrzucić wszystko pozostałe, w tym rozwinięcia zasad z dodatków. Od 1986r naprawdę wiele się zmieniło, niektóre rozwiązania ze starego podręcznika rażą w oczy. Druga edycja to wszystko odświeża, trzeba się tylko zastanowić czy da to bardziej grywalny świat

  1
Jednak największe turbiny pracujące we wspomnianym układzie gazowo-parowym osiągają sprawność rzędu 60% i to przy mocach rzędu wielu MW. Wydaje mi się że te 60% to w zasadzie kres możliwości bo jest to już z 70-80% sprawności względem Carnota, to i tak dużo jak na urządzenie mechaniczne i gaz rzeczywisty.


Co jednak najistotniejsze moim zdaniem to fakt, że te 60% otrzymujemy z pracy nie jednej, ale dwóch maszyn. Jedna działa w wyższym, druga w niższym zakresie temperatur. I ta druga jest napędzana "odpadem" z pracy tej pierwszej. Coś w stylu tego drugiego silnika parowego na butan, tylko w większej skali.

Przyszłość w mojej opinii leży nie w silnikach cieplnych, tylko w ogniwach paliwowych. Bo one nie są ograniczane w żaden sposób przez sprawność Carnota. Ogniwo paliwowe też może dawać użyteczne ciepło (jako odpad), może też napędzać tym odpadem drugi obieg parowy. I ogniwa paliwowe można "opalać" holzgazem (choć pewnie naprawdę mocno oczyszczonym)...

  1
Nie mam pojęcia ile to będzie kosztowało. W zasadzie do kosztów kolektorów należy dodać koszt luster. Tyle tylko, że te kolektory muszą wytrzymać znacznie wyższe temperatury. A co do utleniania aluminium to pewnie znajdzie się tani sposob. Najprościej to chyba polakierować lakierem odpornym na czynniki środowiska. Można też próbować pasywować w inny sposób. Miałem taką pastę polerską na bazie tlenku chromu do polerowania i pasywowania miedzi. Po jej użyciu miedź pokrywała się mikronową warstwą metalicznego chromu i przez to nabierała odporności. Podobno ta pasta działa także na aluminium. Maszyna parowa byłaby niezła na początek. W końcu nie ma żadnej gwarancji, że układ będzie działał. W takim wypadku ograniczanie kosztów jest jak najbardziej na miejscu

  Gdy cię ktoś podsłuchuje... (ŻW)

ZTCW jest działający prototyp silnika działającego na sprężone powietrze,
na zasadzie zbliżonej do parowego. Powietrze trzymane jest w zbiorniku
ciśnieniowym.
Taki silnik jest równie stary jak maszyna parowa. Rzadko bo rzadko ale

Nie wejdzie do użytku bo jest zbyt tani w użyciu
Nie wejdzie przede wszystkim dlatego że jest bardzo bardzo słaby w stosunku


do masy a zapas sprezonego powierza wyczerpuje się bardzo szybko. Nieco
lepsze efekty daje zastosowanie zamiast spręzonego powietrza płynnego
azotu - on się już tak szybko nie wyczerpie - ale własnie tylko niewiele
lepsze (a drożej się robi znacznie).

  zaliczenie
UWAGA
Poniżej zamieszczam listę pytań jakie były ubiegłego roku.
9 pytań na zaliczeniu, 9 na poprawce (wybierane losowo) Z tym, że Rybak podawał te 9 pyt, a do opracowania było 7. Jeśli komuś się nie powiedzie na zaliczeniu, oraz na poprawce to będzie musiał je opracować w formie referatu (już wszystkie 18 ) i mu dać

/tak było w ubiegłym roku!/

P Y T A N I A:

1. Wymień rodzaje układów zasilania paliwem silników z zapłonem samoczynnym.
2. Cel i sposób doładowania silników.
3. Rodzaje kół zebatych - szkice, przekładnie zębate - szkice.
4. Sprzęgło cierne - zasada pracy.
5. Rodzaje turbin, opisz budowę i zasadę działania jednej z nich.
6. Rodzaje pomop cieczy, opisz budowę i zasadę działania jednej z nich.
7. Parametry charakterystyczne maszyn.
8. Maszyny - pojęcia podstawowe, uproszczone spopoby przedstawienia ich budowy
9. Mechanizm jazdy i podnoszenia suwnicy - schematy kinematyczne
10. Siłownia parowa - schemat, przedstaw funkcję pracujacych w obiegu maszyn i urządzeń.
11. Przedstaw zasadę działania silników odrzutowych.
12. Wymień rodzaje i funkcje pomp wystepujących we wspólczesnych samochodach
13. Konstrukcje nośne suwnic - rodzaje.
14. Wymień składniki toksyczne spalin w silnikach z zapłonem iskrowym i samoczynnym.
15. Charakterystyczne parametry walcowego koła zębatego - szkic.
16. Sprzęgła sztywne i podatne, budowa, funkcje - szkice.
17. Liczba oktanowa i cetanowa paliw silnikowych.
18. Sposoby magazynowania energii - technologie.

  LaMarzocco a La Cimbali
Bo tu chodzi o tę cholerną parę, której temperatura wynosi jakieś 110 stC. albo i więcej.
Zbudować dobry parowóz było ciężko oj ciężko, wszystkie silne i szybkie parowozy miały porządne kotły aby móc produkować duże ilości pary pod większym ciśnieniem - lepsze przekazywanie siły na tłoki w cylindrach/większa sprawność. Podobnie jest w ekspresach. Jeżeli mamy bojler z HX'em nie pracujący w danym momencie to woda w wymienniku ogrzewa się do jakiś ~100 stC. a do parzenia kawy jest potrzebna o 10 st. chłodniejsza i dlatego trzeba tę przegrzaną wodę spuścić.
Są ekspresy które mają podgrzewaną grupę elektrycznie i chyba przez kanały wodne a to dlatego, że przy zbyt dużym gradiencie temperatur woda szybko by się chłodziła do temperatury nie akceptowalnej w procesie parzenia kawy. Gdybyś znał ogólne zasady działania oraz budowy maszyn parowych to ekspres okazałby się "betką".

  LaMarzocco a La Cimbali
Jeżeli mamy bojler z HX'em nie pracujący w danym momencie to woda w wymienniku ogrzewa się do jakiś ~100 stC. a do parzenia kawy jest potrzebna o 10 st. chłodniejsza i dlatego trzeba tę przegrzaną wodę spuścić.

Gdybyś znał ogólne zasady działania oraz budowy maszyn parowych to ekspres okazałby się "betką".


Zapewne. Co prawda stricte maszynami parowymi nigdy zbyt mocno się nie zajmowałem, ale aparat fizyczny, z termodynamiką włącznie, mam stosunkowo kompletny, więc chętnie doczytam o tym, co pomoże mi zrozumieć marnotrawstwo ciepła i wody w przypadku ekspresów. Mimo wszystko w ekspresie nie musi zachodzić przemiana ciepła w ruch, w dodatku z pokonywaniem tarcia posuwistego tłoków i potoczystego całego pociągu, a jedynie spienianie mleka, co — jak pokazuje niechlubny przykład mojego bejbika — może wychodzić przecudnie na pstrym termobloczku, czyli nie jest specjalnie trudne.

Acha, Iadur, żeby była jasność — daleki jestem od obwieszczania całemu światu i konstruktorom ekspresów, że oto siedząc na kiblu doznałem eureki, a oni są głupkami konstruując w zmowie maszyny przyczyniające się do gigantycznego marnotrawstwa zasobów matki Ziemi. Nauczyłem się w życiu być pokorny w sensie otwartości na nieznane. Naprawdę zależy mi na odpowiedzi na pytanie o konieczność zużycia takich ilości ciepła i wody. Jeśli potrzeba żebym przeczytał jakąś książkę, która pozwoli mi wyrównać wiedzę do poziomu pozwalającego merytorycznie wypowiadać się w tej dyskusji, to poproszę o wskazówkę. Bo z artykułów "ekspresowych" nie udało mi się wyszperać satysfakcjonującego uzasadnienia.

  LPG
maszyny parowe właśnie potocznie nazywa się silnikami parowymi
znasz zasadę działania więc wiesz że nazywanie tego silnikiem nie jest najtrafniejsze ale nic na to nie poradzisz że wielu ludzi nawet z tyloma literkami przed nazwiskiem o ilu Ci się nie śniło stosuje takie "skróty" myślowe

  Parowóz bez węgla i wody

 Tym bardziej sprawnosc parowozu zaczyna sie jawic jako wysoka...



Ja nie o sprawności parowozu, tylko mówię pragmatycznie o jego
wykorzystaniu. Załóżmy, że gdzieś z krzaków wyciągam np. Pt47, odkupuję
go, remontuję i chcę sobie pojeździć. Załóżmy, że garażuję go gościnnie
w jakiejś szopie. Ale żeby nim wyjechać muszę kupić i nasypać węgla, i
nalać wody, za którą też muszę zapłacić. Problemem jest tu nie tylko
cena, ale również brak infrastruktury ułatwiającej napełnienie tendra.

A w moim rozwiązaniu mam sobie pneumatyczną sprężarkę. Przychodzę na
maszynę, odpalam dieselka, po 10 minutach ma już takie ciśnienie, że
mogę się ścigać z elektrowozami. Płacę tylko za ropę do diesla.
Dodatkowo mam następujące korzyści, zmniejszające koszty serwisowania:

- parowóz jest czysty bo nie jest cały w sadzy z komina, ja też jestem
czysty i okienka są czyste - lepiej widać
- nie rdzewieje od wilgoci, bo powietrze jest suche i stosunkowo chłodne
- silnik nie psuje się od wody dzwoniącej w cylindrach
- kocioł nie ulega uszkodzeniu na skutek roszerzalności cieplnej - jak
słyszałem od mechanika ze skansenu, aż mu żal jak kocioł jęczy w czasie
rozgrzewania i stygnięcia

Mogę się założyć, że parowóz na sprężone powietrze będzie zużywać się
2-3 razy wolniej od biedaka torturowanego ogniem i wodą. Poza tym taka
przeróbka nie wymaga praktycznie żadnych zmian w parowozie z wyjątkiem
demontażu inżektora i paru innych dupereli. Uszczelniam połączenie
między kabiną a nowym tendrem i montuję na tendrze klimę i latem mam
warunki pracy jak na EP09 w wersji z klimą. Zimą oczywiście ogrzewanie z
obiegu chłodnicy dieselka.

A co najważniejsze - w przeciwieństwie do pomysłów instalacji turbiny
czy silników elektr. na tendrze, nie traci się frajdy z prowadzenia
parowozu - silnik parowy nadal działa na tej samej zasadzie -
rozprężając gaz, ale w moim rozwiązaniu i parowóz i człowiek ma lepsze
warunki pracy.

Ewentualnie możnaby pomyśleć o wstawieniu do nowego tendra na jednej osi
silnika elektr. max. 200kW  do przetaczania lokomotywy bez konieczności
nabijania kotła powietrzem i do sprowadzania loka z linii w razie awarii
głównego napędu, ale to już tylko dodatek.


  II zasada termodynamiki - kiedy zostanie zlamana ?

Najwiecej empirycznych prac badawczych nad pm prowadzono w 18 wieku.



no wlasnie, co oni mogli w tedy wiedziec, co najwyrzej probowali
zbudowac cos na ksztalt maszyny parowej, laniacej 2ga zasade

Internej jest troche mlodszy i dlatego niemozna tam ich znalezc(sa nawet
problemy z wykladami feymana, ale o komputerach kwantowych jest sporo
prac).

| zlamanie drugiej zasady to przeciez problem czysto mechaniczny,
| potrafimy obecnie butowac urzadzenia mikroskopijniej wielkosci,
| naukowcy chwala sie przestawiajac pojedyncze atomy,
| wiec skonstruowanie wiatraka z zapadka to dziecinny problem

Tak ale zapadka dziala 'na tarcie'. Tarcie pobiera czesc energi(energia
musi byc wieksza od fluktuacji w gazie bo inaczej niezadzala). A jestes
pewny ze fluktuacje beda wystarczajace na to?



wszystko zalerzy tylko od wielkosci podstawowego elemenu urzadzenia
lapiacego fluktuacje, od odpowiednio dobranego gazu/cieczy

Pozatym czym wieksza masa wiatraka tym wieksze musza byc fluktacje.



wiec, chodzi o to zeby byla jak najmniejsza

A czy mozliwe jest zbudowanie wiatraka o tak malej masie by napedzaly go
fluktacje gazu? Z ilu atomow bedzie sie skladal? i ile energi da?



e... ja mysle ze to by bylo calkiem spore, za duze przynajmniej zeby
sie pytac z ilu atomow

Jak sie wszystko teoretycznie przeliczy. To dopiero puzniej mozna brac sie
za budowe. Co dziecinnym problemem raczej niejest.



nie jest, dobra, ale czy ktos opracowywal cos takiego o czym ja tu
mowie

| owszem na poczatku bylo by to koszmarnie drogie, a ienergia z tego
| uzyskana byla by minimalna, ale tak jak to bylo z koputerami pozniej
| sie to rozwinie,

najpierw nalezy policzyc ile maksymalnie sie da wyciagnac z jednego
wiatraczka. A wartosci teoretycznej sie nieda przeskoczyc.
Pozd



wszystko zalerzy od ilosci wiatraczkow, samo to ze cos da sie
wyciagnac, mowi o tym ze to dobbra droga, bo potencjalne korzysci
ogromne


  Strowger, LAN i inne sprawy...

A ty myslisz ze Futszakowa centrala to byla wyprodukowana w 19w, na
podstawie oryginalnego projekty pana Strowgera?



Biorac pod  uwage, ze pare Strowgerow mielismy/mamy jeszcze po niemcach to
tak autorytatywnie bym tego nie powiedzial :-)

Co do samochodow - to oprocz komputera silnikowego, w abs, w tcs, esr
i jakie tam jeszcze skroty mozna wtrynic - to wiekszosc stosowanych
dzis pomyslow byla znana przed IIw swiatowa. 100km/h przekroczyl
samochod jeszcze w 19w [ba - wozek akumulatorowy na drodze, oraz
lokomotywa na torach], 200 przed I wojna swiatowa, a w latach 30-tych
300km/h ..



Qrcze! Przeciez to oczywiste, ze zasada dzialania wielu wynalazkow z innych
wiekow nie zmienila sie do dzis. Silnika wysokoprznego, maszyny parowej,
zarowki i telefonu. Nawet u mojej s.p. Babci dzialal  telefon, ktory tak
samo dobrze wspolpracowal na poniemieckim strowgerze jak na Lucencje, na
ktorego juz pare lat temu Strowgera zamieniono. Notabene telefon ow dziala
do dzis.

Ale dziala :-) Moze tez wzbudzic zachwyt jak sie ja zobaczy i
poslucha. A HiS doskonale na niej dziala, znacznie lepiej niz
na najnowszej centrali ISDN :-)



Wiesz... na to trzeba spojzec jeszcze z innej strony. Zeby HiS zadzialal to
do centrali trzeba doprowadzic trakt. Do futszakowego Strowgera traktu nie
ma a do kazdej centrali cyfrowej jest.

Prawda jest niestety, ze jestli sie chce powszechnie (podkreslam,
powszechnie) wprowdzic nowoczesne uslugi takie jak HiS, ISDN, CLIP diverty,
baringi itp. to Strowger temu nie sprosta. Jednak uwazam, ze dobrze
dzialajacy Strowger nie powinien byc wylaczony tylko dlatego, ze nie ma
CLIPa.

Pozdrawiam.

Lechu


  Lucjan Lagiewka
Lucjan Lągiewka z Kowar; domorosły fizyk - przez jednych nazywany polskim Newtonem, fenomenalnym odkrywcą, geniuszem, przez innych - szarlatanem. Twórca zderzaka samochodowego pochłaniającego energię inercji (bezwładności), windy, która przy upadku nie powoduje nazbyt dużego wstrząsu, hamulców dynamicznych działających na zasadzie wyprowadzenia energii (a nie tarcia pomiędzy kołami a podłożem) oraz pędnika - silnika działającego na zasadzie nieuznawanych oficjalnie praw fizyki (o niezwykłej sprawności energetycznej wynoszącej ok. 95 procent). Jego urządzenia po prostu działają - sceptycy twierdzą, że działać nie mogą, bo to wbrew prawom fizyki. "W fizyce wiele praw jeszcze trzeba rozszerzyć i zmienić - mówi Lągiewka.- Nie znamy wielu praw natury, które trzeba podpatrzeć i zastosować. Wszystko, łącznie z elektrycznością i maszynami parowymi, nie mówiąc już o rakietach kosmicznych kiedyś było dla zamkniętych umysłów "niemożliwe". Potem stało się normalne, bo zostało uznane przez naukę i szeroko zastosowane. Moje urządzenia, jak samochodowy zderzak z pochłaniaczem energii, czy hamulce dynamiczne mogą uratować tysiące ludzi rocznie. I to tylko w Polsce, bo w Polsce rocznie w wypadkach samochodowych ginie 7 tysięcy ludzi.

Wynalazki łągiewki badają już trzy polskie uczelnie. Pierwsze wyniki są rewelacyjne i potwierdzają, że niemożliwe staje się możliwe. "Zastosowanie moich wynalazków dla dobra ludzi to tylko kwestia czasu. Pytanie, czy zdążę" - mówił w programach telewizyjnych "Nie do wiary" , "Rozmowy w toku" i "Polak potrafi".

więcej na tema Lucjana Lagiewki można znaleźć tutaj:
http://www.jakubw.pl/zderzak/index.html

  System, najważniejsze pytania
1) Sam to kurde wymyśliłem nie? Myślę, że globalna katastrofa zamiast nuków, uberczaru, czy czegoś takiego jest fajniejsza. Dodatkowo można to wykorzystać we fluffie. Rasa, która doprowadziłaby do takiego kataklizmu może mieć np. straszne poczucie winy i w efekcie np. zwalczać wszelkie naukowe dynksy.
2) Z istniejących propozycji obstawiam B.
3) To poświęcanie jest spoko. Mi się nasunęło coś takiego jak magowie którejś ze złych ras, poświęcający jeńców do rzucania jakichś większych czarów. Druga rzecz, to coś w stylu soczewki many - maszyny pozwalającej na rzucanie czarów. W obu przypadkach czaruś miał by plusy do swojego magicznego powera ale byłby ograniczony ruchowo.
Generalnie fajnie by było widzieć jakichś ktosiów łączących magię i technologię, ale raczej w sensie magii ulepszającej technikę lub odwrotnie (co podoba mi się znacznie bardziej).
4) Ja wyobrażam to sobie raczej jako miszung propozycji.
Prymitywna próba realizacji ambitnych planów technicznych - czyli zawodne łażące golemy itede. Jednocześnie nie można zakładać, że w katakliźmie zniszczone zostały wszystkie zaawansowane twory. Powinny więc być dostępne bardzo zaawansowane konstrukcje, ale bardzo rzadko. Dodatkowo zrobił bym to na zasadzie adaptacji jakiejś zaawansowanej maszyny do celów bojowych. W ten sposób nawet "ultranowoczesne" rzeczy nie będą przegięte tylko np. szybsze, mniej zawodne albo lepiej opancerzone.

Tutaj rodzi się inne pytanie.

5) Jeśli jest to śwait postapoc, to ile czasu minęło od katastrofy?
a) Na świecie żyje nadal pokolenie, które pamięta dawny świat. Jest więc sporo wykształconych przedstawicieli wszystkich ras, próbujących utrzymać swoje nacje przy życiu.
b) Dominuje "drugie" pokolenie. Tutaj podpytanie: czy oni już zaczęli tracić wiedzę przodków, a może udało się rozpocząć odbudowę zaawansowanej cywilizacji?
c) Machiny parowe i wielkie eksperymenty magiczne i naukowe to część legend i bajeko opowiadanych dzieciom.
d) Kataklizm wydarzył się dawno temu. Powstały zaawansowane enklawy, gdzie widać odbudowywaną cywilizację. Jednak poza tymi małymi skrawkami cywilizowanego świata toczy się nieustanna walka o przetrwanie. Coś jak świat Judge Dredda tyle, że miasta są mniejsze i działają na parę.
e) coś innego

Mnie podoba się najbardziej propozycja d.

  Źli, bardzo źli Gracze...
Bez przyczyny?
Przyczyna jak najbardziej istnieje. Znów - wszystkie uwarunkowania społeczno-polityczne wypływają z wnętrza natury. Itak ludzie dominują w większości ze światów fantasy, ponieważ są rasą najbardziej ekspansywną, oraz intensywną. Przytoczę słowa z Arcanum, które IMHO dobrze oddają tą cechę ludzi. Szło to mniej więcej tak: "Krasnolud, za nim wykona to jedno, jedyne cięcie (chodzi o talent rzemieślniczy) będzie myslał nad nim przez lata, człowiek natomiast wykonuje wszystkie swoje dzieła w pośpiechu, jakby bał się, że nie starczy mu czasu (kwestia krótkowieczności ludzi)". To dlatego czlowiek upowszechnił w świecie Arcanum maszynę parową, choć została wynaleziona przez Krasnoludy. Im do głowy by nie przyszło, by swoją cięzką, ręczną pracę w kopalniach wyręczyć maszyną.
To stąd kodeksy honorowe krasnoludów z WFRP, do dlatego elfy opuściły Sródziemie. Krasnoludy i elfy są owszem bardzo potężne, mają potencjał. Ale go nie wykorzystują, ze względu na swoją naturę, i wynikające z niej skomplikowane systemy społeczne, polityczne, odmienny system oceny świata. Ludzie natomiast nie posiadają zachamowań, mnożą się jak szczury, a prawo dżungli wszechobecne w ich społeczeństwach tylko wspomaga naturalną selekcję. Owszem, istnieją smałe grupki etniczne przedstawicieli innych ras, które wychowały się w ludzkim społeczeńswie, w związku z czym przyjęły część cech ludzkich. Ale jest to grupa niereprezentatywna.
W różnych światach fantasy natura tej samej rasy może być różna, ale zasada się nie zmienia - to ona wiąrze ręce rasom starszym, i otwiera drogę do działania ludziom.

Ufff... wcześnie rano jest a ja już muszę pisać takie długaśnie posty

  A właściwie... to czemu krasnoludy tak dobrze walczą??
Coz, w takim razie uczono nas roznej fizyki


Wymień prawa fizyki które nie działają w świecie warhammera.

Wiem, ze nie wiesz jak to z punktu fizyki wyglada Dam Ci podpowiedz: spojrz na wielkosc czaszy balonu, ciezar gondoli, ktora da sie w ten sposob podniesc i porownaj z ciezarem smoka.


A balony mają skrzydła którymi machają ? Do tego to ma smokowi pomagać, a nie go unosić. A jak to ma się do rzeczywistości to trzeba byłoby sobie policzyć i przeanalizować.

To mi uprzejmie wyjasnij po co sa w mechanice oddzielne akcje "unik" i "parowanie". Oraz dlaczego sztylet w mniej sprawnej rece pozwala wykonac darmowy "unik" (wedle Twojej interpretacji, zasady mowia o parowaniu).


To mi wytłumacz jak człowiek w czasie 10 sekund walki może zadać tylko jeden cios (bo w końcu tym jest atak). Gdyby brać dosłownie zasady mechaniki to wychodziłyby Ci takie głupoty, że szkoda gadać.

Zmiana mechaniki w mniejszym lub wiekszym stopniu zmieni oblicze systemu.


Nie chce znów zaczynać tego tematu. Sposobu gry nie zmieni się, jeżeli jak to ktoś określa bardziej pasuje Ci "bezsystemowy dryf", czyli marginalizowanie wagi mechaniki na rzecz narracji.

I nie chce tutaj rozpetywac dyskusji, ale na FUDGEu zjadlem zeby - przez dwa lata staralem sie napisac w oparciu o niego autorke. I zgoda, na pierwszy rzut oka wszystko wyglada wspanialne, ale ta mechanika ma bardzo wiele przykrych wad.


Podstawową "przykrą" wadą jest to że trudno zrobić na podstawie tego system czysto gamistyczny ze sztywnymi regułami, ale narratywistom takie FUDGEowe podejście powinno odpowiadać.

Wlasnie. Po pierwsze musza posiadac wiedze. Jestes pewien, ze ja masz? Ze to prawdziwa wiedza, a nie falszywy obraz wypracowany na mniej lub bardziej glupawych filmach?


Może być i fałszywy obraz, byle by wszyscy gracze to łykneli i dobrze się przy tym bawili (i może wyglądać realistycznie ... dla nich). I jeszcze jedno, nic nie stoi na przeszkodzie zdobyć tą wiedzę, nie musi być specjalistyczna, wikipedia spokojnie wystarcza, do tego od czasu do czasu pojawia się jakiś ciekawy art który bardziej szczegółowo przedstawia różne aspekty "rpgowego życia".

Te rzeczy sa ze soba nierozerwalnie zwiazane. Mechanika niejako definiuje prawa fizyki panujace w swiecie.


Zgodnie z analogią do naszego świata . Do tego zauważ że mechanika to tylko uproszczony model więc nie masz szansy dokładnie odzwierciedlić tego wymyślonego świata.

Latające maszyny parowe mogą być wspomagane runami (i chyba są) czyli znów magia.


"Moga". "Chyba sa".

  Ogień grecki
W kolejnej swojej książce „Memhmed Zdobywca” na stronie 137 Andrzej Michałek napisał:

„Co ciekawe ostatnio amerykańcy uczeni w wyniku eksperymentów stwierdzili, że ogień grecki musiał mieć taki sam skład chemiczny jak pirożel – substancja zapalająca, używana do napełniania bomb zapalających w czasie drugiej wojny światowej. Co najbardziej zaskakujące – okazało się, że pirożel może samoczynnie po podpaleniu miotać z syfonu ognistą strugę, tak jak ogień grecki, czego Amerykanie nie wiedzieli i zrzucali go konwencjonalnymi metodami za pomocą bomb- pojemników, a także nie używali go w miotaczach ognia. Gdyby o tym wiedziedziano, miotacze ognia z tego okresu, według ich obliczeń byłyby o kilkaset (!) procent sprawniejsze, skuteczniejsze i lżejsze.”


Jedna z nich głosiła, że na bizantyjskich biremach istniało palenisko w którym ogrzewano kocioł z ogniem greckim i całość działała na zasadzie maszyny parowej.
Jednak trudno sobie wyobrazić, żeby Grecy na każdym okręcie mieli palenisko. Takie ustrojstwo w każdej chwili groziłoby wybuchem.


Inni myślą, że na bizantyjczycy używali mechanicznej pompy.
http://www.youtube.com/watch?v=aph-3zEacuw&hl=pl
Tylko ile musiałoby to kosztować?


Wydaje się jednak, że miotacz ognia działający przy wykorzystaniu energii chemicznej jest.
1.O wiele prostszy w budowie. (Zero mechanicznych części)
2.W każdej chwili gotowy do użycia. (Nie trzeba rozpalać paleniska przed bitwą)
3.Tańszy. Wystarczy metalowa rura.
4.Może mieć większy zasięg. Do 75 m.
5.Prostszy w użyciu. Wystarczy jeden człowiek, ekipa obsługująca pompy lub paleniska jest zbędna.
6.Łatwy w masowej produkcji.


7. Grozi eksplozją - musimy go sobie bardzo starannie obmyślić i skonstruować żebyśmy się nim sami nie zabili
8. Można oddać tylko 1 strzał z pełnym opróżnieniem zbiornika (to niekoniecznie wada, jeśli sobie wszystko odpowiednio skonstruujemy i obmyślimy to można z tym żyć)

  Okręty Royal Navy, XVII-XIX w. (3)
Daring, Defender, Desperate – brygi-kanonierki typu Archer.
Daring – zwodowany w październiku 1804, w stoczni Jabeza Bailey w Ipswich. Wymiary rzeczywiste: 80’2” x 22’6,75” x 9’5”, tonaż 178 ton. W aktywnej służbie 1804-1813. Sztrandował i został spalony przez własną załogę w pobliżu Iles de Los 27.01.1813 dla uniknięcia przechwycenia przez francuską fregatę.
Defender – zwodowany 28.07.1804 w stoczni Williama Courtney w Chester. Wymiary rzeczywiste: 80’1,25” x 22’7,5” x 9’5,5”, tonaż 179 ton. W aktywnej służbie 1804-1809. Rozbił się pod Folkestone 14.12.1809, zepchnięty na brzeg po zerwaniu lin kotwicznych.
Desperate - zwodowany 2.01.1805 w stoczni Thomasa White w Broadstairs. Wymiary rzeczywiste: 80’2” x 22’7” x 9’5”, tonaż 179 ton. W aktywnej służbie 1805-1809. W 1809 wyposażony jako kanonierka moździerzowa (mortar gunbrig). Ponownie w aktywnej służbie 1810-1814. Sprzedany na rozbiórkę w 1814.

W zasadzie staram się nie poruszać kwestii z gatunku „po raz pierwszy”, bo zawsze ktoś może wygrzebać, że gdzieś zrobiono to – rzekomo lub naprawdę - wcześniej (połowa, albo większa część takich rewelacji okazuje się potem „patriotycznym” fałszerstwem, jak rozmaici Janowie z Kolna, hiszpańscy wynalazcy maszyny parowej, francuski parostatek Papina itd.), a dyskusja wokół tego przyprawia mnie o skręt kiszek. W każdym razie w 1805 roku komisarz Ministerstwa Transportu, kmdr Thomas Hamilton, zaprojektował nowy typ małych kanonierek, na początku uzbrojonych w 2 działa 18-funtowe na dziobie i jedną karonadę 18-funtową na rufie, właśnie zamontowaną obrotowo (aczkolwiek były też odmiany z tylko jednym działem dziobowym i jedną obracaną karonadą rufową, a przez jakiś czas preferowano wagomiar 24 funtów).
Pozdrawiam, Krzysztof Gerlach

  Silnik z tlokiem obrotowym
jak jest opatentowany to czemu nie podasz zasady działania lub jakiś zdjęć użytego kształtu? Jeśliby dzialał zamiast pisac ze ma dużą sprawność napisałbyś ile zużywał benzyny na 1kWh. W zasadzie widzę trzy możliwości takiego rotacyjengo silnika:

1) model oparty na wariacjach nt krzywych cyklometrycznych, czyli powstających przez złożenie 2 niewspółosiowych ruchów obrotowych a wiec albo tłok kręci się z pewna prędkością wokół mimośrodowej osi wału kręcącęgo się również z pewna prędkością, lub zarówno tłok i obudowa obracaja się wokół osi oddalonych o jakiś mimośród. Najbardziej znany silnik Wankla-wariacja nt podwojonej Kardioidy.

2)modele posiadające więcej niż 1 tłok, wykonujące jakiś ruch względem siebie, z regóły są to ruchy wymagajace przyspieszeń i opóźnień (choć może da się matematycznie wymuślić jakieś złożenie ruchów obrotowych), najbardziej znany to konstrukcja silnika X Wożniaka, choć z działających to kojarze silnik parowy z przełomu wieków w kształcie torusa zamknietego dwoma "tłokami" które były cześcia płyt dolnej i górnej owego torusa. Można pod to podpiać wariacje nt pompy zęmbatej i krzywkowej.

3)modele posiadajace jakiś element wirujący o mimośrodowym kształcie i spręzysta "zastawkę" dzielącą przestrzeń, najbardziej znany to silnik parowy z tłokiem w kształcie koła zamontowanego mimosrodowo wewnatrz kulistej komory tak aby posiadał punkt styczny, przestrzeń dzielona była ponadto zastawką, zasada troche przypomina pompe do przetaczania krwi.

Wszystkie modele posiadaja ta samą wadę, problem z uzyskaniem duzego stopnia sprężania, a nawet jak jest on okupiony sporym stosunkiem powierzchni komory do jej objetosci. Dlatego wszystkie posiadały mizerną sprawnosć w stosunku do tłokowych silników i maszyn parowych. Do tego problem z uszczelnianiem i smarowaniem tak duzych powierzchni pracujacych. Jedyną zaletą jest możliwośc osiągania sporej mocy jednostkowej i wysokich obrotów.

  Parowozy na szlaku do Leszna
Koledzy, nie oszukujmy się. Czasy parowych planowych pociągów niestety (dla niektórych na szczęście) dobiegają końca. Nikt chyba nie wie jak długo to jeszcze będzie się kulać, ale sytuacja jest naprawdę fatalna. jak Andrzej powiedział nie ma kto jeździć i czym jeździć. Są raptem 3-4 drużyny. Zresztą to i tak 4 za dużo. Jak się patrzy co ci mądrzy inaczej ludzie wyprawiają z maszynami to ręce opadają. Ok22 od miesiąca stoi z rozwalonym cylindrem, Pt47 w zasadzie od parady jest nie do ruszenia, w Ol49-23 przepalono niedawno rurę cyrkulacyjną i dymnice, w Ol49-7 zerwano rury przegrzewacza, na każdym kroku coś się psuje. Na tym tle jedynie Ol49-69 prezentuje się nienagannie, ale to zasługa tego, że ta maszyna ma za sobą zaledwie 6 lat bezmyślnego zajeżdżania. Sytuacje ratuje Ok1-359, ale patrząc na jego prace, można odnieść wrażenie, że rozpalają go tylko po to za chwile go gasić. Tak więc jest możliwa obsługa max dwóch par pociągów. Oczywiście nie zwalam całej winy za stan parowozów na maszynistów. W końcu gdzieś te parowozy mają przeprowadzane rewizje, a każdy wie jaki jest ich poziom. Ale taka jest już natura Polaka. Jak najtaniej, byle tylko było. Nie warto robić raz a dobrze, bo i tak nie wiadomo jak długo (i po co) to wszystko będzie funkcjonować. Wszyscy doskonale wiedzą jak sprawa wygląda, nikt jednak nie reaguje. Wie to Cargo, wie to TPWP (tudzież towarzystwo PRZYJACIÓŁ parowozów, a przyjaciel o przyjaciela powinien dbać). Jak widać Cargo zajęte jest utrzymaniem swojej pozycji na rynku, zapominając o parowozach, które istotnie mogłyby poprawić wizerunek firmy. TPWP niedługo będzie obchodzić rok swojego istnienia, a jedynym namacalnym efektem działania jest niedokończony pomost tarczy ostrzegawczej.
Na czele tej całej szopki od dwudziestu paru lat ten sam człowiek, któremu wyraźnie nie w smak jest dbanie o parowozownie. Byle tylko dotrwać do emerytury i basta. Oczywiście są ludzie którym jest na rękę taki stan rzeczy (inaczej pana W. dawno by nie było). Ręka rękę myje i wszyscy są zadowoleni. Tylko potem sie dziwią ludzie dlaczego, skoro wolsztyńskie parowozy są tak popularne na świecie nie przynoszą zysków (i nie chodzi o ruch planowy). Nie chce się zagłębiać w prawne strony tego WL-UK układu. Zawsze pan H. może za sponsorować naprawę parowozu i mamy wybawiciela.
Nie trzeba chyba przekonywać nikogo, że Wolsztyńska parowozownia mógłby być kurą co znosi złote jaja i będąca magnesem przyciągającą turystów i promująca okolice. Niestety ta kura od 10 lat jest systematycznie podtruwana i jaj nie znosi. Niby wszyscy ją kochają i dbają o nią, a w rzeczywistości jest na pół martwa. Pewnego dnia zauważymy, że kura nie żyje i będzie już za późno na reanimacje. Ale przecież o to chodzi.

  Jak działa inżektor?

Tyle to ja wiem - pytam o zasadę działania.



Pokrótce mówiąc - inżektor ma za zadanie zassać wodę i wtłoczyć ją do kotła.
Składa się z kilku dysz o zwężającym się przekroju oraz jednej o przekroju
odwrotnym. Para przechodząc przez pierwszą zwężającą się dyszę nabiera
prędkości tracąc na ciśnieniu. Za tą dyszą parową znajduje się tzw. komora
wodna, połączona ze zbiornikiem wody. Para zabiera powietrze z tej komory, a po
jej zetknięciu z zimną wodą tworzy sie próżnia, powodująca zasysanie wody.
Mieszanina pary i wody przechodzi przez następną dyszę, w której rozpędza się
jeszcze bardziej. Woda w tym momencie jest już nieustannie zasysana - teraz
należy ją wtłoczyć do kotła. Strumień trafia do rozszerzającej dyszy, w której
jego prędkość spada, natomiast rośnie ciśnienie. W pewnym momencie przekracza
ono ciśnienie kotłowe i jest w stanie otworzyć wodzie drogę do kotła poprzez
zawór kotłowy. W uproszczeniu tak wygląda działanie tego genialnego wynalazku.
Charakteryzuje go jakby dwustopniowa praca - w pierwszym etapie do zassania
wody potrzebna jest niewielka ilość pary, a więc zawór parowy otwiera się
nieznacznie. Kiedy już inżektor "zassie" i zamknie się zawór w komorze
przelewowej, operator otwiera odmyka całkowicie zawór parowy inżektor zaczyna
pracować.

Na parowozach występuje bardzo wiele odmian inżektorów, zasadniczy podział to
na inżektory ssące (ssąco-tłoczące) i niessące (tłoczące). Inżektory niessące
umieszcza się poniżej zbiornika wody, zatem jej dopływ jest grawitacyjny.
Charakteryzuje je dość pewne działanie, gdyż przy inżektorach ssących w
przypadku zagrzanej wody nie wytwarza się odpowiednio duża próżnia i inżektor
nie jest w stanie "zaciągnąć" wody. Minusem jest podatność na zamarzanie.

Oprócz funkcji "pompy" inżektory spełniają pożyteczną funkcję podgrzewacza wody
zasilającej, gdyż wtłaczanie do kotła lodowatej wody powodowałoby jego
uszkodzenia, nie mówiąc już o spadku ciśnienia pary. W przypadku jednak
inżektorów niessących typu Nathana tłoczona do kotła woda jest stosunkowo mało
podgrzana.

Inżektory ssące to np. inżektory Koertinga (praktycznie już nie spotykane na
parowozach), Friedmanna oraz Strubego, wykonywane w różnych odmianach (np.
pionowe Friedmanny) i na różne wydajności (najczęściej na dużych parowozach 180
lub 250 litrów na minutę - parowozy wąskotorowe z reguły 125 litrów). Z racji
tego, że są w stanie wodę zassać, umieszcza się je powyżej tendra czy skrzyń
wodnych - w budce maszynisty. Chroni je to przed zamarzaniem, ale za to łatwiej
się przegrzewają i przestają ssać. Charakteryzuje je zwarta budowa - zawór
parowy jest integralną częścią inżektora i znajduje się we wspólnym kadłubie.
W budce maszynisty inżektor zobaczysz najczęściej obok kotła z lewej strony. Po
prawej stronie zazwyczaj jest umieszczony nieco wyżej.

Inżektory niessące to wspomniane inżektory Nathana oraz Friedmanna-Metcalfa.
Ich kadłuby umieszczane są pod budką maszynisty, natomiast zawory parowe
oddzielnie. Friedmann-Metcalf korzysta z pary odlotowej, pobieranej z dyszy
wylotowej pod dymnicą, dzięki czemu poprawia się sprawność cieplna kotła.

Najczęściej na czynnym parowozie spotkasz inżektory Stubego lub Friedmanna
(rzadziej), bardzo zresztą do siebie podobne. Nieliczne juz parowozy posiadają
z lewej strony Friedmanna-Metcalfa, jednak ich kres eksploatacji jest już
bardzo bliski - brakuje nowych kompletów dysz, które ulegają zużyciu. Niektóre
maszyny (np. Pm36-2 czy Pt47-65) mają z prawej strony Nathana, jednak drużyny
korzystają z niego bardzo sporadycznie.

Kiedyś do zasilania kotłów stosowane były również rozmaite pompy - ale to już
temat na inną opowieść. Dość powiedzieć, że w Polsce już takiej nie spotkasz na
parowozie.

Tak, z lewej strony - wygląda to jakby dwa współosiowe cylindry
połączone ruchomą rurą - jeden z cylindrów (a może oba - nie pamietam)
ma radiator.



Była to bez wątpienia sprężarka (pompa powietrzna).

Inżektor wtłacza wodę do kotła, a ta sprężarka z przodu to w takim razie
po co jest?



Sprężarka zasila układ hamulcowy parowozu i pociągu.

Pozdrawiam,
Tomi


  PERPETUM MOBILE I RODZAJU - TEKTUROWY PROJEKT EDUKACYJNY cz. 1
Witam.
Na poczatku chce powiedziec ze jak najbardziej popieram TEKTUROWY PROJEKT
EDUKACYJNY. Sam jeszcze calkiem niedawno wykorzystalem tekture, klej i
wykalaczki, aby zbudowac model silnika parowego. Co prawda tektura za bardzo
do tego sie nie nadaje, za duzy opor podczas tarcia tlokow o scianki
cylindra, ale model dzialal i byl w stanie wykonac kilka cykli (ruchow tloka
w cylindrze i suwaka sterujacego przeplywem powietrza). Nie posiadajac
zrodla cisnienia innego niz wlasne pluca, wdmuchiwane powietrze przez
plastykowa rurke wywolywalo ruch tloka i prace maszyny do czasu az wilgotne
powietrze z pluc nie zwilzylo tektury na tyle by pod wplywem tarcia
zatrzymac maszyne.
Budujac ten model dowiodlem sam sobie ze budowa dzialajacych modeli
skomplikowanych maszyn z tektury wlasnie jest mozliwe. Zachecony sukcesami
postanowilem zbudowac model silnika Sterlinga. Poczynilem juz prace i
przygotowalem niezbedne elementy, ale brak czasu spowodowany zmiana pracy na
bardziej absorbujaca pokrzyzowal moje plany i troche oslabil moj zapal do
budowy tekturowych modeli.

Ale nie o tym chcialem pisac. Skoro okazuje sie ze kazdy w domu z dostepnych
ogolnie materialow moze budowac calkiem skomplikowane maszyny, uwazam ze
TEKTUROWY PROJEKT EDUKACYJNY, jest swietnym pomyslem do realizacji pomyslow
dotyczacych zagadnienia free energy i PM:)

Chyba kazdy czlowiek choc raz wpadl kiedys na pomysl maszyny typu PM.
Szczegolnie dotyczy to dzieci. Ich nie skazone umysly utartymi kanonami i
regulkami fizyki nie ograniczaja ich wyobrazni i pozwalaja na najbardziej
szalone i niezwykle pomysly. Co sie jednak dzieje gdy taki maly czlowiek
chce podzielis sie swoim pomyslem w szkole z panem od fizyki? Otrzymyje
odpowiedz ze PM jest nie mozliwe. Ze jest to sprzeczne z zasada
termodynamiki i aby zajal sie czyms bardziej pozytecznym bo temat PM jest
juz zamkniety, a zaglebianie sie w nim narazi tylko na smiech i drwiny.
W taki wlasnie sposob, zostalo zduszonych w zalazku setki jesli nie tysiace
pomyslow ktore mogly by wiele wniesc nie tylko w zagadnienie PM, ale nawet
do powszechnej fizyki. Gdyby taki pan od fizyki, zamiast mowiac ze to jest
nie mozliwe powiedzial, "udowodnij mi ze to nie bedzie dzialac, nawet pomoge
Ci to zbudowac", rozwinal by w dziecku fascynacje fizyka, experymentami i
odkrywaniem nowych technologii. Dlaczego tak sie nie dzieje, wiemy wszyscy.
Fizyka obecnie przypomina sredniowieczna krucjate religijna, gdzie wszelkie
gloszone prawdy, byly uznawane za herezje i tepione na pniu. Sa na szczescie
jednostki ktore nie poddaja sie i wbrew calemu swiatu majsterkuja w zaciszu
4 scian i kombinuja jak usprawnic nasz Swiat. Uwazam ze to dzieki nim
wlasnie, najwieksze odkrycia w fizyce sa jeszcze przed nami.
Osobiscie uwazam ze PM jest mozliwe, uwazam tez ze powstaly juz dzialajace
modele, tylko jeszcze nie predko ujza swiatlo dzienne. Karmienie Swiata
energia pochodzaca z kopalnych zrodel energii jest swietnym sposobem na
kontrolowanie ludzkosci. Paradoksalnie uwazam ze jednak narazie musi tak
byc. Nie dojzelismy jeszcze do tak wielkiego przewrotu jakim byloby
ujawnienie Swiatu tajemnicy darmowej energii. Nie oznacza to jednak ze nie
trzeba nad takimi urzadzeniami pracowac. Trzeba, chocby poto by udowodnic
sobie i innym ze to jest mozliwe.
Pozdrawiam.

wekt0r


  Wynalazki w XX wieku? Cos malo tego ...

"Maszyny ciezsze od powietrza latac nie moga!" (Lord Kelvin, president,
Royal Society, 1895)



Czyzby uwazal, ze ptaki i owady wypelnione sa helem?

Dlatego czekamy na prace Shipova, Grebennikova, Podkletnova (wiekszosc
ruskich, co zrozumiale, tam scepy nie sa tak przesiakniete polityka i
pieniedzmi), Naudina, Beardena, Adamsa...



Na wiekszosc z w/w czekacie juz po kilkanascie lat.
I co?
I WIELKIE NIC!!!
Ani jednego _powtarzalnego_ eksperymentu zakonczonego pozytywnym wynikiem.

Owszem nie twierdze, ze efektów, które wyzej wymienieni chca uzyskac uzyskac sie
nie da.
Ale stawiam dolary przeciwko orzechom, ze nie da sie ich uzyskac metodami, które
oni proponuja (twierdza, ze dzieki ich zastosowaniu juz te efekty uzyskali)

Swego czasu analogicznie sprawy mialy sie z alchemikami próbujacymi zamienic
olów w zloto.
Wtedy tez nie twierdzilbym, ze nie da sie zamienic olowiu w zloto.
Ale takze postawilbym dolary przeciwko orzechom, ze nie da sie zamienic olowiu w
zloto metodami, które alchemicy proponowali (spora czesc alchemików twierdzila,
ze dzieki ich zastosowaniu juz udalo im sie niewielkie ilosci olowiu zamienic w
zloto).

To sa wynalazki XXI wieku:

- sterowanie grawitacja i zmiennosc masy obiektu (majac przy okazji w
glebokim powazaniu dynamike Newtonowska i relatywistyczna, bo tak trzeba)



Twoje twierdzenie, ze nie mozna "sterowac grawitacja" i zmieniac masy obiektu
bez lamania praw Newtona i Einsteina to tylko wynik twoich urojen.
Wlasnie przestawilem puszke z piwem z jednej strony stolu na druga tym samym
zmniejszajac grawitacje w miejsu gdzie puszka stala wczesniej, a zwiekszajac ja
w miejscu gdzie stoi ona teraz.

- opracowanie nowych urzadzen do pozyskiwania energii (free-energy, czy
perpetuum mobile)

- wysokowydajne i sprawne silniki na wode,



To paranaukowcy ciagle nie wynalezli silnika parowego? ;-)

alkohol, wydajne silniki elektryczne na energie sloneczna



A jak "wysokowydajnie"? < 100% czy 100%?

- zderzaki Lagiewki i pochodne, przy czym nie nalezy zwracac uwagi na
idiotyzm scepow, ktorzy ciagle pytaja "czy zderzak lamie, czy nie lamie
zasad Newtona" - jakby im sie plyta zacinala



Z ostanich oswiadczen na stronie internetowej juz wiadomo, ze nie lamie - czyli
nie zmniejsza sil bezwladnosci ponizej granicy ustalonej przez prawa Newtona.
A w takim razie najlepszym zrobieniem z niego uzytku bedzi wykorzystanie go do
tluczenia orzechów (dzieki temu parany beda mogly mówic "Zderzak Lagiewki
dziala!" <bo bardzo skutecznie tlucze orzechy)

PS: Jak Cie znam napiszesz taraz cos w stylu:
"scepy twierdza, ze nie da sie sterowac grawitacja
"scepy twierdza, ze nie da sie zmieniac masy obiektu"
"scepy twierdza, ze nie da sie zredukowac bezwladnosci"
Ale pamietaj, ze ja zazadam wtedy podania linka na post, w którym pada takie
stwierdzenie i znów wyjdziesz na goscia opierajacego swoje poglady na
urojeniach.


  Technologia z roku 3000

Naprawde trudno zgodzic sie z opinia, ze przez ostatni tysiac lat skok
technologiczny wcale nie byl taki olbrzymi. Chociaz nie ma jednoznacznego
sposobu pomiaru 'stanu technologicznego' ludzkosci to mozna chyba jednak
zaryzykowac twierdzenie, ze ta opinia jest po prostu falszywa.
Dosc powszechnie przyjelo sie uwazac, iz rozwoj nauki i techniki
w samym tylko XX w. mial charakter wrecz eksplozyjny.



OK, rzeczywiscie nie ma tu jakiejs jednoznacznej miary. To co sie stalo w XX
wieku nie wynikalo z liniowego rozwoju, tylko z dwoch przelomow
(elektromagnetycznego i kwantowego). Pytaniem jest czy widzimy wokol siebie
cos co pozwala antycypowac jeszcze jakis przelom tej klasy. Jest faktem, ze
w przypadku mechaniki kwantowej rowniez bezposrednio takich zjawisk nie
obserwowalismy. Ten przelom narodzil sie chyba "z teorii". Mam jednak
wrazenie, ze maszyna parowa bylaby dla ludzi z wieku X calkowicie
zrozumiala, a to przeciez niewiele mniej niz tysiac lat rozwoju technologii.
Raczej spodziewalbym sie klopotow z zastosowaniem takiej przyszlej
technologii, bo jak wiele juz osob slusznie zauwazylo, wymaga to adekwatnego
rozwoju innych technologii. Ale co do zrozumienia istoty dzialania pozostaje
jednak optymista.

To wydaje sie byc rzeczywiscie mocny argument.
Uwiezienie kwarkow w hadronach wyznacza w pewnym
sensie granice w jakich mozna badac materie.



Dodatkowo my jako istoty zywe oddzialujemy ze swiatem zewnetrznym w zasadzie
wylacznie elektromagnetycznie. Wiec jakakolwiek technologia, ktorej
mielibysmy uzywac tez musi w jakis sposob byc z tego rodzaju zjawiskami
powiazana, chociazby aby moc doswiadczac skutkow jej dzialania. Byc moze
technologia zwiazania z podrozami kosmicznymi moglaby byc inna.

Ale z drugiej strony naprawde nie sposob nawet sobie wyobrazic EWENTUALNE
przyszle 'PRZELOMOWE' odkrycia w fizyce.
Przykladem moze byc mechanika kwantowa, ktora wlasciwie fizyke zmienila
calkowicie.



Zgoda. Jesli bedzie 'przelom' nia ma w ogole co probowac sobie tego
wyobrazac. Bo moze to byc cos, co nam w ogole obecnie nie przychodzi do
glowy. Staram sie tylko intuicyjnie oszacowac szanse na zaistnienie takiego
przelomu (brak obserwowalnych zjawisk calkowicie dla nas niezrozumialych, co
zdecydowanie mialo miejsce tysiac lat temu). Jesli 'przelomu' mialoby nie
byc, to w ogole nie widze problemu. Jesli by byl, to juz nie wiadomo, ale
tez jakos nie mam calkowitego poczucia bezradnosci, bo skoro ludzie
rozwineli(by) technologie wykorzystujac ten przelom, to nam byloby latwiej
majac 'na tacy' gotowy egzemplarz (w sensie jakichs wskazowek do poszukiwan
teoretycznych) a wiec pewnie osiagnelibysmy to samo istotnie szybciej w
stosunku do tworcow tego artefaktu.

Jednak pytania, jak bedzie wygladac nauka i technika za 1000 lat
- bo pytanie o rozpoznawalnosc artefaktow z 3000 roku wlasciwie jest
wlasnie takim pytaniem - sa chyba jednak (wybacz) troche jalowe.
Na dobra sprawe moznaby sobie troche pogdybac o tym co bedzie za 10, 20,
50 lat,
ale raczej na zasadzie intelektualnej rozrywki bez pretensji do
jakichkolwiek
konkluzywnych wnioskow.



No tak, jasne. To tylko taka zabawa, ale fajna :). Dyskutuje o tym, bo sie
dziwie, ze przytlaczajaca wiekszosc widzi to zagadnienie inaczej niz ja.
Skok wynikajacy z odkrycia dwoch podstawowych teorii ekstrapoluja na dalszy
ciag rozwoju naszej cywilizacji. Zwroc uwage czy jest jakas bariera
niemozliwa do zrozumienia miedzy wspolczesnymi urzadzeniami a tymi, ktore
powstaly w poczatku ery kwantowej ? :))

pozdrawiam, Marek


  Technologia z roku 3000

...
OK, rzeczywiscie nie ma tu jakiejs jednoznacznej miary. To co sie stalo w XX
wieku nie wynikalo z liniowego rozwoju, tylko z dwoch przelomow
(elektromagnetycznego i kwantowego). Pytaniem jest czy widzimy wokol siebie



Tak naprawde to trudno mowic o 'przelomie elektromagnetycznym'.
Fakty dotyczace zjawisk elektrycznych i magentycznych zbierali uczeni
pracowicie i skrupulatnie praktycznie przez caly XIX w. No i "miescily
sie one w paradygmacie fizyki klasycznej".
Z mechanika kwantowa bylo juz zupelnie inaczej.

cos co pozwala antycypowac jeszcze jakis przelom tej klasy. Jest faktem, ze
w przypadku mechaniki kwantowej rowniez bezposrednio takich zjawisk nie



Nie moge sie zgodzic. Bylo wrecz przeciwnie. Obserwowano zjawiska, ktore
staly sie punktem wyjscia do stworzenia fizyki kwantowej:
1. widmo promieniowania 'ciala doskonale czarnego' - Planck - koncepcja
   kwantu energii,
2. widma atomowe - Bohr - starsza teoria kwantow (model planetarny atomu
wodoru).

obserwowalismy. Ten przelom narodzil sie chyba "z teorii". Mam jednak



Raczej z doswiadczen i prob wyjasnienia otrzymywanych w nich wynikow. j.w.

wrazenie, ze maszyna parowa bylaby dla ludzi z wieku X calkowicie
zrozumiala, a to przeciez niewiele mniej niz tysiac lat rozwoju technologii.



Ja tez mam takie wrazenie. Maszyny parowe znane byly juz w starozytnym Egipcie.
Poza tym kotly, rury, zbiorniki z wrzaca woda to wszytko jest takie
namacalne, takie codzienne, zeby nie powiedziec zwyczajne, ze ludzie w VIII (?)
w. p.n.e., w X w., czy obecnie widza te zjawiska podobnie.

...

Dodatkowo my jako istoty zywe oddzialujemy ze swiatem zewnetrznym w zasadzie
wylacznie elektromagnetycznie. ...



No i grawitacyjnie.
Ale co to za oddzialywanie ... :-)
Takie jednostronne. :-(

... Wiec jakakolwiek technologia, ktorej
mielibysmy uzywac tez musi w jakis sposob byc z tego rodzaju zjawiskami
powiazana, chociazby aby moc doswiadczac skutkow jej dzialania. Byc moze
technologia zwiazania z podrozami kosmicznymi moglaby byc inna.

| Ale z drugiej strony naprawde nie sposob nawet sobie wyobrazic EWENTUALNE
| przyszle 'PRZELOMOWE' odkrycia w fizyce.
| Przykladem moze byc mechanika kwantowa, ktora wlasciwie fizyke zmienila
| calkowicie.

Zgoda. Jesli bedzie 'przelom' nia ma w ogole co probowac sobie tego
wyobrazac. Bo moze to byc cos, co nam w ogole obecnie nie przychodzi do
glowy. Staram sie tylko intuicyjnie oszacowac szanse na zaistnienie takiego
przelomu (brak obserwowalnych zjawisk calkowicie dla nas niezrozumialych, co
zdecydowanie mialo miejsce tysiac lat temu). ...



Jest cos, taki maly problem, ktory moze byc zwiastunem burzy i naporu :-)
- kwantowa grawitacja.

... Jesli 'przelomu' mialoby nie
byc, to w ogole nie widze problemu. Jesli by byl, to juz nie wiadomo, ale
tez jakos nie mam calkowitego poczucia bezradnosci, bo skoro ludzie
rozwineli(by) technologie wykorzystujac ten przelom, to nam byloby latwiej
majac 'na tacy' gotowy egzemplarz (w sensie jakichs wskazowek do poszukiwan
teoretycznych) a wiec pewnie osiagnelibysmy to samo istotnie szybciej w
stosunku do tworcow tego artefaktu.



Nalezy przypuszcza, ze tak.

...

... Zwroc uwage czy jest jakas bariera
niemozliwa do zrozumienia miedzy wspolczesnymi urzadzeniami a tymi, ktore
powstaly w poczatku ery kwantowej ? :))



Patrzac wstecz nie ma - ale pewnie nie o to ci chodzi.
W druga strone raczej jest.
Jesli wyobrazic sobie kogos, kogo wiedza konczy sie na fizyce klasycznej
z konca XIX w., czyli nie zna on i nie rozumie mechaniki kwantowej to
oczywiscie, taka bariera jest swiat kwantow. Z ta bariera zetnalby sie on
probujac zrozumiec jak lub dlaczego dziala np. laser lub nadprzewodnik.
Jednak, bylo nie bylo, stworzenie fizyki kwantowej stanowilo przelom.
Mozna tu mowic o prawdziwej barierze wiedzy i barierze pojeciowej.

Olix

pozdrawiam, Marek



--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl


  Mieville, China - Dworzec Perdido
edit: zapomniałem dodać że to obiecana recenzja, sam bym pewnie nie wpadł na pomysł jej pisania. więc nie wińcie mnie.

China Mieville - Dworzec Perdido

Zacznę może od tego, że od kogoś kiedyś gdzieś zasłyszałem imię nazwisko. Do dziś nie wiem od kogo. Ten sam ktoś sprzedał mi informację, że super hiper i w ogóle. Byłem więc nastawiony.

Jako umysł ścisły (albo raczej półścisły) zawsze miałem problemy przy zgłębianiu wątków natury filozoficznej czy nawet zrozumieniu co pokrętniejszych wywodów w których tak lubują się co "ambitniejsi " autorzy. Z tego też powodu sam początek książki wprowadził mnie w lekkie rozdrażnienie. Nie zraziło mnie to, na szczęście, na tyle, żebym zaprzestał czytania. Mówię na szczęście, gdyż "Dworzec Perdido" jest dość solidną pozycją. Nie powiem żeby był oszałamiający ale na pewno czyta się z przyjemnością.

Z tego co wiem twórczość Mieville'a zalicza się, czy też on sam ją tak określa, do tak zwanego "weird fiction". Dosłowne polskie tłumaczenie "dziwna fikcja" pasuje tu jak ulał. Świat wykreowany przez Mievilla jest naprawdę dziwny. Pomieszanie magii, nauki, pseudonauki i magii, ludzi, półludzi, półmaszyn i półniewiadomoczego. Nie mający nic wspólnego ze szczęśliwym elfowo-krasnoludzkim cliche. Czytając miałem wrażenie ze autor ma całą tą koncepcję świata dobrze przemyślaną, poczynając od geografii poprzez religię i historię aż po nauki ścisłe. Niestety ma to też złe strony. Przynajmniej dla mnie. W kilku miejscach pan Mieville próbuje wyjaśnić zasady działania wspierając się nauką i korzystając z określeń i urządzeń, które znamy i których używamy na codzień. Niestety gryzie się to z obrazem świata, który wcześniej nam przedstawił (maszyna kryzysowa, mózgi parowe - po szczegóły i dyskusję zapraszam na priva, nie chcę psuć czytania innym )

Druga rzecz którą niestety muszę zaliczyć na minus dla autora to nierówny styl pisania i nie "pozamykane" wątki. Do tego książka wydaje się troszkę rozdmuchana powtarzającymi się lub zbędnymi opisami (tu różnię się trochę od poprzednich recenzentów).

Sama fabuła jest ciekawa i w połączeniu z barwnym i skomplikowanym światem Las-Bas gwarantuje nam dużo dobrej zabawy. Dużym atutem książki i Mievilla jest według mnie to, że nie unika konsekwencji czynów swoich bohaterów i nie kreuje ich na światłe, czyste istoty. Są to po prostu ludzie (i nie tylko), którzy znaleźli się w ciężkiej sytuacji i próbują z niej wybrnąć każdym możliwym sposobem. Powaga sytuacji potęguje tylko ich desperację w wyniku czego dopuszczają się haniebnych czynów o które czytelnik by ich nie podejrzewał. Takim małym dodatkowym smaczkiem (pewnie tylko dla takich starych perwertów jak ja) jest to, że Mielville nie unika krwawych i mięsnych opisów, które przyznam szczerze mogą zepsuć obiadek.

Jeśli chodzi o obraz społeczeństwa świata Las-Bas w moim przekonaniu trafne będzie porównanie Mievilla z Sapkowskim (myślę że mogę sobie na to pozwolić). Może z tą różnicą, że u Sapka mamy (w uproszczeniu) ludzi kontra nieludzi, podczas gdy u Mievilla definicja tego co jest człowiekiem jest troszkę rozmyta, bo czyż człowiekiem jest khepri, człowiek-kaktus którzy tak naprawdę się nie urodzili jako ludzie per se, czy też człowiekiem jest przetworzony który urodził się człowiekiem a potem został ukarany za swoje czyny zmianą w "coś"? Jak u Sapka, mamy getta, bogatsze biedniejsze dzielnice oraz zupełnie inne podejście do świata wśród obywateli innych ras.

Generalnie książka jest jak najbardziej godna przeczytania, w moim przypadku trwało to aż trzy dni, co w przeliczeniu na hipersubiektywą 10 punktową skalę da jakieś 7,245 punkta.

Po przeczytaniu, regulaminu recenzowania muszę zrewidować punktację
do

4.347/6

czyli lepiej niż dobra ale nie aż tak zachwycająca.
Chciałem również przeprosić za brak ładu i składu tej recenzji ale mój sposób pisania bardziej przypomina chaotyczne sudoku niż uporządkowane przenoszenie myśli na papier. Z pewnością napisałem coś o czym nie chciałem pisać i równie dobrze mogłem zapomnieć o czymś oczywistym i rzucającym się w oczy, co wywnioskowałby nawet pierwszoklasista (nie urażając pierwszoklasistów). A teraz przestanę już pisać bo wyjdzie mi jeszcze kilka stron....

  [MOC] Przyspieszacz cząstek


Król poszukiwał tańszego i szybszego środka transportu dla swoich wojaków....
Maszyny parowe były niewiele szybsze od koni i pobierały strasznie dużo paliwa....
Problem rozwiązał się przypadkiem, podczas prac w kopalni odkryto nieznane minerały:

Alchemicy poddali tajemnicze substancje badaniom. Odkryto, że można otrzymać z nich trzy substancje: jedna powoduje przyspieszenie materii, druga częściowy rozpad a trzecia spowolnienie.

Korzystając z tych substancji zbudowano przyspieszacz cząstek:

Zasada działania jest prosta: w przeźroczystych rurkach jest substancja rozpadu cząstek.
W beczce po deszczówce następuje przyspieszenie cząstek.
Materia ulega przyspieszeniu i trafia do stacji odbiorczej, u której w beczce następuje spowolnienie.
Transport może się odbywać seryjnie, lecz wejście powyżej pięciu ludzi naraz może mieć opłakane skutki.


PUBLICZNA GALERIA

  Opowiadanie Forumowe
Hmm parowe cudeńka. Wiec pofolgujmy trochę sfałdowany móżdżek i wylustrujmy jakąś zacną odpowiedź. (proszę, nie czytajcie i nie próbujcie zrozumieć powyższego bełkotu xD )

Kalayit, powiedzmy, że moja wizja świata wygląda tak:

Mamy krainę, ładną, cudną, zgrabną, od wieków zasiedloną przez, co tam sobie wymarzycie. Ludzie, elfy krasnoludy, demony, smoki i każde inne z tych zmyślnych stworzeń, które ominąłem.
Mamy magię, znaną dobrze i lubianą .. jakieś rodzaje magii: biała, czarna, demoniczna, czasowa, niebieska, zasady działania magii możemy przyjąć dowolne.. te z D&D, albo te z Final Fantasy, albo nawet te z Lotra tudzież o zgrozo z Parrego Hottera . Mnie to wsio rybka. Magia to magia na mój skromny rozum.
Mamy broń białą… magiczną/zwykłą. Miecze, sztylety - oczywiście w granicach rozsądku. Siedmiometrowy miecz, rozkładający się na osiem innych mieczy, który przywołuje wielkiego BogaNiewiadomoCzego odpada na wstępie.
Mamy broń strzelniczą pod postacią łuków, kusz… oczywiście nie musimy się trzymać sztywnych ram konstrukcji tych broni. Uwielbiam kusze dwu-strzałową, z podajnikiem zamontowanym niczym w karabinie xD Taka broń rządzi.

Ale w tym momencie pojawia się pewna myśl technologiczna. Otóż, jest sobie na świecie paru znośniejszych mistyków, którzy zamiast magią zajmują się techniką. Tak to ci, którzy wymyślili tą kusze z podajnikiem na strzały. Odkryli jakiś czas temu, że woda, podczas gotowania wcale nie jest zjadana przez chochliki płomienne, tylko zmienia się w powietrze. Zrozumieli, że krople rosy, to właśnie taka woda, która uciekła z kotła. Wcześniej myśleli, że to łzy pradawnego smoka, który płacze z tego powodu, iż zabito większość jego braci. Mniejsza z legendami
Rozumiejąc pewne zasady, zaczęli tez powoli dochodzić jak można by je wykorzystać w codziennym życiu. Gotowana woda, ucieknie w powietrze, którego potem będzie za duzo. Jeśli będzie się to odbywało w zamkniętym pomieszczeniu… To zrobi się tam nagle za ciasno. Wystarczy otworzyć mały koreczek i powietrze ucieknie z taką, siła jakby to była nawałnica na Morzu Zapomnianym.
Jednym z pierwszych sposobów wykorzystania były statki, na których montowano, wielki kocioł w morską wodą, który potem ogrzewano. Potem wystarczyło otworzyć zaworek i już w bezwietrzny dzień, można było płynąc dalej.
żyjemy jednak w świecie magii… w świecie magicznych przedmiotów. W świecie kryształów i tajemniczych drzewców. Niektóre przedmioty miały taka właściwość, że raz podgrzane nigdy nie wypuszczały ciepła. Inne wytwarzały ciepło same z siebie. Jeszcze inne były prawi, że nie zniszczalne, jednak temperaturę przewodziły bez problemu.
Oto i konstrukcja jednego ze zmyślniejszych „inżynierów” wykorzystująca technikę i magie.

Bierzemy kusze (ta z podajnikiem najlepiej xD). Wymontowujemy cięciwę, poszerzamy łuczysko aby ustabilizować broń, przy strzelaniu. Następnie montujemy na końcu (bliżej nas) maszynę parową. I gotowe, mamy szybkostrzelną kuszę bez potrzeby naciągania cięciwa. Ha!
A teraz mechanizm parowy. Bierzemy trzy materiały. Kryształ, który jest niezniszczalny ale przepuszcza ciepło – wydobyty z jakiegoś cholera wie, jakiego zakamarka świata (Tudzięz ukradziony cholera wie, jakiemu magowi, który miał z tego zrobić niewiadomo jaką super ekstra broń). Montujemy, następnie dookoła niego jakiś materiał, który utrzymuje stałą temperaturę… i to bardzo, bardzo wysoką. To wszystko owijamy materiałem, który już nie przepuszcza żadnej temperatury. Teraz tylko spust który działa trochę jak zapadka. I Gotowe. Naciskając spust na chwile otwieramy maszynę. W środku panowało ogromne ciśnienie, więc para wodna wylatuje ze świstem i WSZUUUU .. strzała leci z oszałamiająca prędkością. Mechanizm natychmiast zamyka otwór i czeka na kolejny strzał…

Wiem. Ta broń ma wiele braków i do tego jest toporna, bo nie jest tak dokładnie przemyślana, to tylko przykład konkretny z zastosowaniem już pewnych rozwiązań technologicznych.

Co do samego zastosowania pary do innych elementów, które nie koniecznie musza mieć konstrukcje poprawna, ale żeby choć trochę sensowną. To (pamiętając, że za pomocą magicznych przedmiotów można by dokonać miniaturyzacji silników parowych):
- pojazdy latające.
- lokomotywy
- proste samochody (wiadomo, koń zastąpiony jakąś machina parową)
- maszyny kopalniane
- maszyny oblężnicze
- inne rodzaje dziwnej ręcznej broni.
- czołgi (czemu nie? .. z bronią oparta na parze, wielkie ogromne opancerzone pojazdy sprawowały by się świetnie – należy sobie wyobrazić takie czołgi z pierwszej wojny światowej )
- roboty? (??????)
- zastępowanie elementów ciała parowo hydraulicznymi mechanizmami.
- itd., itp. .. lista jest długa i takie tam.

Sądzę, że usatysfakcjonowałem Twoją ciekawość Kalayit. Jak nie, zawsze możesz zbojkotować mój pomysł

  Landisberch Nova
cd. historya Landsberga wand_allskim okiem...

Zainaugurował go sam król pruski, który wraz z małżonką, 28 października 1806 r., przemknął przez miasto. Para królewska odmówiła mieszkańcom Landsberga przyjęcia zaproszenia na śniadanie. Straszny afront, bo spokojnie zdążyliby zjeść. Co najwyżej zostawiliby po sobie nie pozmywane. Jednak król akurat narobił w portki, a królowa miała migrenę i żołądek pod gardłem. Właśnie spieprzali z Berlina do Prus Wschodnich. Goniła ich uzbrojona grupa łobuzów znad Sekwany prowadzona przez jakiegoś kurdupla, który wciąż trzymał rękę pod połą surduta. Trochę poniosły ich nerwy, bo wkurzone żabojady przybiegły za nimi dopiero 1 listopada. A potem dobiegało więcej i więcej żabojadów. Aż zajęły miasto i opanowały okoliczne łąki. 26 listopada Landsberg nawiedził Napoleon Bonaparte. Wkroczył na most na Warcie i udał się w kierunku Meseritz (obecnie Międzyrzecz). Niestety, żadne odciski jego stóp nie zachowały się do naszych czasów. Mógł chociaż wydrapać na moście: „tu byłem N.B.”. Jedynym śladem pobytu Małego Cesarza w Landsbergu jest to, że niemal każda cukiernia ma w asortymencie napoleonki.

Sześć lat później w 1812 Francuzi zdecydowali się pojechać na wycieczkę na wschód, by na własne oczy zobaczyć jak wyglądają podmoskiewskie wieczory, o których tyle słyszeli. Wrócili do nas jeszcze w tym samym roku, mocno poturbowani. Zaraz za nimi, na początku 1813 r. pojawili się w Landsbergu Rosjanie. Zostali życzliwie przyjęci przez mieszkańców. Chyba w myśl zasady, że wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. Można przypuszczać, że wcześniejszy pobyt amatorów żabich udek był dla mieszkańców miasta dość męczący. Plaga francuska była z rodzaju egipskich – kosztowna i upierdliwa. Po nich pobyt Rosjan wydawał się niemal sielanką.

Potem znowu było trochę spokoju. Żeby nie zapomnieć jak to jest, gdy coś się pali i demoluje, mieszkańcy sami narobili w 1847 w mieście trochę zamieszania. Nieco poturbowali handlarzy żywnością i producentów spirytusu. Nabzdryngolony tłum szturmował wozy z ziemniakami i spichlerze, a władze miasta wezwały wojsko, które szybko pokazało demonstrantom gdzie ich miejsce. Na szczęście na początku wieku zbudowano Krajowy Dom Ubogich przeznaczony dla włóczęgów, ubogich i obłąkanych. Znajdowało się w nim także więzienie. Cały margines i wichrzycieli zebrano pod jednym dachem i dlatego łatwo było ich upilnować. Ponieważ w 1847 oddano do użytku nowoczesny szpital miejski ofiary zajść także otrzymały niezbędną pomoc medyczną.

Niebawem zaczął się duży boom budowlany. Budowano fabryki i fabryczki, domy i domki. Fryderyk drugi chciał mieć bomby i granaty. Dużo bomb i granatów. I jeszcze karabiny i armaty. Dużo karabinów i dużo armat. Zatem w mieście rozwinął się przemysł metalowy, maszynowy i zbrojeniowy. Istotny był też mający długą tradycję przemysł tekstylno-włókienniczy. Oraz inne pomniejsze branże. Produktem ubocznym przemysłu było dużo żużla, który wykorzystano do budowy sieci dróg na terenie powiatu. Potrzebne były ręce do pracy. Dużo rąk. Miasto szybko rosło przez import ludności i aktywne działania rdzennych mieszkańców. Zarówno turystyka zarobkowa jak i gimnastyka prokreacyjna cieszyły się dużą popularnością, co znajduje odbicie w danych demograficznych. W 1801 Landsberg miał 6155 mieszkańców, a w 1861 już 16815. Potrzeba było zatem jeszcze więcej fabryk i fabryczek, jeszcze więcej domów i domków. Rewolucja przemysłowa tak działała. Na zasadzie sprzężenia zwrotnego. W 1900 roku Landsbergu mieszkało 33598 osób – ponad pięć razy więcej niż na początku wieku. Maszyna parowa to fajna rzecz.



XIX-wieczny herb Landsberga w pełnej krasie.

cdn.

  Prawdziwość świata Tolkiena
Myślę, tak jak Bard_Jasisz, że to właśnie magia nieco hamowała rozwój technologii.


Tu ja się zapytam - jaka magia? Przecież normalny człowiek nawet nie słyszał o jej istnieniu, nie wspominając o odczuciu na własnej skórze jej działania.
Rozwój technologiczny zależy nie tylko od inteligencji, ale również od zapotrzebowania na dany wynalazek. Czy wiecie np, że na naszym świecie pierwsza maszyna parowa istniała już ok 2000 lat temu? A zasady elektryczności statycznej, znane były jeszcze dawnej. Te wynalazki przepadły, ponieważ nie były potrzebne.


A medycyna? Przecież to jest zawsze potrzebne. A co mamy w ÂŚródziemiu? Ledwie parę ziółek...
Zauważcie, że rozwój technologiczny zwiększył się dopiero w momencie, kiedy zaczęto likwidować niewolnictwo, itp. Po prostu w dawnych czasach nie opłacało się wymyślać maszyn, skoro było wystarczająco dużo rąk do pracy, a na dodatek wychodziło to taniej.


Chciałbym zauważyć, że wśród ludzi ÂŚródziemia nie było niewolnictwa.
Ja nie nazwałbym Ardy światem idealnym, ale wyidealizowanym, jak w każdej legendzie. Co do wynalazków - wiele z nich przepadło z czasem (np Lampy Feanoryjskie), możliwe że istniały jakieś, ale po prostu Tolkien nie opisał ich.


Silmarillion można przyjąć za wyidealizowane mity, ale WP tak bym nie oceniał. Tolkien wchodził w zbyt wiele szczegółów. A Latarni raczej nie nazwałbym typowym wynalazkiem

Co do samego tematu; dla mnie świat Tolkiena jest światem tak bardzo spójnym, jak bardzo spójnym może być literacki świat fantasy. A zawsze znajdą się tacy, którzy będą się "czepiać" najdrobniejszych szczegółów.


A więc ja też wypowiem się co do samego tematu: wydaje mi się, że pytaniem nie było czy świat jest spójny, ale czy jest rzeczywisty, mógłby istnieć. A więc: nie. I na tym polega jego wspaniałość.
Ale poniekąd spójność tego świata może się rownać jego realności. Dla mnie mógłby istnieć. Dla mnie był wręcz rzeczywisty, tyle ze miniony. W sumie... czemu nie?

Ależ ja się nie czepiam, autor tego felietonu pewnie też nie czepianie się miał na myśli. Choćby niewiadomo co powiedziano jeszcze o WP, na tyle mi się ta książka podoba, że przeczytam ją jeszcze wiele razy. Poprostu jest to ciekawy temat do dyskusji, warto poznać różne spojrzenia na tak wspaniałe dzieło.

Wracając do tematu, ja uważam, że taki świat nie mógłby istnieć, poprostu ludzie tam przedstawieni są za mało ludzcy. Kolejnym na to dowodem jest religia. Czy na którymkolwiek etapie rozwoju ludzkość nie odczuwała potrzeby wiary w jakąś wyższą istotę? Chyba tylko na etapie biegania z kością w ręce (a i to nie jest takie pewne). A co mamy w ÂŚródziemiu? ÂŚwiat został stworzony w pieśni Iluvatara, i tyle. Wszyscy o tym wiedzą, a raczej wiedzieli, bo już zapomnieli. Valarów nikt od pokoleń nie widział, elfy, które jeszcze pamiętają te czasy wcale się tym nie chwalą, tylko ukrywają się po swoich miastach. Ludzie też jakoś nie wytworzyli własnej religii. Gdzie świątynie? Gdzie dociekania dotyczące istnienia bogów? Mało tego. Tam nawet nie traktuje się ich jak bogów!

  Gadżety
Sprawa 3. Motory, czy poziom tech pozwala na ich stworzenie ?



EDIT - nie widziałem postu Garnka, ale trudno sie mówi Poza tym w zasadzie wszystko poniżej zgadza się z tym co mówi...

Może tak:

Rowery są raczej niestabilne, jeżeli nie wie się, że należy się na nich poruszać, aby się nie przewróciły. Tak się składa, że wynalazca roweru nie miał o tym pojęcia, a jednocześnie był magiem (od czarostwa). Dla niego jedynym rozwiązaniem była więc stabilizacja roweru przez dwa żywiołaki powietrza utrzymujące go w pionie. Ponieważ nie każdy posiada umiejętność utrzymania ich w ryzach rowery stały się domeną magów - jeżeli ktoś poruszał się na pojeździe dwukołowym to musiał naturalnie być magiem. O dziwo rowery wyglądały prawie tak jak nasze i jak najbardziej byłyby w stanie jechać same, ale nikt nie miał o tym pojęcia i nawet nie próbował - w końcu lepiej nie narażać się magom.
Nastały czasy Nowej Magii i silnika parowego. Gdy już od dawna działał on skutecznie w paromobilach ktoś pomyślał o zmniejszeniu go i wstawieniu do roweru - w końcu po co magowie mają machać pedałami, jeżeli kolejny żywiołak może to czynić za nich. Do dwukołowego pojazdu dodano więc niewielki (ale i tak spory) silnik parowy i odpowiednie dla niego ujścia pary, przewody paliwowe itp. Niestety okazało się to zbyt ciężkie dla dwóch żywiołaków i musiano zwiększyć ich ilość do 4 a w niektórych przypadkach nawet 6. Niewielu magów było w stanie opanować tyle tych stworzeń, wymyślono więc sposób zastępczy - żywiołaki zamknięto w specjalnych cylindrach zaopatrzonych w dysze pionowe i poziome (połączone z ujściem pary). Tym sposobem powstała dość masywna, stalowa konstrukcja (Harley Davidson ), umożliwiająca poruszanie się każdemu, nie tylko magowi.
I w tym momencie do konstruktorów przyszła wojna. Początkowo o motorach zapomniano - były jak na razie tylko ciekawostką - ale potem ktoś wpadł na mądry pomysł używania ich do przekazywania wiadomości wzdłuż okopów (ktoś już o tym pisał w tym wątku), gdzie nie jest wymagana szybkość ale wysoka zwrotność i raczej nieduży rozmiar. Prototyp motoru spełniał te wymagania i wkrótce został zaadoptowany do służby wojskowej. Z czasem pojawiły się także szybsze wersje powierzchniowe, a pewien pułkownik rozważał nawet użycie tej wysoce manewrowej maszyny do szturmów na behemoty.
Jednak wojna skończyła się, a o motorach ponownie zapomniano (czy też raczej schowano do magazynów). Do czasu aż pewien młody wynalazca znalazł porzuconą i półsprawną maszynę na dawnym polu bitwy, odbudował i ulepszył ją, pokazał przyjaciołom zachęcając ich do budowy własnych, a pewnego dnia wyjechał na ulice Orseaux wzbudzając sensację. Obecnie istnieje około 300 sprawnych cywilnych motocykli w samej tylko Akwitanii i kolejne 100 w reszcie Wanadii, kilka firm rozważa seryjną produkcję tych machin, a w niedługim czasie odbędą się pierwsze wyścigi pojazdów dwukołowych (coś dla LC)

  czego brakuje w Rybniku?
Brakuje zabytku UNESCO!!!
Przeczytałem ten artykuł i swoim własnym oczom nie wierzę. Jeśli to nie jakaś kaczka dziennikarska to artykuł ten kompromituje nasz Urząd Miejski, a szczególnie wiceprezydenta Cyrana. Osobiście też czasami się obawiam, że władze naszego miasta nie potrafią w pełni korzystać ani z rankingów w jakich Rybnik bryluje ani z ciekawostek przyrodnicznych i zabytków jakie nasze miasto posiada. Przeczytajcie bo naprawdę warto. Co wy na to?:

Uratujcie ten zabytek!
Cudo, perełka, unikat, rzecz niebywała - tak o zabytkowej kopalni Ignacy mówią fachowcy z Polski i zza granicy. Chcą wpisać obiekt na listę światowego dziedzictwa Unesco i oferują wszelką możliwą pomoc. Problem w tym, że... miasto nie jest sprawą zainteresowane.
Serce mnie boli, gdy patrzę, co się teraz dzieje z kopalnią. Przez 15 lat pracowałem tu jako przodowy brygady remontowej szybu Głowacki. Teraz też zaglądam tu często i widzę, jak się wszystko sypie. Myślę, że wpisanie na listę Unesco to szansa na uratowanie tego zabytku - mówi Jerzy Herman, mieszkaniec Niewiadomia.
Szansa na wpis
- Od wielu lat zajmuję się zabytkami techniki, znam kopalnię Ignacy. Uważam, że to niezwykłe miejsce. Dlatego gdy na przełomie lipca i sierpnia w Krakowie spotkała się międzynarodowa grupa profesorów z Polski, Irlandii, Niemiec i Wielkiej Brytanii, postanowiłem pokazać im ten zabytek - wyjaśnia nam dr Piotr Gerber z Politechniki Wrocławskiej. Profesorowie spotkali się co prawda w Polsce, by pracować nad naukowym projektem unijnym, ale chętnie pojechali do Rybnika.
To, co zobaczyli, zmobilizowało ich do działania. Poprosili o spotkanie z władzami miasta, by porozmawiać o możliwości wpisania kopalni Ignacy na listę Unesco.
Wiceprezydent nie pamięta?
- Prezydent nie miał dla nas czasu, spotkaliśmy się z wiceprezydentem Józefem Cyranem. Przekazaliśmy nasze stanowisko, zaoferowaliśmy wszelką możliwą pomoc. Wiceprezydent wysłuchał nas, podziękował za zainteresowanie i tyle... Dał do zrozumienia, że władze miasta dobrze wiedzą, co mają robić, a los kopalni jest już w zasadzie przesądzony - mówi z żalem w głosie dr Gerber.
Przekonuje, że choć droga do wpisania obiektu na listę nie jest prosta, warto podjąć trud. Wiązałoby się to oczywiście z faktem, że kopalnia musiałaby pozostać czynna, tymczasem w planach jest jej rychłe zasypanie. Ocaleć mają jedynie obiekty na powierzchni i zabytkowe maszyny parowe. Już jednak nie będą działały.
- Martwych maszyn mamy w kraju i na świecie mnóstwo. Chodzi o to, by zachowany został cały unikalny zespół kopalni Ignacy, w tym szyby i działające maszyny parowe. To przecież mogłaby być absolutnie płatna atrakcja turystyczna, jak najbardziej opłacalna z ekonomicznego punktu widzenia! To przecież unikat. Nie wiem gdzie można by znaleźć drugi taki, może gdzieś w Boliwii - mówi dr Gerber.
- Nie znamy pomysłu, aby wpisać kopalnię zabytkową Ignacy na listę światowego dziedzictwa Unesco. Józef Cyran nie spotykał się z nikim w tej sprawie, a tym bardziej z ludźmi z międzynarodowej komisji, gotowymi przeprowadzić procedurę przyjęcia zabytku na listę światowego dziedzictwa Unesco - mówi nam niespodziewanie Krzysztof Jaroch, rzecznik prasowy prezydenta miasta.
Mamy zdjęcia...
Dr Gerber nie kryje zdumienia: - Przecież ja mam nawet zdjęcia z tego spotkania, na których jest pan wiceprezydent - mówi zmieszany. Krzysztof Jaroch po raz kolejny przypomina natomiast, jak droga byłaby dla miasta kopalnia Ignacy, gdyby została przekształcona w zespół zabytkowy. Od lat walczy o to uparcie Stowarzyszenie Zabytkowej Kopalni "Ignacy". Jak do tej pory działaczom udało się i tak sporo osiągnąć, kopalnia wpisana została do rejestru zabytków, co uratowało ją przed zagładą. - Przekształcenie zabytków w zespół kulturalno-oświatowy, nawet przy założeniu starania się o środki z budżetu Unii Europejskiej, wymaga wydatkowania pieniędzy własnych, a tych nie mamy zbyt wiele. W budżecie miasta nie przewiduje się wydatkowania środków na utrzymanie zabytkowej kopalni Ignacy - kwituje Krzysztof Jaroch. Tak więc kopalnia popada w coraz większą ruinę. Wyburzone zostały ostatnio obiekty zdewastowane, grożące zawaleniem. Przy okazji wyburzony został też budynek starej łaźni, bo "nie był zabytkiem". Jedyne, co ma widoki na uratowanie, to wieża ciśnień, która ma być przekształcona w wieżę widokową. Właśnie wyłoniono w przetargu wykonawcę. Artykuł z Dziennika Zachodniego:
- Kopalnia prowadzi likwidację szybu Kościuszko. Po zasypaniu szybu zabezpieczy zabytkowe obiekty tego szybu przed dewastacją i będzie się starała przekazać je miastu. W następnej kolejności likwidowany będzie szyb Głowacki - kończy rozmowę Krzysztof Jaroch.

  [INFO] Płomień Arhbeta
Qrak - mogę grać


Tej, ale Ty nie lubisz Arcanum, sam mi mówiłeś.

Teraz jeszcze kilka dodatkowych słów o sytuacji politycznej Kontynentu. Oczywiste są wrogie zamiary skrajnych państw ale jest jeszcze kilka innych ciekawych zagadnień. Warto jednak wspomnieć o sposobie w jakim jest prowadzona ta „wojna” miedzy Eldronem a Królestwem Krasnoludów. Można dosłownie mówić o wyścigu zbrojeń. Znając prawa jakie rządzą magią i techniką państwa prześcigają się w tworzeniu czarów i artefaktów/maszyn i nowości technicznych, które w końcu okażą się na tyle silne, że przechyli szalę na jedną ze stron prowadząc do degradacji jednej z kultur.

Królestwo Środka stanowi coś na zasadzie pasa wpływów. Tutaj korzysta się zarówno z magii jak i techniki. Niektórzy bogatsi właściciele ziemscy do orki używają ciągników parowych a transportują do odbiorców towar przy pomocy portali. Oczywiście daje to pewne ograniczenia ale to już nie jest tutaj istotne. KŚ stanowi też pewnego rodzaju mediatora między nie darzącymi się sympatią państwami ale również i pośrednika wymiany towarów tych legalnych i nielegalnych. Jest to jedyna droga przerzutowa . Do tego jeśli miałaby wybuchnąć wojna to właśnie na jej terytorium z uwagi na położenie. Dlatego KŚ zależy na utrzymaniu pokoju i równowagi a jego władcy i szpiedzy działają na dwie strony. Krążą plotki, że cała rzesza naukowców i magów pracuje nad stworzenia hybrydy – urządzenia łączącego w sobie aspekty magii i techniki. Gdyby to się udało to skutki są nieprzewidywalne. Takiej możliwości boją się zarówno elfy jak i krasnoludy. Jest to też terytorium wojny wywiadów wszystkich państw. Tutaj najłatwiej zwerbować agenta/podwójnego agenta/potrójnego agenta. Handluje się tutaj wszystkim od rzeczy po informacje i życie innych. Kwitnie tutaj też przemyt, czarny rynek.

Co za tym idzie magiczne artefakty i zmyślne wynalazki transportowane są przez KŚ zarówna w jedną jak i w drugą stronę. Często w ten sposób szpiedzy sprawdzają na terytorium wroga działanie najnowszych osiągnięć i wpływu na przeciwnika.
Oczywiście wewnątrz innych państw (często pod przykrywką dyplomatyczną – a to niespodzianka ) działają wywiady. Tam też dochodzi do wymiany informacji, czasami zabójstw i innych gier szpiegowskich.

Pozostałe państwa to Arenstil (państewko gnomów), dwa królestwa ludzi (Karel i Torek) oraz trzy małe państewka z populacją mniej więcej 40% ludzie, 30% elfy, 20% krasnoludy, 10% gnomów (Rewel, Wares oraz Lokan – od imion władców), które stanowiące kiedyś jedno państwo ale przed śmiercią król podzielił je między synów. Są one raczej neutralne, zdają sobie sprawę, że nie mają większej siły przebicie i starają się zachować obecną równowagę sił.

Co dalej chcecie wiedzieć?

  Ogień grecki
W książce Andrzeja Michałka „Słowianie Południowi” na stronie 239 znalazłem informację, którą nie występuje nigdzie indziej.

„ Mieszankę zapalającą (...) wynaleźli już starożytni grecy. (...) W epoce hellenistycznej inżynier Ktesibios zastosował do jej miotania dwutaktową pompę ciśnieniową zapewniającą podanie substancji równomiernym strumieniem na dość znaczną odległość 25 m. (...) W 671 roku grecki inżynier, mieszkaniec miasta Heliopolis w Syrii, Kallinikos zrewolucjonizował metodę wykorzystania greckiego ognia. Jego substancja po podgrzaniu w metalowej róże-syfonie na skutek spalania zawartej niej saletry wylatywała ognistą strugą na odległość około 75 m! Z pewnością w skutek spalania zawartej w niej saletry o parametrach zbliżonych do prochu czarnego, materiałem palnym była zaś mieszanka ropy naftowej, asfaltu, siarki, soli kamiennej, żywicy i kalafonii.„

W kolejnej swojej książce „Memhmed Zdobywca” na stronie 137 Andrzej Michałek napisał:

„Co ciekawe ostatnio amerykańcy uczeni w wyniku eksperymentów stwierdzili, że ogień grecki musiał mieć taki sam skład chemiczny jak pirożel – substancja zapalająca, używana do napełniania bomb zapalających w czasie drugiej wojny światowej. Co najbardziej zaskakujące – okazało się, że pirożel może samoczynnie po podpaleniu miotać z syfonu ognistą strugę, tak jak ogień grecki, czego Amerykanie nie wiedzieli i zrzucali go konwencjonalnymi metodami za pomocą bomb- pojemników, a także nie używali go w miotaczach ognia. Gdyby o tym wiedziedziano, miotacze ognia z tego okresu, według ich obliczeń byłyby o kilkaset (!) procent sprawniejsze, skuteczniejsze i lżejsze.”



Andrzej Michałek nie ma ostatnio najlepszej opinii, ale dla mnie wszystko co tu jest napisane ma sens. Istniały różne teorie na temat sposobu w jaki miotano ogień grecki.

Jedna z nich głosiła, że na bizantyjskich biremach istniało palenisko w którym ogrzewano kocioł z ogniem greckim i całość działała na zasadzie maszyny parowej.
http://www.youtube.com/watch?v=WA4szM9cYpQ&feature=related
Jednak trudno sobie wyobrazić, żeby Grecy na każdym okręcie mieli palenisko. Takie ustrojstwo w każdej chwili groziłoby wybuchem. Po za tym jak zrobić kocioł ciśnieniowy, ciśnieniowe przewody, zawory itd.
Inni myślą, że na bizantyjczycy używali mechanicznej pompy.
http://www.youtube.com/watch?v=aph-3zEacuw&hl=pl
Tylko ile musiałoby to kosztować?

Wydaje się jednak, że miotacz ognia działający przy wykorzystaniu energii chemicznej jest.
1.O wiele prostszy w budowie. (Zero mechanicznych części)
2.W każdej chwili gotowy do użycia. (Nie trzeba rozpalać paleniska przed bitwą)
3.Tańszy. Wystarczy metalowa rura.
4.Może mieć większy zasięg. Do 75 m.
5.Prostszy w użyciu. Wystarczy jeden człowiek, ekipa obsługująca pompy lub paleniska jest zbędna.
6.Łatwy w masowej produkcji.

Co więcej, tajemnica ognia greckiego polegała nie na sposobie miotania ale na jego składzie chemicznym. Gdyby do jego miotania potrzebna byłaby jakaś pompa to wówczas tajemnicą okryto by budowę pompy a nie skład mieszanki.

Pytanie. Czy Andrzej Michałek miał racje?

  Francuskie okręty spod żagla i pary (1)
Fregaty śrubowe typu Ardente/Imperatrice Eugenie – uzupełnienia.
Nie wiem czy o to Panu chodziło, ale powód zbudowania tych fregat był bardzo prosty – kiedy kładziono ich stępki, wszyscy byli przekonani, że w dającej się przewidzieć przyszłości panowanie na morzu będzie należało do drewnianych okrętów z napędem śrubowo-żaglowym. Początkowo (1851) planowano, aby napęd śrubowy był na nich tylko pomocniczy, miały mieć silniki o mocy 500 koni nominalnych. W 1852 z czwórki zrezygnowano w ogóle, a dwie pozostałe (wtedy jeszcze w planach jako 34-działowe) miały zostać skonstruowane przez Guieysse’a (Impetueuse) i Dupuy de Lome’a (Foudre). W październiku 1852 zdecydowano wybudować jednak wszystkie sześć jako 60-działowe i z mocniejszymi silnikami. Projektantem czwórki (Imperatrice Eugenie, Foudre, Audacieuse, Ardente) został Dupuy de Lome, natomiast Impetueuse i Souveraine skonstruował Allix – były bardzo podobne, ale o nieco pełniejszych liniach i z podnoszonymi śrubami. Dwucylindrowe lub czterocylindrowe (opracowania nie są co do tego zgodne) silniki parowe nie pochodziły od jednego dostawcy i oczywiście nie mogły mieć wszystkie jednakowej mocy w koniach indykowanych. Spotkałem w literaturze dane od 1950 do 2650 koni. Konstrukcyjnie były to maszyny z powrotnymi korbowodami. Wyporność określana też jako 3797 ton (fregaty Dupuy de Lome’a o wymiarach 74,76 x 14,78 x 6,33/6,88 m) i 3773 tony (fregaty Allixa o nieco mniejszych wymiarach, właśnie tych podanych przez Pana).
Ardente miała silnik firmy Schneider (z Le Creusot); ostatecznie rozebrana w 1871 w Breście.
Audacieuse miała silnik firmy Mazeline; ostatecznie rozebrana w 1872 w Cherbourgu.
Foudre miała silnik firmy Schneider (z Le Creusot). Już od lipca 1871 pełniła rolę hulka więziennego, chociaż wycofana rzeczywiście 1.07.1782. Przemianowana na Ulloa dopiero w 1891. Sprzedana na rozbiórkę w 1895.
Imperatrice Eugenie miała silnik firmy Schneider (z Le Creusot).
Impetueuse miała silnik firmy Mazeline.
Souveraine miała silnik firmy Mazeline; już po skreśleniu z listy floty służyła jeszcze celom szkoleniowym 1873-1880 (jako hulk), rozebrana w Breście w 1892.
Uzbrojenie w 1856 w zasadzie jak podane przez Pana, ale:
- ja bym nie pisał kalibrów 220 i 160, skoro naprawdę chodziło z grubsza o 22 cm (ale dokładnie 223 mm) i 16 cm (ale 163 mm);
- Audacieuse miała wtedy wyjątkowo 2 karonady 30-f na spardeku, zamiast 2 dział 16 cm;
- Souveraine miała wtedy nietypowo w baterii 26 x 30-f i 8 dział haubicznych 22 cm, a na spardeku 2 działa 16 cm i 20 karonad 30-f;
- Foudre miała wtedy na spardeku nietypowo 16 x 30-f i 4 karonady 30-f.
Znane mi przezbrojenia (na pewno nie wszystkie!) to na Audacieuse najpóźniej w 1863 na spardeku 14 x 30-f nr 3, 4 x 30-f nr 4 oraz 2 gwintowane działa 16 cm. Na Impetueuse najpóźniej w 1857 na spardeku 16 x 30-f nr 3 oraz 4 działa gwintowane 16 cm.
Uwaga: niektórzy podają, że od samego początku wszystkie działa 16 cm na spardeku wszystkich tych fregat były gwintowane.

Pozdrawiam, Krzysztof Gerlach

  Żagle razem z parą od 1850
Odcinek 1.
ROLA OŻAGLOWANIA W DRUGIEJ POŁOWIE XIX WIEKU, NA JEDNOSTKACH PAROWO-ŻAGLOWYCH

Wybierając jako cezurę rok 1850, znajdziemy się w świecie (morskim), gdzie pływały obok siebie żaglowce bez pomocniczego napędu mechanicznego, bocznokołowce z dodatkowym napędem żaglowym oraz śrubowe jednostki parowo-żaglowe. Bywały też (na rzekach) parowce pozbawione jakichkolwiek żagli, ale w minimalnej liczbie i odgrywające marginalną rolę.
Silniki parowe mogły już mieć znaczną moc (938 koni indykowanych na brytyjskim liniowcu „Blenheim”, około 1800 koni indykowanych na statku „Great Britain”), która zresztą szybko wzrastała w kolejnych dziesięciu latach (4403 konie indykowane na brytyjskim liniowcu „Howe”, 4750 koni indykowanych napędu kół łopatkowych i 4890 koni indykowanych napędu śruby na statku „Great Eastern”). Były też dużo bardziej niezawodne niż te z okresu pionierskiego. Jednak ich piętą achillesową pozostawało ogromne zużycie paliwa (niskie ciśnienia pary, tylko jednokrotne jej rozprężanie, brak odzysku ciepła). Chociaż tekst ma być o żaglach, to wprowadzenie jest niezbędne, ponieważ wiązało się z wyborem podejścia do takielunku.
Można było myśleć o działaniu tylko na wodach macierzystych i pobliskich, o kursowaniu na krótkich trasach. Wtedy główna rola przypadała maszynie parowej, a ożaglowanie traktowano jako złą konieczność. Tak rozwiązywano wiele kabotażowców, szybkich jednostek pocztowych z ograniczonych wód, małych kanonierek, pływających baterii a nawet liniowców wojennych.
Można było nastawić się na (często subsydiowaną przez państwo) żeglugę transatlantycką z pocztą i pasażerami, uniwersalność silnych okrętów wojennych itp., rozwijając równorzędny napęd parowy i żaglowy. Takie statki i okręty miały zarówno potężne maszyny parowe, jak bardzo rozbudowane ożaglowanie.
Można było skupić się na wykorzystaniu i obronie szlaków handlowych o ogólnoświatowym zasięgu, gdzie nie brakowało mil do przepływania, ale węgla było za to jak na lekarstwo. Wtedy na statkach i okrętach (przede wszystkim fregatach i korwetach, jednak także na niektórych liniowcach) główny napęd zapewniały żagle, a dość mocna maszyna parowa pełniła tylko rolę pomocniczą.
Można było w końcu skoncentrować się na maksymalnej obniżce kosztów inwestycji i eksploatacji. Brano zwyczajny, standardowy żaglowiec, pływający niemal wyłącznie na żaglach, ale instalowano też na nim słaby silnik do okazjonalnego użytku. Zwiększało to bezpieczeństwo, możliwości w razie flauty, manewrowość w porcie itd. Lecz w zasadzie ciągle chodziło o okręt żaglowy z bogato rozwiniętym takielunkiem.

Kolejną kwestią, którą należy brać po uwagę, jest rodzaj pędnika parowego, ponieważ w ogromnym stopniu wpływał zarówno na podejście do wykorzystywania ożaglowania, jak i możliwości jego rozwiązania. Wydawałoby się, że druga połowa XIX w. to okres koegzystencji żagli wyłącznie z śrubą, ale bocznokołowce nie ustąpiły tak łatwo. W ciągu całej wojny krymskiej (1854-56) oddawały wielkie usługi, w specyficznych warunkach często spisując się lepiej od jednostek śrubowych (mogły pływać na płytszych wodach, miały uzbrojenie nieliczne, lecz świetnie nadające się do ostrzeliwania słabo bronionych celów lądowych, przy pewnym rozwiązaniu napędu mogły dokonywać zwrotów w miejscu, niczym czołg). Scotia, luksusowy transatlantyk bocznokołowy Cunarda, dzierżył Błękitną Wstęgę Atlantyku jeszcze w 1868, a pływał z takim napędem do 1872.
Okręty parowo-żaglowe pływały jeszcze długo potem, na morzach już w zasadzie wyłącznie z śrubą, jednak trzeba pamiętać, że w ostatniej ćwierci XIX w. mamy przeważnie do czynienia z parowcami, na których napędu żaglowego zamierzano użyć wyłącznie w wyniku awarii maszyn (wtedy stawały się czystymi żaglowcami), oraz jednostkami żaglowymi, na których silnik poza portem uruchamiano tylko w razie długotrwałej flauty, uporczywych, przeciwnych wiatrów czy bezpośredniego zagrożenia (a wtedy stawały się de facto czystymi parowcami).
Krzysztof Gerlach

  traktor ze Słupcy
W ten właśnie sposób powstał silnik napędzany gazo-generatorem lub potocznie silnik na ,,holzgas''. Pan Adam podkreśla jednak, że choć nazwa obcojęzyczna to rozwiązania nie powstały w Niemczech, ale są dziełem inżynierów z Francji i Polski. Nasza rodzima konstrukcja to Gazownica typu BEM-Stabil. Niewielu wie, że już w 1897 roku, w Polsce pod zaborem rosyjskim powstały pierwsze fabryki produkujące silniki spalinowe np. URSUS.

Oszczędny silnik
Beczka ropy kosztuje około 700 złotych. Tymczasem będący jej odpowiednikiem w przypadku gazogeneratora kubik drewna kosztuje od 70 do 100 złotych. To kolosalna różnica i podstawowy atut prototypu silnika, który powstał w Słupcy.

Silnik miał mieć premierowy pokaz na zlocie starych ciągników w Wilkowicach koło Leszna. Pan Adam nie zdążył go jednak przygotować.

Pierwsza próba jego uruchomienia nie była udana. Przyczyna - prozaiczna. Paliwo wykorzystane do rozruchu było zbyt wilgotne. A tylko suchy materiał jest w stanie zapewnić odpowiednią kaloryczność gazu i moc silnika. Conajmniej miesiąc potrwa przygotowanie następnego. Wbrew pozorom nie wymaga to jednak wielkiego zachodu. Wystarczy jedynie dobrze wysuszyć drewno. Palić można w nim dosłownie wszystkim. Najlepiej jednak drewnem z drzew liściastych, bądź np. wierzbą energetyczną. O tym alternatywnym paliwie swego czasu wiele się mówiło, ze względu na niewielkie koszty i łatwość uprawy.

Prototyp zbudowany przez pana Adama na podstawie literatury z 1949 roku powstawał z mały przerwami około 1,5 roku. W warunkach profesjonalnych mógłby być zbudowany bardzo szybko, nawet w ciągu dwóch dni. Budowa nie jest skomplikowana. Wytwornica gazu, przewody, odpylacz, chłodnica, oczyszczacz, przepustnica gazu i powietrza do silnika spalinowego - ot cała budowa Podobne silniki działały na naszym terenie tuż po wojnie. Do 1958 roku takie właśnie urządzenie napędzało młyn w Ciążeniu... Dziś ze względu na rosnące ceny energii wielu przedsiębiorców, czy rolników powróciłoby do tamtejszych rozwiązań. Jeden z nich oglądał niedawno prototyp pana Adama i być może zdecyduje się na podobny. Tym bardziej, że na ten silnik, w przeciwieństwie do silnika parowego, nie są wymagane żadne zezwolenia. A z powodzeniem można go zainstalować zarówno w stolarniach, niewielkich zakładach produkcyjnych, jak i w maszynach rolniczych.

Poza tym urządzenie, które działa na zasadzie spalania i wytwarzania gazu napędowego, jest całkowicie ekologiczne. Prawidłowo działający silnik nie oddaje do atmosfery żadnych zanieczyszczeń. A może nawet pomóc w ich zniwelowaniu. Pan Adam już próbuje opracować sposób całkowitego ,,spalania'' opon.
Moc oszczędnej instalacji jest oczywiście mniejsza niż w nowoczesnych silnikach, ale wystarczająca, by wprawić w ruch traktor, czy inne maszyny. Silnik o mocy jednego konia pracujący przez godzinę zyżywa około 1 kg drewna. Tak więc instalacja większej mocy 40, 60 itd. zużyłby proporcjonalnie więcej drewna. Mimo wszystko rozwiązanie sprzed wielu lat, które pan Adam nieco unowocześnił wydaje się być trafione, szczególnie biorąc pod uwagę sytuację na rynku paliwowym.



http://slupca.com.pl/index2.php?tekst=true&id=16749&seng=on

  Samochody... Jak i z czym to sie je?
Moment obrotowy a moc

Moment obrotowy to inaczej siła, którą dysponuje samochód. Mierzy ona jaki silny jest silnik (nie to samo co mocny!) Im większy silnik tym silniejszy. Tak jak z mięśniami u człowieka, im większe tym silniejsze... Silnik produkuje siłę czyli moment obrotowy. Moc w koniach mechanicznych mierzy się natomiast z momentu obrotowego. Norma ta została wymyślona w 17 wieku, kiedy to J.Watt zbudował pierwszą maszynę parową. Cały proces opiszę poniżej:

J.Watt oszacował na podstawie obserwacji, że koń, który przedtem jak wiemy był główną siłą pociągowa, ciągnie z siłą (momentem obrotowym) 180lb funtów. Koń poruszał się po okręgu, którego promień wynosił 75,398224 stopy. Koń mógł wykonać 144 okrążenia w ciągu godziny czyli 2,4 okrążenia w ciągu minuty z prędkością 180,95573 ft stóp na minutę. Zostało to zaokrąglone do 181 ft stóp. Aby przetłumaczyć to na możliwość konia do produkowania siły czyli momentu obrotowego, James Watt pomnożył 180lb funtów (siłę produkowaną prze konia - jego moment obrotowy) przez 181 ft stóp/minutę, czyli prędkość. Otrzymał w ten sposób wartość 32850 funtów na minutę, którą zaokrąglił do 33000 funtów. Koń jest w stanie obrócić 33000 funtów na minutę. Wartość ta stała się normą 1hp - mocy konia mechanicznego. To co koń wyprodukował zostało zastosowane do zmierzenia możliwości silnika.

Definicja 1hp- konia mechanicznego mocy Jamesa Watt'a oznaczała siłę w funtach (mierzymy ją w Europie w kilogramach bądź tez Newtonach) przekazaną na dystansie zmierzonym w stopach (w systemie metrycznym używamy metrów) co razem daje moment obrotowy w ciągu jednej minuty. Moc to tak więc moment obrotowy w określonym czasie.
Moc jest jakby więc momentem obrotowym w określonym czasie.

Dlatego też aby przeliczyć siłę rotacyjną wału korbowego na moc, musimy wiedzieć jaką odległość pokona się w ciągu jednej minuty poruszając się po okręgu o średnicy 1ft stopy (metra w systemie metrycznym). Z obliczeń z koniem wynika, że maksymalny dystans wynosi 6,2831853 stopy (mierzony w metrach w systemie metrycznym). Wzięło się to z
pomnożenia (2x liczba stała Pi czyli około 3,14159 x 1 stopa). Wynik ten jest pomnożony przez maksymalną liczbę funtów (kg lub Newtonów w metryce) aby znaleźć maksymalny moment obrotowy na minutę.

Wynik ten może być potem podzielony przez normę 1hp- konia mechanicznego z obliczeń z koniem:

HP= (6,2831853 x RPM x Moment obrót.) : 33 000 co da się uprościć do
HP= (RPM x Moment obrotowy) :5252

Moc tak więc oblicza się z momentu obrotowego w danym zakresie obrotów.

W systemie metrycznym moc jest nieco inna, ze względu na przybliżenia, które zostały wzięte pod uwagę. Twój silnik tak więc nie dysponuje cały czas taką sama mocą. Jest ona inna w danym zakresie obrotów. Silnik z większym momentem obrotowym będzie przyspieszał łatwiej bo jest silniejszy i w danym zakresie obrotów również mocniejszy (moment obrotowy x obroty), ale w pewnym momencie silnik słabszy może nadrobić obrotami wału korbowego i nadać prędkość kołom nawet większą.

Przykładowo powiedzmy, że silnik 2,8 w BMW 328i miał maks. moment obrotowy 205lb-ft czyli 280Nm przy około 3500 obr. Jego moc wynosiła wówczas 136,6 hp. Dla słynnej S2000 z 2,0 silnikiem wartość momentu obrotowego wynosiła wówczas około 140lb-ft (mniejszy, słabszy silnik) a wiec moc wynosiła 140lb-ft x 3500 : 5252 = 93,3 hp. Nic dziwnego, że przy tych samych przełożeniach BMW byłby szybszy....w tej prędkości obrotowej. Ze względu na brak VTEC'a moment obr. w BMW spada i osiągał około 178lb-ft przy 5700 i jego moc wynosi 193hp. S2000 ze względu na VTEC kontynuuje wzrost i osiąga około 150lb-ft a wiec jego moc wynosi 163hp. Wciąż mało, ale BMW osiągnął już wszystko i jego moc spada, a s2000 dopiero zaczyna dawać koncert. Pnie się do góry i przy 7500 osiąga 153lb-ft czyli 218hp! BMW wrzuca wyższy bieg, jest z powrotem gdzieś na 4000 obrotów i jego moc wynosi 205lb-ft x 4000 : 5252 = 156hp, ale wtedy s2000 śpiewa na 8300 obrotów i jego moment obrotowy spada jedynie nieznacznie do 152 lb-ft a moc wynosi 240hp, prawie 100 więcej niż w BMW! BMW pnie się jednak i na każdym biegu znowu osiąga moc maksymalna, ale może pracować jedynie pomiędzy 4000 - 6000 obr, gdzie osiąga moc z zakresu 150-195KM, mimo potwornej siły pomiędzy 205-175 lb-ft. To znacznie więcej niż w S2000, która ma około 150lb-ft, ale ta po wejściu w druga fazę VTEC'a już z niej nie schodzi i pracuje cały czas pomiędzy 6500-9000 obrotów, gdzie jej moc wynosi pomiędzy 185 a 240 KM! Dlatego też mniejszy silnik i słabszy nadrobił obrotami i tylko na starcie może zostać, ale potem już nie. To wszystko, jeśli biorzemy pod uwagę takie same przełożenia. Nie są one jednak takie same. S2000 ma krótsze, co powoduje, że jeszcze większa różnica robi się na kołach.



link do artykułu pod nim jest jeszcze jeden ciekawy porownujący honde 1.6 dohc z crx i 1.6 vti z civica b16

swietnie tlumaczy to zasade dzialania vtec
http://hondapl.org/technika/momobrvsmoc/momobrvsmoc.html[/url]